wtorek, 28 lutego 2017

RECENZJA: Star Wars Komiks (1/17) - Poe Dameron: Eskadra Czarnych

Epizod VII pozostawił pewien niedosyt związany z sytuacją  Galaktyki trzydzieści lat po akcji  przedstawionej w  Powrocie Jedi. Nie dowiedzieliśmy się jak dokładnie powstał Najwyższy Porządek, dlaczego Luke ukrył się przed resztą przyjaciół, kim jest Snoke i skąd wziął się zakon rycerzy Ren. Zapewne na odpowiedzi przyjdzie nam  poczekać do premiery Ostatnich Jedi, bo choć na rynku pojawiło się już wiele publikacji około-tematycznych z Przebudzenia Mocy, to każda z nich jak ognia unika poruszania powyższych tematów.
 
Tak jest też w przypadku wydanego u nas komiksu, Poe Dameron: Eskadra Czarnych. Choć akcja opowieści w nim zawartej rozgrywa się na kilka miesięcy przed wydarzeniami z Epizodu VII, to nie uchyla nawet rąbka wyczekiwanej przez nas tajemnicy. Jako czytelnikom pozostaje nam się z tym pogodzić i bez żalu zagłębić w przygody najlepszego pilota Nowej Republiki.
A przygód tych jest tutaj sporo, bowiem naszego asa przestworzy zastajemy w chwili, gdy Generał Leia Organa zleca mu misję odnalezienia Lor San Tekki, podróżnika, który mógłby rzucić nieco światła na temat miejsca przebywania Luke'a Skywalkera. Misja jest o tyle ważna, ponieważ Najwyższy Porządek w tylko sobie znanym celu również poszukuje dawnego rycerza Jedi. Poe dobiera więc sobie ludzi, wskakuje do swego czarnego X-winga i rusza za tropem podanym przez panią Generał.
 
Młody dowódca eskadry nawet nie podejrzewa, dokąd zaprowadzi go ta misja. Odwiedzi najniebezpieczniejsze, podziemne rejony Jaskini Opiekunów, gdzie za sprawą podstępu zmierzy się z niejakim Agentem Terexem oraz pozna istoty opiekujące się od wielu lat tajemniczym, fluorescencyjnym jajem. Wraz ze swoimi ludźmi spotka Hutta Grakkusa, niebezpiecznego bandytę, uwięzionego w kompleksie Megalox Beta. Będzie musiał wykazać się hartem ducha, sprytem i odwagą aby zdobyć tajne informacje, a także wyjść z tych wszystkich sytuacji cało - tym bardziej, że los nie zawsze zechce mu sprzyjać.
 
 
Tak w skrócie przedstawia się zawartość tego albumu i muszę zauważyć, że dostarcza on rozrywki na całkiem niezłym poziomie. Fani rycerzy Jedi i walk na miecze świetlne raczej nie mają tu czego szukać, natomiast ci z Was, którzy lubią awanturnicze historie opisujące niebezpieczne misje pilotów, będą z pewnością zadowoleni. Charles Soule postawił na szybką akcję, wyraziste, przekonujące postacie i ciekawe spojrzenie na nowe wydarzenia, zapewniając czytelnikom kilka kwadransów naprawdę godnej rozrywki.
 
Rysunki Phila Noto są bardzo realistyczne, choć jednocześnie proste. Postacie bezbłędnie przypominają swoje filmowe pierwowzory, ilustracje X-Wingów i TIE Fighterów są bardzo czytelne i klarowne, a szerokie plany oraz intensywne zbliżenia nie rażą przesadnością  lub  zbyt małą dbałością o szczegóły.
 
Poe Dameron: Eskadra Czarnych to komiks nie tylko dla sympatyków Gwiezdnych Wojen. Choć jego akcja jest powiązana bezpośrednio z Przebudzeniem Mocy, nawet nieobeznany z kinowym uniwersum czytelnik bez problemu odnajdzie się w akcji opowieści. Choć brak tu odpowiedzi na ważniejsze pytania, a cała historia przedstawiona jest wyłącznie z punktu widzenia pilotów, warto poświęcić chwilę aby zagłębić się w przygody Poe i jego załogi. Tym bardziej, że to jeszcze nie koniec. Zakończenie zapowiada równie interesujący ciąg dalszy.
Zatem wierzcie mi na słowo - w oczekiwaniu na Epizod VIII, w komiksach z tego przedziału czasowego nie znajdziecie na ten moment nic lepszego.
 
Moja ocena: 4,5/6.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz