czwartek, 2 lutego 2017

RECENZJA: The Monster (2016)

Bryan Bertino to gość, który ponad dekadę temu uraczył nas całkiem niezłym horrorem Nieznajomi z Liv Tyler w głównej roli. Dość długo nie dawał o sobie znać, aż wreszcie, kilka miesięcy temu powrócił z filmem The Monster. I napiszę od razu, że to taki typ kina grozy, który lubię najbardziej.
 
Film to w zasadzie prosta historia, którą da się streścić w jednym zdaniu. Matka i córka jadą samochodem nocą przez las, a kiedy pojazd ulega uszkodzeniu, stają twarzą w twarz ze strasznym potworem. Oczywiście, chce on je pożreć żywcem. I w sumie brzmi to jak setka innych oklepanych filmów tego typu, ale reżyser (i jednocześnie scenarzysta) umiejętnie wykorzystał ten temat, aby nieźle nas nastraszyć oraz mimochodem opowiedzieć całkiem poruszającą historię matki z córką (w tych rolach Zoe Kazan i Ella Balentine).
 
W The Monster pierwszy raz od dawna spotkałem się z horrorem, gdzie przerażenie bohaterów udziela mi się tak mocno, a jednocześnie ich strach i ból są dobrze zagrane i ukazane. Wielka w tym zasługa dwóch młodych aktorek oraz kunsztu narracyjnego reżysera. Bo klimat filmu jest gęsty, a nieustanna ciemność i deszcz potęgują poczucie odcięcia od świata. Napięcie rośnie stopniowo i nic nie jest tu nam pokazywane wprost. Szczególnie sam potwór, którego przez większą część filmu prawie nigdy nie widzimy dokładnie.
Trzeba zaznaczyć, że obraz umiejętnie korzysta z dobrych, klasycznych wzorców, nie popadając w zbyt rażące zapożyczenia czy filmowe klisze, a jeśli już, to robi to tak, żebyśmy nie przywiązywali do tego zbytniej uwagi. Straszy nas tym czego nie widać, nie przesadza z nagłym przerażaniem i co najważniejsze, wciąga gęstą atmosferą oraz tym, co nieznane.

The Monster przywodzi mi na myśl dobre produkcje grozy z lat 80-tych. Bardzo też przypomina (w dobrym sensie) pierwszą część cyklu Obcy (Alien). Ilość postaci jest ograniczona do minimum, po koniecznym wprowadzeniu zostaje nam ukazane sedno opowieści, a ataki potwora następują w systematycznych odstępach czasu, pozwalając nam na chwilę ochłonąć przed kolejnym straszeniem. Oczywiście, na końcu zdarzy się ostateczna konfrontacja z potworem o być albo nie być jednej z bohaterek.
I jeśli mogę się do czegoś przyczepić, to jedynie do samej postaci potwora. No cóż, po prostu mógłby być on nieco lepiej wymyślony. Na szczęście, sceny z jego udziałem i tak działają świetnie.

 
 
Na koniec zaś zostawiłem wątek wspomniany powyżej, czyli historię matki z córką. Ciekawe, że udało się to reżyserowi poprowadzić tak sprawnie. Choć ton filmu jest generalnie niespieszny, chwile oddechu od obecności potwora wypełniają m.in. krótkie retrospekcje z życia bohaterek. A bynajmniej nie są to sielankowe obrazki. To, jak traktowana była dziewczynka przez własną matkę i co robi z tym Bertino w ciągu całego filmu to swojego rodzaju historia w historii. W tak stworzonej konstrukcji walka o ich wspólne przetrwanie oraz rozwój wewnętrzny tym bardziej budzi nasze zaciekawienie i emocje.

Mamy więc w The Monster momenty krwawe i straszne, niepokojące poczuciem nieznanego oraz wzajemną walkę o przetrwanie. Zmagania, które w ostatecznym rozrachunku chwytają nas za serce, czego nigdy nie spodziewałbym się po filmie z tego gatunku. Bohaterowie przechodzą przemianę współgrającą z tonem opowieści, a choć zakończenie jest w oczywisty sposób przewidywalne, nie odbiera frajdy ze spędzonego w ten sposób czasu.
Moim zdaniem obraz Bryana Bertino wyszedł nadzwyczaj interesująco. Na tyle dobrze, że można go postawić na półce z innymi świetnymi horrorami obecnej dekady.

Moja ocena: 5/6.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz