wtorek, 17 stycznia 2017

RECENZJA: Tuf Wędrowiec - George R. R. Martin

Czasem trafia nam się taka powieść, przy której wyraźnie czujemy, że opisane w niej zdarzenia i przygody były jedynie pretekstem dla autora do przedstawienia swych przemyśleń na z gruntu wcześniej zaplanowane tematy. Tak właśnie jest w przypadku Tufa Wędrowca - G. R. R. Martina.

Otóż bowiem nie same perypetie tytułowego Havilanda Tufa, podróżnika i kupca (który pewnego dnia wchodzi w posiadanie ogromnego statku-bazy Inżynierskiego Korpusu Ekologicznego, rozpoczynając karierę samozwańczego ekologa na usługach potrzebujących) są tu najważniejsze. Choć oczywiście przygody tego dobrodusznego i łebskiego miłośnika kotów wciągają nas jak diabli, tryskają dobrym pomysłem i przewrotnym humorem, to jednak przemyślenia na ponadczasowe tematy są głównym daniem tej niecodziennej powieści. I jest to jej niewątpliwa zaleta, bowiem literatura, która skłania do myślenia oraz wyrabiania własnych opinii jest jak najbardziej drogocenna.

Choć Tuf Wędrowiec powstał ponad trzy dekady temu i jest jak najbardziej rasową książką fantastyczną, tematy które podejmuje nie zestarzały się dosłownie ani o sekundę. Dotyczą one nie tylko obcych ras w kosmosie, ale przede wszystkim nas, ludzi - tutaj, na Ziemi. Ośmielę się wręcz stwierdzić, że owe problemy są nam dziś zasadniczo bliższe, niż w połowie odległych lat 80-tych. Przeludnienie, głód, nadmierna prokreacja, niesprawiedliwość wobec słabszych, dręczenie zwierząt, chciwość, choroby, chęć wykorzystania potężnych zasobów energii do celów zdobywczych i najzwyczajniejsza małostkowość, to najważniejsze z podejmowanych przez autora tematów. Wszystko to obleczone zostało we wciągającą,  przygodową opowieść, gdzie spryt i pomysłowość głównego bohatera niejednokrotnie pomagają mu wyjść cało z opresji.

rys. derek stenning
 
 
Z jednej strony jest więc Tuf Wędrowiec świetną, inteligentną książką na każdą okazję, a z drugiej, po wnikliwszym zapoznaniu ujrzymy w niej ukryte dno, które zmusi nas do niejednej ciekawej refleksji. I to w moim odczuciu stanowi główną siłę powieści.
George R. R. Martin jest absolutnym mistrzem, a dowiódł tego nie tylko tworząc wspaniałą Pieśń Lodu i Ognia czy Ostatni Rejs Fevre Dream, ale właśnie postać Havilanda Tufa i jego bandę przeuroczych kotów z międzygwiezdnej Arki (z niesamowitym telepatą Daxem na czele).

Moja ocena: 5/6.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz