środa, 1 lutego 2017

Powrót Shyamalana?

Najnowszy film M. Night Shyamalana - Split, zbiera w większości całkiem pozytywne opinie. W tym miejscu, zamiast standardowej recenzji, chciałbym na szybko określić to, co w związku z tą sytuacją chodzi mi po głowie.
 
 
O samym filmie napiszę tylko, że troszkę zawiódł moje oczekiwania. To oczywiście wciąż całkiem niezły Shyamalan, jednak sposób narracji i sama struktura filmu sprawiły, że nie przypadł mi do gustu, tak jak poprzednie dzieła reżysera. Problem leży w obu fabularnych wątkach, z których historia przemiany w Bestię jest w sumie OK, za to historia głównej dziewczęcej bohaterki Casey (tej, która ma problemy w komunikacji z otoczeniem) poprowadzona jest co najmniej dziwnie i bez oczekiwanego powiązania z głównym nurtem filmu. To, czego o niej się dowiadujemy i co próbuje ona zrobić aby wkupić się w łaski swego prześladowcy, nie wybrzmiewa na końcu w żaden sposób i zdaje się prowadzić donikąd. Konstrukcja obrazu oraz znajomość twórczości reżysera skłaniają widza do podobnych oczekiwań, jednak nie zostają one spełnione. Także przez to, na sam koniec wątek Kevina (oczywiście, James McAvoy jest w swojej roli świetny) pozostaje nieco standardową, (choć co prawda) mroczną historią o przemianie. I nawet końcowy twist fabularny umiejscawiający Split w uniwersum Niezniszczalnego nie ratuje tak nierównie poprowadzonego filmu.
 
Przejdę teraz do głównego tematu moich dywagacji, czyli rzekomego powrotu Shyamalana.
Reżyser twierdzi, że pomysł na postać chorego psychicznie Kevina miał w zamyśle już podczas pracy nad Niezniszczalnym. Nie zrealizował go jednak wtedy, bo w/g niego nie przysłużyłoby się to filmowi na dobre, więc porzucił ideę i sięgnął po nią dopiero teraz.
Nawiązując do zachwytów nad odrodzoną formą twórcy zastanawiam się więc, czy jest to faktycznie powrót do formy? Dlaczego? Skoro zamysł na fabułę pochodzi z czasów, kiedy Shyamalan miał swoje najlepsze momenty w Hollywood, a teraz tylko wykorzystał go z powrotem, to czy można traktować to jako faktyczny powrót? A co, jeśli kolejny film reżysera będzie znów tak słaby jak Ostatni Władca Wiatru lub 1000 Lat po Ziemi?
Moje ulubione produkcje Shyamalana to Znaki, Osada, Szósty Zmysł, Kobieta w Błękitnej Wodzie i Wizyta. Generalnie nie należę do osób, które mówiły że "Shyamalan się skończył" i twierdzę, że jak każdy twórca ma on swoje lepsze i słabsze momenty. Następny film reżysera może więc namieszać w oczekiwaniach tych, którzy dziś wiwatują w obliczu jego rzekomego, wielkiego powrotu. Ja wolę być powściągliwy.
 
Resztę wniosków postawiam do Waszej oceny i oczywiście zapraszam do dyskusji.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz