poniedziałek, 13 marca 2017

RECENZJA: Baba Jaga (Don't Knock Twice)

Po obejrzeniu Autopsji Jane Doe oraz przeczytanych opiniach na temat Rings sądziłem, że nic gorszego w kinie grozy mnie na razie nie spotka. Jakże się w tej kwestii myliłem...
Baba Jaga to nie tylko zły film. On jest zwyczajnie źle zrobiony.
 
Chyba  jakieś nieszczęście spotkało scenariusz Marka Huckerbyego i Nicka Ostlera. Podejrzewam, że w napadzie szału porwał go pies i tak poszarpał, że z tekstu nie zostało nic poza kilkunastoma pogiętymi kawałkami. I te kawałki ktoś posklejał w nieco innej od zamierzonej kolejności. A wiecie co? To nawet nie do końca w tym rzecz.
Oprócz dziwnej kolejności przedstawiania wydarzeń, Baba Jaga kuleje już na etapie tworzenia postaci oraz wymyślania zapadających w pamięć, przerażających scen. Bo wszystko, czym usiłuje się nas tu straszyć, w kinie grozy już dawno zostało pokazane. Każdą z tych niby upiornych rzeczy widzieliśmy nie jeden raz podczas ostatniej dekady lub dwóch. Więc jaki jest tego sens? Nawet nastolatki nie dadzą się na coś takiego nabrać, bo zapewne siedzą przed telewizorem lub w kinie dłużej i częściej niż ja.
A sami bohaterowie? To też prawdziwe kuriozum. Kto w normalnym życiu zachowuje się w ten sposób? Kto po zdemolowaniu pracowni i osiągnięć ostatnich miesięcy nie robi sobie z tego nic, zabijając niepokój egzystencjonalną pogawędką z własną córką? Kto, widząc prawdopodobną śmierć przyjaciela podczas rozmowy na Skypie, nie martwi się o jego los?...
 
 
Zacząłem trochę nie po kolei, ale musiałem wyrzucić z siebie to, co najbardziej mnie bolało.
Tak w ogóle ten film jest o matce i córce (Kate Sackhoff i  Lucy Boynton), które po latach rozłąki mają okazję nadrobić stracone lata. Jess ćpała, więc sądownie odebrano jej malutką Chloe. Teraz, kiedy córka ma już kilkanaście lat, matka wywalczyła sobie prawa do opieki nad nią, pod uważną kontrolą kuratorium. Zabiera ją więc z domu dziecka, ale niepokorna latorośl pozwala sobie na jeden nierozważny ruch. Wraz z kolegą udaje się do pewnego opuszczonego domu obok autostrady, aby zapukać do jego drzwi. Według tego w co wierzą młodzi, mieszka tam duch kobiety, która zabiła niegdyś jakiegoś Michaela. Dwukrotne uderzenie kołatką ma sprawić, że to właśnie tytułowa Baba Jaga przyjdzie po tego, kto ośmielił się zakłócić jej spokój. I oczywiście, zaraz po tym zaczynają się dziać dziwne i mrożące krew w żyłach rzeczy. 
 
Baba Jaga próbuje straszyć nas od pierwszych scen. Wyszłoby to świetnie, ale twórcy (np. reżyser - Caradog W. James) zapomnieli o tym, że najlepiej będzie poczekać i przedstawić nam nieco lepiej bohaterów. W końcu wtedy ich śmierć lub przerażenie będzie miało dla nas większą wagę. Tak się jednak nie dzieje, a poszczególne sceny następują po sobie szybko i jakby nie do końca po kolei. Sprawia to, że w połowie seansu cały ten film już nic a nic nas nie obchodzi.
Trzeba tu przyznać, że jakiś zamysł na ten film był. I to nawet fajny, ale ktoś przekombinował z narracją i sposobem ukazywania wydarzeń.  Tak więc otrzymujemy przedziwny kalejdoskop wydarzeń i ich konsekwencji  oraz pozornie strasznych scen.  Aktorzy grają bez przekonania, scenariusz rozpisał ich działania na podobieństwo tępych robotów, a to co ma straszyć jest ostatecznie tylko kalką wytartych wrażeń z dużo lepszych horrorów.

 
Baba Jaga nie jest zatem filmem, który mógłbym Wam polecić. Nie powinni go oglądać nawet ci, którzy pochłaniają filmy grozy jak leci. Zwyczajnie szkoda na niego czasu. We wspomnianej na początku Autopsji Jane Doe było przynajmniej dobre wprowadzenie, natomiast resztę filmu zepsuły głupotki i wytarte klisze z dużo lepszych dzieł. Tu nie ma nawet tego.
Nie pukajcie więc do drzwi Baby Jagi. Na pewno nie umrzecie ze strachu, lecz z nudy...
 
Moja ocena: 1/6.
 

2 komentarze:

  1. "Oprócz dziwnej kolejności przedstawiania wydarzeń, Baba Jaga kuleje już na etapie tworzenia postaci oraz wymyślania zapadających w pamięć, przerażających scen." - całkowicie się zgadzam. Montaż przez większość filmu kuleje, a przechodzenie między scenami jest fatalne.

    PS. Masz fajny, lekki styl pisania. Będę zaglądał częściej! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń