piątek, 13 stycznia 2017

RECENZJA: Superman vol. 1 - Son of Superman (DC Rebirth)

Miesiąc temu zamieściłem materiał o tym, co ciekawego moim zdaniem ma w swojej ofercie wydawnictwo DC. Pośród krótko omówionych tytułów (m.in. Titans, Flash czy Wonder Woman) zabrakło najstarszej i najbardziej ikonicznej postaci - Supermana.
Dziś nadrabiam tą zaległość, ponieważ udało mi się przeczytać pierwszy tom wydawanego w ramach inicjatywy Rebirth komiksu Superman - Son of Superman.
 
Superman z New 52 nie żyje. Podczas dramatycznej próby ratowania ludzkości przed tajemniczą, ognistą istotą Człowiek Ze Stali spada na ziemię i bezpowrotnie umiera. Ziemia opłakuje swego wybawcę, lecz tymczasem na świecie pojawia się nieoczekiwanie nowy Superman. Jest nim żyjący do tej pory w ukryciu Clark Smith, mieszkający na farmie w Hamilton County wraz ze swoją żoną Lois oraz synkiem Jonathanem.
Clark jest tak naprawdę Supermanem z odległych czasów, który poległ w walce z Doomsdayem, a teraz powrócił do życia, postanawiając zająć miejsce dotychczasowego Supermana. I jakkolwiek to wprowadzenie może wydawać się dziwne lub zagmatwane, nie należy traktować go zbyt poważnie. To już kwestia dla starych wyjadaczy DC, którzy śledzą losy bohaterów wydawnictwa od wielu, wielu lat. Istotne jest tylko to, że tu właśnie zaczyna się nasza historia.
 
A jest to opowieść rodzinna, i choć możecie być tym zdziwieni, jako taka sprawdza się wprost idealnie. Clark jest może i superbohaterem, ale na kartach tej historii to przede wszystkim ojciec i mąż. Wierzcie lub nie, ale naprawdę świetnie czyta się komiksy gdzie postacie (choćby nie wiem jak dziwne by nie były) zbudowane są z krwi i kości. Superman boryka się z obowiązkami wobec najbliższych oraz wciąż kształtującymi się mocami Jona. I jest to pewien problem a także zagadka dla całej rodziny. Jonathan nie potrafi zapanować nad promieniami z oczu, nader często ulega również najróżniejszym urazom.
Cała intryga zawiązuje się, gdy Jon, pomagając ojcu w ratunku lodołamacza kaleczy się, zostawiając na śniegu kilka kropli krwi. Ślady te odnajduje sonda nieznanego pochodzenia, która wkrótce za sprawą dokonanego odkrycia transformuje się w Eradicatora. Ów robot okazuje się być maszyną z Kryptona, zaprogramowaną do odtworzenia cywilizacji zniszczonej planety. Aby to uczynić, potrzebny mu będzie Jon, a dokładniej kryptońska część jego natury. I na nic zdadzą się tłumaczenia Supermana, że za żadne skarby nie odda dla tej sprawy życia synka. No i oczywiście sprawy szybko idą na noże.

 
Son of Superman to bardzo dobry komiks, stawiający na piedestale wartości rodzinne, a także poruszający kwestie dziedzictwa i obowiązku jakie z niego wypływają. Do tego otrzymujemy dynamiczną akcję i walki, które narysowane zostały w całkiem klarowny i sugestywny sposób. Peter J. Tomasi i Patrick Gleason stworzyli wielce rozrywkową historię, która rozgrywa się na kilku płaszczyznach. Samego Patricka w rysunkach wspomogli m.in. Doug Mahnke, Mick Gray oraz Jorge Jimenez.
Na minus albumu zaliczyłbym całą technologiczną otoczkę i nieco powtarzalną paplaninę Eradicatora. No cóż, nie jestem i nigdy nie byłem zbytnim fanem tego typu elementów w przygodach Supermana. Jednak tym z was, którzy lubią podobne rozwiązania fabularne, komiks będzie czytać się wyśmienicie.

Ogólnie, pierwszy zbiorczy tomik 6 zeszytów Człowieka Ze Stali (oraz wstępniaka z Rebirth) wypada bardzo obiecująco. Różnorodność kresek w każdej z części w sumie nie razi, a przedstawiona historia zasadniczo broni się sama.
Na końcu albumu znajdziemy też galerię okładek alternatywnych oraz kilka szkiców z objaśnieniami. Miły dodatek.

Jeśli rozpoczęte tu, rodzinne wątki będą z powodzeniem kontynuowane w następnych częściach, a ilość udziwnionego science-fiction nieco zmaleje, Superman będzie z pewnością lekturą obowiązkową dla wszystkich komiksomaniaków. Tymczasem polecam wszystkim niniejszy tom. Superman jest teraz naprawdę... Super!

Moja ocena: 4,5/6.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz