poniedziałek, 12 grudnia 2016

STAR WARS: REBELS - podsumowanie połowy 3 sezonu.


Właśnie dobiegła końca pierwsza połowa 3 sezonu Star Wars Rebels, w związku z czym chciałbym podzielić się z Wami krótkimi spostrzeżeniami odnośnie aktualnej zawartości oraz jakości serialu. 
Od samego początku emisji, Rebelianci wywoływali we mnie różne uczucia, jednak w zdecydowanej większości były to oceny pozytywne. Oczywiście, jego forma rządzi się własnymi prawidłami (jest to serial dla dzieci i młodzieży, ramy chronologii zmuszają twórców do pokazywania wydarzeń w ściśle określonym kontekście, itd.), dlatego też za każdym razem wyznaczam sobie pewien margines tolerancji, w który staram wpasować się przedstawiane na małym ekranie historie. I choć czasami mimo wszystko trudno mi pogodzić się z niektórymi decyzjami fabularnymi (szczególnie z finałowych odcinków 2 sezonu), nowi Rebelianci dostarczają sporo fajnych chwil.
 
Trzeci sezon póki co skupia się na dwóch zasadniczych płaszczyznach. Pierwsza z nich to walka i stopniowe rozrastanie się sojuszu rebeliantów, druga traktuje o mocy i jej zgłębianiu przez Ezrę i Kanana. Obie kwestie funkcjonują w zgodzie ze sobą, na razie nie zazębiając wzajemnych wątków, które realizowane są w poszczególnych odcinkach. 
W tym sezonie otrzymaliśmy nowego, głównego antagonistę (wygląda na to, że to już tradycja i w każdym musi być to inna postać), którym jest admirał Thrawn. Ten sam, którego tysiące fanów książek pokochało niegdyś w trylogii napisanej przez T. Zahna. Co prawda, nieco inaczej umiejscowiono tę postać, jednak cały zamysł wraz z charakterem pozostał zasadniczo bez zmian. Thrawn jest genialnym strategiem, posługującym się wnikliwą zdolnością do analizy swego przeciwnika i jako taki stanowi poważne zagrożenie dla bohaterów. O ile wcześniej o sukcesie rebelii decydowała siła floty lub zdolności w posługiwaniu się mieczem świetlnym, teraz wszyscy muszą posłużyć się nie lada sprytem, aby pokonać tego przeciwnika. Odcinki Hera's Heroes i An Inside Man dobrze obrazują determinację, inteligencję i surową bezwzględność Thrawna. 
Na tle postaci stojących po stronie Imperium kapitalnie rysuje się również postać agenta Kallusa. Po 2 sezonie wiedzieliśmy, że zaczynają zachodzić w nim pewne przemiany, teraz jednak dostrzegamy, że stał się on podwójnym agentem, działającym na niekorzyść swych pracodawców. Po odcinku The Antilles Extraction sądziłem że jego pomoc Sabine była jednorazowa (wynikało to też ze słów bohatera), ucieszyłem się więc bardzo, gdy okazało się, że to on w rzeczywistości jest tzw. Fulcrumem podającym rebeliantom nowe cele i tajne informacje. Bardzo podoba mi się takie prowadzenie postaci Kallusa, bo podnosi to poprzeczkę serialu, a także daje możliwość bardzo interesujących zwrotów akcji w przyszłości. 


Temat mocy również ewoluuje i jest coraz ciekawszy. Jakkolwiek koszmarny był pomysł na wykorzystanie postaci Maula, autorzy nadal wykorzystują jego obecność, pchając Ezrę i Kanana na coraz głębszą wodę poznania istoty siły Jedi i Sith. Oczywiście, wolałbym innego świadomego swej potęgi bohatera, jednak muszę tu przyznać, że twórcy mądrze posługują się tym, kim zabrak jest obecnie w tej historii. Jakkolwiek drażniąca jest jego obecność, to psychologiczna więź z Ezrą daje opowiadanej treści bardzo potrzebny sens. Dopiero teraz tak naprawdę stało się ciekawe, kim stanie się w przyszłości młody Bridger. Niebagatelnie istotna jest tu również obecność Bendu, pradawnej istoty stojącej pomiędzy jasną a ciemną stroną Mocy. Pełni on funkcję zbliżoną do Yody, jednak wiedza, którą ma do zaoferowania jest odmienna od wiekowego mistrza Jedi.

Zatem należy serial pochwalić, bo w bardzo ciekawy sposób zmierza do kwestii, których na próżno szukać w filmach sagi. W Rebeliantach pojęcie Mocy póki co traktowane jest nieszablonowo, nie zakłócając jednocześnie kanonicznych ustaleń cyklu. Wiadomo, że Ezra nie spełni funkcji zarezerwowanej dla Luke'a, a Kanan pójdzie zapewne odmienną ścieżką niż reszta pozostałych przy życiu Jedi. Świadczy o tym właśnie ich aktualne powiązanie z Maulem, a także symboliczne zniszczenie holokronów. Te rzeczy wyraźnie pokazują, że serial wreszcie buduje swe kwestie w oparciu o lepiej przemyślane rozwiązania. 


Jaka była zatem ta pierwsza połowa? W większości naprawdę dobra. Odcinki główno-wątkowe prowadzone są ciekawie, a tzw. wypełniacze (epizody oderwane od głównego nurtu) same w sobie prezentują wysoki poziom. Widzimy stopniowe rozrastanie się rebelii (Iron Squadron, Imperial Super Commandos), wracamy duchem i akcją do prequeli (The Last Battle), a wiele postaci (także drugoplanowych) dostaje szansę na psychologiczny rozwój.
 
Po dobrym, choć mało odważnym sezonie pierwszym i niepotrzebnie przekombinowanym w kilku miejscach drugim, trzeci zaskakująco wybija się na prowadzenie. Muszę to przyznać, że serial wychodzi wreszcie na tory, po których od dawna powinien się poruszać. Zyskuje większą głębię oraz własny charakter, a twórcy zaimponowali mi, że potrafią tak dobrze wykorzystać elementy, które drażniły i wydawały mi się niepotrzebnie wciśnięte w poprzednim.
Przyszłość Rebeliantów rysuje się jeszcze ciekawiej. Sądzę, że tak jak drugi sezon zwiastował nieuniknioną (choć nie do końca potrzebną) konfrontację Ahsoki z Vaderem, tak tutaj ewidentnie dojdzie do spotkania Maula i Ezry z Obi-Wanem. Czekam na to z niecierpliwością, bo będzie interesującym punktem zwrotnym w kontekście do oryginalnej trylogii.
A co jeszcze serial nam przyniesie, dowiemy się za miesiąc, kiedy sezon 3 ruszy z nowymi odcinkami. Póki co, cieszmy się tymi, które już mamy.

Moja ocena: Poczekam na koniec całego sezonu. Nie chcę przedwcześnie zapeszyć. ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz