wtorek, 24 stycznia 2017

RECENZJA: Żywe Trupy, tom 25 - Bez Odwrotu

Najnowsza, dwudziesta piąta odsłona serii Kirkmana i Adlarda jak żadna inna wywoływała wielkie emocje jeszcze przed samą premierą. Stało się tak za sprawą niezwykłego suspensu, który zostawił nas na krawędzi czytelniczego fotela, a chęć poznania dalszych losów Ricka i jego ludzi była wręcz nie do opanowania. Wreszcie, po niecałych dwóch miesiącach oczekiwania Taurus Media uraczył nas nowym tomem Żywych Trupów - Bez Odwrotu. Dziś wszedłem w jego posiadanie i wręcz na gorąco opisuję swoje przemyślenia po lekturze.
 
Tytuł definiuje czas i miejsce, bo taka jest też ostatecznie sytuacja bohaterów. Pod koniec lektury okaże się, że było tak od samego początku, lecz zanim do tego dojdziemy, autorzy zabiorą nas w podróż, podczas której uzmysłowią i pokażą nam w jakim miejscu znalazły się lubiane przez nas postacie.
 
Od wojny z poplecznikami Negana minęły przynajmniej dwa lata. Ten czas pozwolił ludziom zorganizować życie i zajęcia, podporządkowując je zachowaniu bezpieczeństwa i stabilności wszystkich wspólnot. Problemy były, oczywistym przykładem jest choćby egzekucja Gregory'ego, ale generalnie przez cały czas życie w osadach toczyło się niezmiennym nurtem. I jak się właśnie okazało, był to taktyczny, choć przez nikogo nie zawiniony błąd. Błąd, który kosztował życie dwunastu niewinnych i kochanych osób. Niestety, Rick i jego drużyna zbyt długo pozostawali w bezpiecznym miejscu, niepostrzeżenie pozwalając, aby instynkt przetrwania został uśpiony i bezwolny. Dlatego właśnie zbrodnia szeptaczy tak bardzo wstrząsnęła całą społecznością. Sprawa oczywiście w największej mierze dotyczy Ricka, który jako przywódca ludzkości musi borykać się z nowymi przeciwnościami, lecz tak naprawdę nie był on nigdy szkolony w sztuce przewodzenia (choć ma naturalny dar) i nie wie jak sprytnie wykorzystywać daną mu przez los sytuację, aby kierować i płynnie nadzorować ludzi. Doszło do tego, że w kilku chwilach Grimes przypomina mi nawet zbyt ostrożnych przywódców z wcześniejszych odsłon cyklu (Douglas, Hershel, Gregory). Tą właśnie ułomność ostatecznie wytyka mu nie kto inny jak Negan, który, choć okrutny i niemoralny, dawniej umiał śpiewająco wykorzystać swój potencjał przywódczy.  Teraz, mimo tego, że siedzi zamknięty w piwnicy, najwyraźniej nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
 
Wiele dzieje się w tym tomie, choć jak na razie nie są to wydarzenia przesadnie wybuchowe, lecz raczej pokazane w świetle pewnej niezwykle istotnej, opisanej przeze mnie powyżej sytuacji. Wszystko co najciekawsze, stanie się dopiero w kontynuacji. A ta, jak sądzę także będzie rozgrywać się niespiesznie, bo widać, że Kirkman zaplanował sobie dokładnie tą historię, i będzie przedstawiał ją na wielu planszach jednocześnie. Do tego potrzeba mu czasu i ściśle określonego tempa.
I teraz wrócę jeszcze na chwilę do wątku Negana, bo choć nie ma go tu dużo, to jednak bardzo wrył mi się w pamięć. Autorzy chyba celowo kreują go na swoiste uzupełnienie Ricka. To, czego nie umie lub z pewnych względów moralnych nie chce zrobić Grimes, potrafi i może z łatwością osiągnąć Negan (oraz na odwrót).
Samej treści tomu już bardziej wnikliwie nie opiszę, nakreśliłem jedynie swoje odczucia odnośnie fabularnej podstawy opowieści. Po przeczytaniu sami ocenicie czy jest tak w istocie.
 
Tak jak w kwestii scenariusza, graficznie album również trzyma standardowy poziom, choć w/g mnie najlepiej rysowanymi tomami były dotychczas 21 i 22. Nie jest tu tak "artystycznie niedbale" jak we wcześniejszych odsłonach, ale w sumie nie mam się czego czepiać. Żywe Trupy w końcu zawsze stały historią, a nie grafiką.
 
Koniec końców, Bez Odwrotu to solidna, dobrze poprowadzona opowieść. Chyba jeszcze bardziej niż dotychczas opisuje nas, ludzi, którzy często borykają się z własnymi emocjami, nie wiedząc jak znaleźć dla nich ujście. I co najzabawniejsze, w świetle wydarzeń z naszego, realnego świata, pojęcia przewodnictwa, powinności i posłuszeństwa nabierają teraz zupełnie innej, jeszcze prawdziwszej wymowy.
 
Ps. Jeśli się nie mylę, to chyba pierwszy tom z serii, w którym nie pojawia się ani jeden szwędacz (no, może za wyjątkiem tej jednej, przygnębiającej sceny na początku)...
 
Moja ocena: 4,5/6.
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz