wtorek, 7 marca 2017

RECENZJA: Krzyżowiec - Grzegorz Wielgus

Czy zdarzyło się Wam czasem czytać książkę, o której wiecie, że jest skierowana nie do końca dla Was?  Ja miałem tak tym razem. Pozwólcie jednak, abym  wyjaśnił wszystko po kolei.

Krzyżowiec opowiada niesamowitą historię tytułowego Rycerza, który za sprawą tajemniczego podszeptu swojej podświadomości udaje się w podróż do Ziemi Świętej, celem odkupienia grzechów. Nie byłoby w tym może nic niecodziennego, gdyby nie fakt, że ów woj od dawna jest martwy i niemy, a co za tym idzie, jego zwęglone, obleczone zbroją ciało pcha do przodu jakaś niewyjaśniona, potężna siła. Zatem wyrusza Krzyżowiec z klasztoru, w którym przebywał bezwolnie wśród mnichów przez ponad dekadę, ku spodziewanemu przeznaczeniu, z nadzieją zmazania swych życiowych win i doznania odkupienia.
I tu zaczyna się sedno całej historii, ponieważ cała ta długa podróż przez targaną epidemią dżumy Europę naznaczona jest wieloma przygodami, przeciwnościami i wyzwaniami (wszak odkupienie musi mieć swą cenę, nieprawdaż?). Oprócz darów losu, mężczyzna będzie musiał zmierzyć się z nieposkromioną częścią swej osobowości, która nadal pcha go do czynów co najmniej niegodziwych. Jak zmieni Rycerza ta podróż i czy będzie nauką, a także czego on doświadczy, jest zasadniczą treścią powyższej powieści.

Tyle słowem wstępu, nie będę zdradzał więcej szczegółów, chciałbym jednak napisać dlaczego książka Grzegorza Wielgusa nie przemówiła do mnie tak jak powinna.
Przede wszystkim od pierwszych stron raził mnie zbyt przesadzony, nieco pompatyczny styl opowieści. Oczywiście, przyznaję że jest to wyszukany język, zdania autora zbudowane są naprawdę pięknie (w całym kunszcie naszej ojczystej mowy), ale ja od takiego stylu się zwyczajnie odbijam. Jest zbyt górnolotny, nie pozwalając wbić się w sedno treści, przez co za każdym razem musiałem podchodzić do lektury w najwyższym skupieniu i ciszy.
Druga sprawą są dialogi, a właściwie ich niezwykle skromna ilość. Gdyby wybrać je z tej 372-stronicowej książki, zajęłyby pewnie z 15 stron. I może nie dla każdego będzie to wada, ale dla mnie słowo mówione jest integralną częścią powieści, na równi z takimi elementami jak narracja, opisy czy przemyślenia bohaterów. Zubożała ilość dialogów nie pozwoliła mi na sycące obcowanie z postaciami, a przecież z narracji wiem, że rozmowy (pomimo, że główny bohater jest niemową) były prowadzone dość często. Może też taki był zamysł autora, aby w świetle przedstawienia niewerbalności Rycerza zminimalizować wszelkie dialogi, lecz w moim przekonaniu wyszło to powieści na gorsze.

Oczywiście, przynosi Krzyżowiec również momenty ciekawe, przesiąknięte fantastyką, legendami i niczym nie poskromioną wyobraźnią. Te chwile oceniam w książce najlepiej. Potyczki z diabłami, rozbójnikami, południcami, gigantycznymi pajęczakami, a nawet spotkanie z kompanią Króla Artura szczerze ujęły moją spragnioną przygody duszę. Jest tu wiele z horroru oraz groteski, a swoista zabawa formą przynosi wiele satysfakcji, lecz ostatecznie ginie ona w natłoku długich opisów przyrody oraz otoczenia, sformułowanych za sprawą gęstego, nazbyt wybujałego słownictwa.
Na pochwałę zasługuje również tytułowy protagonista. Trzeba naprawdę świetnego pomysłu i twórczej odwagi, aby stworzyć i umiejętnie poprowadzić taką postać. Pomimo bycia martwym, Rycerz jest idealnym narzędziem w rękach autora, wzbudzając pozytywne uczucia, jednocześnie będąc odbiciem naszych własnych, nie zawsze czystych intencji.
Krzyżowiec ma zatem wszelkie szanse, żeby wejść na stałe do kanonu Polskich postaci nurtu fantastyczno-historycznego.

Z początku martwiłem się do czego zmierza autor w głównym założeniu powieści, lecz ostatecznie jego przesłanie stało się klarowne na ostatnich stronicach Krzyżowca. Zastanawiam się jednak, co powodowało pisarzem, że uderzył w takie poważne, egzystencjalne nuty. Bo, że przygodę i wędrówkę Rycerza oblekł kokonem wyprawy po sedno człowieczeństwa jest w ostatecznym rozrachunku widoczne jak na dłoni.

Zatem Krzyżowiec nie do końca spełnił moje oczekiwania, obiecując ciekawą, wzbogaconą o rysy fantastyczne historię ze średniowiecza (przełom XI i XII wieku), jednocześnie będąc książką dość ciężką i wymagającą nadmiernej, niczym nie rozproszonej uwagi. To co jest w niej świetne, ginie w natłoku powagi i patosu, który, choć powodowany nutą celu podróży Rycerza, nie był chyba tak do końca potrzebny.
Fani opowieści pisanych w patetycznym tonie będą treścią książki usatysfakcjonowani, natomiast sympatycy lekkiego pióra i niezobowiązującej przygody mogą utonąć w gęstwinie zdań.

Moja ocena: 3/6.

Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję autorowi oraz wydawnictwu Novae Res.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz