niedziela, 25 grudnia 2016

Czy można wierzyć filmowym zwiastunom?


Czasy się zmieniają i tak samo zmienia się podejście do spraw promocji, rozgłosu oraz wszelkich sposobów reklamy. Zewsząd atakowani jesteśmy wszelkiego rodzaju wabikami, które mają na celu przyciągnąć nas do oferowanego produktu. I jak to w reklamie bywa, zasadniczo wszystkie chwyty są dozwolone. Tylko czy tak naprawdę my, odbiorcy popkulturalnego przekazu nie zasługujemy na czyste zagrania i szczery przekaz?
Mam tu na myśli głównie zwiastuny filmowe. I w zasadzie nie chodzi mi o tzw. teasery (czyli pierwsze, nie zobowiązujące fabularnie zapowiedzi), bo ich celem jest wyłącznie zasygnalizowanie istnienia danego filmu, ale właściwe trailery, które pojawiają się po to, aby napomknąć o fabule oraz pozwolić ocenić, czy dany obraz jest przeznaczony dokładnie dla nas. Krótko mówiąc, chodzi mi o mylny przekaz jaki coraz więcej z nich (szczególnie w przypadku blockbusterów) prezentuje.
Ile to już razy, oglądając zwiastun mówiliśmy sobie "o, jaki świetny film", "rety, po prostu muszę to obejrzeć!", czy coś w tym stylu. I jest to w sumie włąściwa reakcja. Gorzej, jeśli po tych 2-3 minutach nabieramy błędnego przekonania o charakterze lub nawet całej treści filmu (i nie chodzi mi o to, czy będzie dobry lub słaby). Niestety, ostatnimi czasy praktyki wyprowadzania nas na manowce przez studia filmowe zataczają coraz szersze kręgi.

Pod względem zawartej informacji, postanowiłem podzielić zwiastuny na trzy kategorie:

1. Trailer przedstawiający całkowicie mylący koncept, umyślnie wywołujący euforię oraz przeświadczenie, że film będzie zupełnie inny od tego, który faktycznie zobaczymy. Typowymi przedstawicielami tej kategorii były ostatnio m.in. Suicide Squad, Sekretne Życie Zwierzaków Domowych, Fantastyczne Zwierzęta i Jak Je Znaleźć, Tarzan: Legenda, Avengers: Age of Ultron, Fantastyczna Czwórka.

2. Zwiastun prezentujący wszystkie kluczowe sceny z filmu, w wyniku czego wszystkie najlepsze fragmenty znamy już od dawna, a sam film nie oferuje nam niczego nowego. Czasem sceny ułożone są w nim nieomal w kolejności chronologicznej, lub psują nam kluczowe twisty fabularne. Tych też było wiele: Batman Vs Superman, Warcraft: Początek, Dzień Niepodległości: Odrodzenie, Spectre, X-Men: Apocalypse.

3. Prawdziwy, tematyczny zwiastun, który informuje nas o czym w przybliżeniu będzie film, na jaki rodzaj konwencji mamy się przygotować, a także zostawiający w nas pewne uczucie niedosytu, sprawiające, że koniecznie chcemy poznać daną historię. Przykłady: Deadpool, Star Wars: Rogue One, Sausage Party, Vaiana: Skarb Oceanu.

I tylko ten ostatni stanowi uczciwe podejście do widza. Dodam jeszcze, że czasami elementy z dwóch pierwszych typów mogą się mieszać, czyniąc naszym wyobrażeniom jeszcze większą krzywdę.

Do czego więc zmierzam? Z czego robię problem? Ano z tego, że od ładnych kilku miesięcy przestałem traktować trailery jako wyznacznik oczekiwanych przeze mnie wartości. Zacząłem oglądać je jako przypadkowy zbiór scen z filmu, choć oczywiście walka z przekazem jest na dłuższą metę dość trudna, bo i tak co któryś raz daję się nabrać.
Nie chcę być wprowadzony w błąd. Gdy obserwuję ludzi (np. vloggerów z YouTube'a, lub zwykłych autorów komentarzy), którzy robią sobie nadzieję na podstawie zobaczonej zapowiedzi, to robi mi się ich szkoda. Potem słyszę te gorzkie żale o tym, jak zły lub inny od oczekiwanego efektu był ich wyczekiwany film.
Dlaczego wytwórnie tak nami manipulują? Czy pieniądz i ogłupianie nas musi być nadrzędnym celem? Póki co, świat biznesu rządzi się swoimi prawami, a w tym przypadku widzowie mogą tylko bezczynnie stać i patrzeć.
A jak będzie w nadchodzącym roku? Czy mylących zwiastunów będzie przybywać? 
Piszę to wszystko aby wyrazić swoją opinię i pewien sprzeciw, ale czy to coś w ogóle da?...
Jedyne czego oczekuję, to dyskusja. Zapraszam do niej w komentarzach poniżej. :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz