niedziela, 26 marca 2017

RECENZJA: Batgirl vol. 1 - Beyond Burnside

Wcześniej z Batgirl miałem przyjemność obcować tylko w pierwszym zbiorczym tomiku z New 52 - The Darkest Reflection (który bardzo mi się podobał), toteż z tym większym zainteresowaniem  postanowiłem poznać zawartość właśnie wydanego, debiutanckiego tomiku tej bohaterki w cyklu Rebirth.
 
Beyond Burnside (Poza Burnside) rzuca nas daleko od mrocznej strefy Gotham, bo aż do odległej  Japonii. To właśnie tam przybywa Barbara Gordon, a celem jej wędrówki jest nic innego jak zwyczajny odpoczynek. No, może nie tylko odpoczynek, bo dziewczyna bardzo chce spotkać się z niejaką Fruit Bat, pogromczynią zła w tej części świata, działającą od zamierzchłych lat 40-tych ubiegłego wieku. Pomimo 104 lat na karku, niegdysiejsza bohaterka nadal żyje, a poszukująca inspiracji Barbara zamierza przeprowadzić z nią wywiad. Jak to często bywa, skrupulatne plany biorą w łeb, ponieważ dziewczyna spotyka w hostelu swojego dawnego kolegę, Kaia. Powraca dawna fascynacja, a wspólnie spędzony czas z Kaiem i  panią Chiyo (Fruit Bat) na paradzie w Okinawie przerywa atak wojowniczki ubranej w dziwny strój uczennicy. Barbara próbuje udaremnić atak na kolegę, tymczasem do akcji włącza się wiekowa mścicielka, która w brawurowy sposób odpędza napastniczkę.

I tu zaczyna robić się ciekawie. Dlaczego Kai został zaatakowany i o jaką formułę pytała go uczennica? Co miała na myśli Fruit Bat mówiąc Batgirl o konieczności odszukania niejakiego nauczyciela? Te zagwozdki poprowadzą Barbarę do śledztwa, w czasie którego odkryje nie tylko drugą stronę dawnej sympatii, ale też niemałą aferę, której głównym elementem jest pewien groźny specyfik oraz machinacje pewnej organizacji, która zagraża bezpieczeństwu młodych ludzi.

Fabularnie Beyond Burnside ogólnie daje radę, minusem scenariusza (Hope Larson) jest nadmierna łatwość przewidywania i przypadkowość dedukcji głównej bohaterki. Tropy jakimi podąża Batgirl są pisane są jak na mój gust zbyt cienkimi nićmi i pomimo komiksowej formy opowieści da się je z łatwością wychwycić. Poza tym, akcja posuwa się do przodu wartko, a relacje pomiędzy Barbarą a Kaiem są napisane ciekawie, nie przesładzając niepotrzebnie treści albumu. Mamy tu więc akcję, sprawę do rozwiązania oraz intersującą, młodą bohaterkę której nie sposób odmówić swoistego uroku.

Ilustracje Rafaela Albuquerque są dość specyficzne. Ich nadmierna szkicowość nie do końca przemówiła do mojego gustu, natomiast trzeba przyznać, że grafik bardzo umiejętnie przedstawia mimikę postaci. W trafny sposób uzupełnia to rys psychologiczny postaci (o ile możemy w tym przypadku mówić o czymś takim -  to w końcu czysto rozrywkowy komiks). Stonowana nuta barw Dave'a McCaig'a nie razi oczu, pozwalając chłonąć historię bez nadmiernego zmęczenia wzroku. Szczególnie korzystnie wypada to w scenach walk lub akcji.

Na samym końcu albumu otrzymujemy bardzo fajną historię, która rozgrywa się podczas powrotu Batgirl do USA. Nieświadoma niczego Barbara nie miała pojęcia, że na pokładzie samolotu znajdowała się Poison Ivy, która przewoziła w luku bagażowym pewną niecodzienną, prehistoryczną roślinę. Turbulencja w czasie lotu sprawia, że owa roślina wybudza się z letargu, powodując poważne zagrożenie dla wszystkich pasażerów. Batgirl i Ivy muszą więc połączyć siły ratując siebie i innych, a także zrobić co w ich mocy, aby wylądować na miejscu w jednym kawałku.

Pierwsza część Batgirl z DC Rebirth wypada więc dość pomyślnie. Album ma swoje oczywiste plusy i minusy, jednak wciąż zapewnia sporo niezobowiązującej rozrywki. Dla osób chcących czytać tylko wybitne historie, nie będzie godny polecenia, natomiast jako lekka i łatwa opowieść z postacią z rodziny Batmana, zdecydowanie daje radę.

Moja ocena: 4/6.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz