niedziela, 22 stycznia 2017

RECENZJA: Nowy Świt - John Jackson Miller

Lubię Rebeliantów, uwielbiam Gwiezdne Wojny. Wiele potrafię tej serii z owej miłości wybaczyć. Z książkami jest różnie. Nie czytałem wielu pozycji z obecnych Legend, chwalę sobie jednak Drogę Zagłady, Moc Wyzwoloną, Trylogię Thrawna oraz Czarnego Lorda - Narodziny Dartha Vadera. To dobre, solidne lektury.
Tu, czyli przy Nowym Świcie J. J. Millera poległem. Nie dałem rady. Przeczytałem 320 z 480 stron. W sumie niewiele brakowało... Poddałem się po dwóch tygodniach męczarni.
 
Przecież to nie mogło się nie udać! Pierwsze, historyczne i owiane swoistą legendą spotkanie Kanana Jarrusa z Herą Syndullą, zaczątek załogi Ducha, oglądanej co tydzień na ekranach telewizorów! Były padawan Jedi i wielce utalentowana pani pilot przeżywają swoją pierwszą przygodę. Ech, a jednak...
Nie sądziłem że wstep do udanego serialu animowanego może być aż tak mało ciekawy oraz pozbawiony klimatu telewizyjnej produkcji. Rozumiem, że docelowym odbiorcą był w zamierzeniu nieco starszy czytelnik, i może w innych okolicznościach łatwo bym to przełknął, ale co jak co, lecz klimat w Gwiezdnych Wojnach to absolutna podstawa! Tu jakiś szczątkowy klimat niby jest, ale jego źródło to na pewno nie gwiezdna saga. A to poważne uchybienie.
Nie będę rozwodził się nad fabułą, szkoda na to miejsca. Uwierzcie mi na słowo, ta książka to prawdziwy usypiacz dla każdego czytelnika ceniącego wartką akcję. Reszta, uwielbiająca długaśne opisy i głębokie wynurzenia autora może być nawet zachwycona.
 
Bo co tak naprawdę tu nie gra? Kilka istotnych rzeczy.
Na minus idzie akcja, która jak przystało na tematykę Star Wars powinna śmigać jak pojazd Anakina z wyścigów w Mrocznym Widmie. Niestety, tego w powieści nie uświadczymy. Jest tu co prawda parę ciekawych zwrotów akcji, ale są zbyt krótkie i występują tak rzadko, że zwyczajnie zapominamy o nich w gąszczu nawarstwiającej się pomiędzy nimi nudy.
Po drugie, miejsce wydarzeń. Tylko jedna planeta i jej księżyc? No przepraszam, cała galaktyka czeka na wykorzystanie i jęczy niezaspokojona. Każda gwiezdno-wojenna historia toczy się na przynajmniej kilku planetach. A tu co? Bida z nędzą.
Po trzecie postacie. Poprowadzone niby dobrze, rys psychologiczny jest i nawet można się odrobinę utożsamić, ale zbyt wiele opisów ich przemyśleń i rozterek napompowało moją głowę niczym ogromny balon.
Nie podobał mi się też ten wspomniany powyżej zbyt poważny ton powieści, która w założeniu jest przecież wprowadzeniem do telewizyjnego serialu dla dzieci. Jak dla mnie, to za bardzo gryzie w oczy. Nie wierzę, że dzieciaki z własnej woli sięgną po tą książkę.

Reasumując - Nowy Świt to nużąca, zbyt ambitna jak na rozrywkową fantastykę dla młodzieży i straszliwie rozwlekła lektura. Polecam ją więc tylko i wyłącznie tym fanom SW, którzy z założenia czytają wszystko jak leci. Reszta, marsz przed telewizory. Zaraz puszczają Rebeliantów. Tam jest znacznie lepsza rozrywka.
 
Moja ocena: 1/6.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz