sobota, 3 grudnia 2016

RECENZJA - Vaiana: Skarb Oceanu

Na gorących wodach południowego Pacyfiku istnieje niezliczona ilość wysp. Niektóre z nich kiedyś pozostawały zupełnie nieodkryte. Był jednak lud, który przemierzał bezkresne wody w poszukiwaniu miejsca dla siebie. Domu, gdzie mógłby bezpiecznie żyć. Odkrywcy ci byli przodkami Vaiany - córki wodza jednej z takich wysp, nastoletniej dziewczyny stale odczuwającej zew fal i pragnącej odnaleźć samą siebie poprzez wołającą ją przygodę. To jej pragnienie stale podsycane jest przez opowieści babci, staruszki uparcie snującej historie o dawnych czasach oraz bogach, którzy poprzez swą chciwość narazili bezpieczną przyszłość zwykłych ludzi. I tu zaczyna się nasza historia.
 
Nowa, pełnometrażowa animacja Disney'a, to obraz, który zdecydowanie przypadł mi do gustu, ale nie zawładnął całym sercem. Jest ku temu kilka powodów.

Pierwszy z nich to sam styl opowiadanej historii. Szykując się w zamyśle na niecodzienny film przygodowy, dostałem w sumie bardzo prostą historię. Coś złego dzieje się z wyspą Vaiany, bohaterka postanawia więc wyruszyć wbrew wszelkiemu rozsądkowi w niebezpieczną podróż, mającą na celu odnalezienie pradawnego pół-boga Maui oraz zwrócenie wydartego przez niego kamienia serca Matce Wysp. I tyle. Dziewczyna płynie, po drodze przeżywa dwie, trzy przygody, po czym staje sam na sam (no, prawie) z wielkim niebezpieczeństwem i ratuje cały świat. Jak dla mnie, czegoś tu zabrakło. Jakiegoś twistu fabularnego, zaskoczenia, mnogości wydarzeń tworzących tą historię bardziej wciągającą. Takie elementy działają znacznie lepiej choćby w Krainie Lodu, mega-hicie sprzed kilku lat. Czy nie byłoby lepiej, gdyby np. mały żółwik uratowany przez bohaterkę na początku filmu okazał jej pomocną dłoń (czy raczej płetwę) kilkanaście lat później, w trakcie ucieczki z królestwa wielkiego kraba? Z pewnością tak.

Drugi powód to sama animacja. Oczywiście, jest piękna, co do tego nie ma dwóch zdań. Woda i krajobrazy niezwykle cieszą oko, ale czy bohaterowie muszą wyglądać jak gumowe laleczki? Ja wiem, że pół roku temu zdarzył się Zwierzogród (który był pod każdym względem wspaniały), lecz troszkę więcej realizmu wyszłoby filmowi na dobre.

I jeszcze kwestia wzruszeń. Ja zwyczajnie uwielbiam wzruszać się na filmach Disney'a. To tak jak z prezentami na Gwiazdkę. Po prostu muszą być. A tu... Zabrakło. Naprawdę nie ma ani jednej sceny chwytającej za serce. Są chwile dramatyczne, ekscytujące, ale nie uświadczymy łez. Trochę słabo.
Plusy filmu to niewątpliwie muzyka i piosenki. Są niezwykle melodyjne i wpadają w ucho nawet na wiele godzin po seansie. Już w rodzimej interpretacji brzmią wyśmienicie (Maciej Maleńczuk jako wielki Tamatoa!) i zwyczajnie nie mogę się doczekać kiedy obejrzę film w wersji oryginalnej. Zapewne będzie jeszcze lepiej.

Sama postać Maui jest też jednym z najjaśniejszych punktów Vaiany. Właściwie to oboje głównych bohaterów nakreślonych jest niezwykle starannie. Mają nieszablonowe charaktery, przez co możemy identyfikować się z każdym z nich na różnych poziomach opowieści. A gdy potężny pół-bóg zamienia się za pomocą swego haka w inne stworzenia, jest na przemian wspaniale i zabawnie.

Jest tu też silny wątek walki z własnymi ograniczeniami i nieustępliwym przeznaczeniem. Choć wszyscy starają się wmówić głównej bohaterce co jest jej życiowym celem, one nie poddaje się i uparcie dąży do starcia swej woli z nieodpartym losem życia.
 
Cały akcent komediowy także wypada na plus. Np. kogutek Heihei jest wprost rozbrajający swoją debilnością i choć zakres jego wyczynów staje się w pewnym momencie nieco powtarzalny, ani na chwilę nie przestaje bawić. Niestety, świnka Pua dostała bardzo mało czasu ekranowego. A po cichu była moją faworytką do przejęcia pałeczki po Olafie.
 
Vaiana: Skarb Oceanu, to niewątpliwie dobry film. Nie ma tu elementów psujących wydźwięk całości, co czyni go pozycją jak najbardziej poprawną i w pełni satysfakcjonującą. Gdyby jednak zdarzyło mu się zahaczyć o kwestie wspomniane w powyższym tekście, byłby filmem rewelacyjnym. A tak, jest jak jest i nie ma co płakać. Czas spędzony w kinie na pewno nie będzie stracony. Lecz nie niezapomniany.

Moja ocena: 3,5/6.

 

1 komentarz:

  1. Zachęcająco ;) choć szkoda, że bez wzruszeń. Twórcy tworzyli również Alladyna , może właśnie dlatego.

    OdpowiedzUsuń