poniedziałek, 13 lutego 2017

RECENZJA: Liga Sprawiedliwości, tom 7 - Wojna Darkseida (część 1)

Darkseid. Bezwzględny i potężny władca Apokolips.
Antymonitor. Niepowstrzymany i nieubłagany byt niszczący całe światy.
Liga Sprawiedliwości. Grupa obrońców planety Ziemia składająca się z jednostek obdarzonych niezwykłymi zdolnościami.
To właśnie oni stanowić będą o przyszłości naszej planety, wszechświata oraz całej rzeczywistości. 
 
Wszystkie poprzednie tomy Ligi Sprawiedliwości z New 52 (Nowe DC Comics) prowadziły do tego wydarzenia. Choć Darkseid został odparty przez Batmana, Supermana, Wonder Woman, Flasha, Green Lanterna i Cyborga, nadal nie zapomniał o Ziemi. Także o swojej córce, której tajemnica była przyczyną jego obecności na naszej planecie. Antymonitor zniszczył tymczasem jeden z równoległych światów, czego skutkiem była wizyta Syndykatu Zbrodni na Ziemi. Wiele wydarzeń, tony stron niesamowitych zmagań.
Lecz ta historia jeszcze się nie skończyła. Poprzednie wydarzenia można uznać zaledwie za jej preludium. Dopiero teraz Liga Sprawiedliwości znajdzie się w prawdziwym ogniu walki rozgrywającej się pomiędzy ich największymi wrogami.
A wszystko zacznie się, kiedy na jaw wyjdzie, że pamiętnej nocy, kiedy Diana przyszła na świat na Temiskirze, nie tylko władczyni Amazonek powiła niemowlę. Była też druga kobieta, a jej córka...
 
Nie, poczekajcie! Nie opowiem Wam przecież najnowszego tomu Ligi! Sami zrobicie to na pewno z dużo większą przyjemnością.
A dzieje się tutaj wiele. Wracają dawni wrogowie, a pewne tajemnice z przeszłości dopiero teraz nabiorą większego sensu.
Co zatem napisać o kolejnej odsłonie losów obrońców świata?
 
To bardzo dobrze narysowany i napisany komiks. Choć autorzy malują przed nami prawdziwie epicką historię z wieloma wątkami i postaciami, całość została przedstawiona tak, że nie idzie się w tym pogubić. Dodam nawet, że nadmiar wątków lub historii służy temu wydawnictwu jak najlepiej. Oczywiście, jeśli nie czytaliście poprzednich części, powinniście wrócić do początku, aby w pełni docenić całość intrygi, lecz jeśli tego nie zrobicie, nadal zrozumiecie właściwie wszystko co autorzy zaserwowali nam w tej odsłonie.
 
Wspaniałe rysunki Jasona Faboka (jednego z moich najulubieńszych rysowników) dodają realnego kształtu opowieści. To jak rysuje on postacie, tła, wnętrza i przedmioty to prawdziwa frajda dla oczu. Każda jego plansza - duża czy mała, świetnie nadaje się do długiego podziwiania w trakcie lektury, a także bezpośrednio po niej.   
 
Czy zatem są jakieś minusy tego wydania? Tak. Chociaż rozumiem, że jest to zaledwie połowa całej historii i pewne wydarzenia dopiero nabiorą tempa, to nie przypadł mi do gustu tak mały wpływ Ligi na to, co dzieje się wokół nich. Rozumiem, że zapewne jeszcze będą mieli swoje 5 minut, ale jak na razie najważniejszym elementem ich zmagań wydaje się wyprawa Batmana i Lanterna na planetę Qward, choć jak na razie nic z tego jeszcze nie wynikło. W tej chwili postacie drugoplanowe grają pierwsze skrzypce.
Poza tym,  nie do końca przekonuje mnie  jak po raz kolejny członkowie Ligi zostali wykorzystani przez złowrogie siły do zdobycia przewagi. Lecz jak już wspomniałem, to dopiero pierwszy tom. Na pewno nasi herosi ostatecznie będą górą. To w końcu ich historia.
 
Najnowsze wydawnictwo Ligią Sprawiedliwości to bardzo dobry komiks, tak pod względem graficznym jak i narracyjnym. Dla fanów superhero pozycja obowiązkowa. A dla reszty? Ludzie, na co Wy jeszcze czekacie?
 
Moja ocena: 5/6.

Ps. Druga część Wojny Darkseida ukaże się nakładem Egmontu w lipcu.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz