czwartek, 22 grudnia 2016

RECENZJA: The Exorcist (sezon 1)

Ile razy to już było? Hollywood potrafi tak mocno wydoić dowolny, sprzedający się temat, że z interesującego zagadnienia często nie zostaje już nic, co mogłoby przyciągnąć uwagę choć trochę wymagającego widza. I kiedy już prawie całkiem znudziłem się filmami opisującymi wszelkiego rodzaju opętania, walkę z demonami i egzorcyzmy, zupełnie nieoczekiwanie wyskoczył tegoroczny serial stacji Fox, zatytułowany (a jakże!) Egzorcysta. Kierowany ciekawością wspieraną uwielbieniem pewnej bardzo drogiej mi osoby do filmu Kronika Opętania, postanowiłem że wspólnie spojrzymy na tą 10-cio odcinkową historię. Bo jak będzie słaba, to najwyżej po godzince lub dwóch damy sobie z nią spokój. No i wiecie co? Zostaliśmy do końca.
A wszystko przez podejście do tematyki, jakie twórcy serialu obrali sobie tworząc tę historię. Oczywiście, z jednej strony mamy do czynienia ze sztampową opowieścią o opętaniu, ale nie przez cały czas jest ona w centrum naszej uwagi. Na pewnym etapie schodzi nawet na dalszy plan, ustępując miejsca walce z demonem na zupełnie innej płaszczyźnie. Należy też zaznaczyć, że w przypadku tej historii mamy do czynienia z sequelem znakomitego pierwowzoru Williama Friedkina sprzed lat. Jednak nie zaznajomiony z powyższą wiedzą widz zrozumie ten fakt dopiero w finale piątego odcinka. Wybaczcie zatem ten mały spoiler, sądzę jednak, że nie zepsuje on nikomu frajdy z oglądania, ponieważ zapobiegawczo nie wspomniałem w jakiej konwencji utrzymana została ta kontynuacja.

Najważniejsze to jednak zaznaczyć, dlaczego w ogóle serial ten jest wart obejrzenia. Pozwólcie więc, że wrócę znów do tematu opętania. Stanowi on punkt wyjścia dla zmagań dwóch księży - jednego w trakcie zgłębiania swej drogi wiary i drugiego, który tą wiarę (oraz zdolności) niechybnie traci. Obaj zostają postawieni przed nieuniknionym, będą bowiem musieli zmierzyć się z samą istotą zła. A demon będzie bardzo przewrotny i nie omieszka wykorzystać przeciwko nim każdej, nawet najmniejszej słabości. Jeśli uznacie że to za mało, wkrótce okaże się, że opętanie Casey Rance (swoją drogą, ciekawe czemu diabeł w filmach na swoje ofiary tak często wybiera nastoletnie dziewczyny?) służy siłom zła jako pretekst do osiągnięcia o wiele bardziej złowrogiego celu. Lecz o tym przekonajcie się już sami.
Z nieukrywaną ciekawością obserwujemy tu walkę o miłość i godność rodziny, która targana konfliktami typowo ludzkimi jak i nadprzyrodzonymi, musi podjąć wyzwanie, aby móc powrócić do normalnego życia. Podobnie ma się wątek kościoła. W jego wnętrzu zderzają się dwie strony, jedna pragnąca nieść spokój, oraz druga, skorumpowana, wypaczona i zła. I to właśnie ta ostatnia (we współpracy z organami prawa i porządku) zdaje się pociągać za sznurki rozgrywających się dookoła wydarzeń.


Z odcinka na odcinek (szczególnie w pierwszej połowie serialu) dostajemy pewne fragmenty układanki, która przyciąga nas do przedstawionego świata. Ilość postaci i ich złożoność stanowi ciekawą przeciwwagę dla tytułowego zagadnienia. Choć wątków jest kilka, w końcu prowadzą nas do z góry zaplanowanego finału, a każdy z nich ma swoje uzasadnienie i czas. Większość rzeczy jest tu na swoim miejscu, spełniając postawione przed nimi założenia. Choć serial nie jest w żaden sposób wybitny i niestety nie aż tak straszny jak powinien (to chyba najpoważniejszy wobec niego zarzut), daje niezłą rozrywkę, bez zarzucania nas sztampowymi lub wytartymi rozwiązaniami fabularnymi (nawet jeśli spodziewamy się je zobaczyć). Aktorstwo również spełnia swą powinność, wszystkie role rozpisane i zagrane zostały poprawnie. Szczególnie cenię sobie udział Bena Danielsa jako ojca Marcusa oraz Geeny Davis w roli Angeli Rance.

Mam jednak wrażenie, że  Egzorcysta niekoniecznie przypadnie do gustu osobom, które nie oglądały wcześniej filmów o opętaniach. Swoją kilku-wątkową formą może odstraszyć przeciętnego widza, natomiast komuś takiemu jak ja, znudzonemu powtarzalnością tematu powinien spodobać się znacznie bardziej.
Żywię też nadzieję, że pomimo szerokiego otwarcia furtki na kontynuację, stacja Fox nie pokusi się na drugi sezon. Oczywiście, nie wszystko zostało w serialu wyjaśnione do końca, ale będzie lepiej jeśli te kwestie pozostaną na stałe w sferze niedomówień. Temat wydaje mi się ogólnie wyczerpany, toteż nie powinno się psuć tego, co zostało tu zbudowane. Boję się, że w przypadku ciągu dalszego twórcy nie udźwigną po raz drugi ciężaru zadania, wpadając w przykrą schematyczność gatunkową, o której pisałem powyżej. No, ale to już nie ode mnie zależy.
Tymczasem polecam Wam ten serial.

Moja ocena: 4/6.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz