piątek, 3 marca 2017

RECENZJA: Logan

Od wczesnej młodości w opowieściach ukochałem sobie postacie skłócone ze światem. Takie, które pod pozorem nieokrzesania, niedostosowania i samotności noszą potężny bagaż emocji skontrastowanych z niewidocznym dla innych współczuciem. Często niezrozumiane, znienawidzone lub ścigane muszą dźwigać swój krzyż, walcząc o prawo bytu i spokój.
Jednym z tak zarysowanych bohaterów był właśnie Wolverine. Logan. Rosomak. Mutant obdarzony zdolnością błyskawicznego leczenia ran, z układem kostnym zamienionym na stop adamantium. Człowiek-bestia z wysuwającymi się z dłoni pazurami. 
 
Logan wiele przeszedł w swym życiu. Ścigany przez niegodziwców, którzy chcieli użyć go jako broni, obawiany przez ludzi oraz większość mutantów, zawsze pozostawał w sprzeczności z atakującym go światem. W końcu nadarzyła się okazja aby to zmienić. Coś stało się z mutantami na całym świecie, a także z naszym protagonistą. Nagle zaczął się starzeć. Jego rany przestały goić się tak jak kiedyś. Logan postanowił się przyczaić. Zająć się czymś innym, czekając na chwilę, kiedy będzie mógł ostatecznie uciec od wszystkiego wokoło.
I kiedy zdawało się, że lada chwila spełni swe zamierzenia, jego świat zatrząsnął się znowu. Choć chciał udawać obojętność, słowa starego mentora i przyjaciela uruchomiły jego zmęczone sumienie. Wolwerine po raz kolejny stanął do walki. Walki, której nie chciał. Walki, która ostatecznie dała mu to, czego szukał przez całe swe życie.
Tak ogólnie przedstawia się fabuła Logana. Filmu, który jest swoistym podsumowaniem oraz laurką dla tej postaci, brawurowo odgrywanej przez ostatnie 18 lat przez Hugh Jackmana.
 
Niezwykła jest to produkcja i choć nie pozbawiona pewnych wad, przemawia do widza na kilku płaszczyznach. Jest więc Logan filmem drogi, jest dziełem kipiącym niezwykłym klimatem, którego na próżno szukać wśród innych filmów z gatunku superhero. Jest też filmem akcji, często dość brutalnej, ale ostatecznie bardziej realistycznej niż mogliśmy tego doświadczyć w pozostałych produkcjach z katalogu X-Men. Jest też filmem z pewnym przesłaniem, gdzie ukazane zostają istotne relacje trzech pokoleń. I to ta ostatnia cecha chyba najbardziej ujęła mnie za serce. 
 
 
Logan mierzy się w filmie ze swoją całą przeszłością, jednocześnie dojrzewając do zrozumienia, że jego nową drogą jest wskazanie kierunku swym następcom. I nie chodzi tu tylko o jedenastoletnią Laurę (Dafne Keen), dziewczynkę, która pojawia się na drodze naszego bohatera. Twórcy sprytnie nie odkryli w opisach ani zwiastunach wszystkich kart. Zrozumienie tego o czym piszę, będzie dla Was przyjemnością w kinie, dlatego nie napiszę już nic więcej. Warto tylko zaznaczyć, że choć ta historia jest zwieńczeniem drogi Wolverina, nie jest końcem opowieści samej w sobie. Bo ta, podobnie jak w życiu, trwa nadal (Show Must Go On).
 
Skoro wcześniej wspomniałem o wadach, zapytacie zapewne, cóż takiego nie zagrało w Loganie?
Niestety, dwie sprawy. Po pierwsze dłużyzny. Pomiędzy drugim, a trzecim aktem filmu akcja strasznie zwalnia (choć w sumie przez cały film nie jest zbyt dynamiczna), sprawiając, że z wytęsknieniem czekałem na wieńczące tą historię sekwencje. To jest tak, że mimo tego niespiesznego tonu (przerywanego mocnymi i dynamicznymi scenami walk), wszystko co miało  do tej chwili wybrzmieć, wybrzmiało już wcześniej. Sądzę, że dałoby się to niedopatrzenie naprawić nawet niekoniecznie na etapie scenariusza. Wystarczyłyby sprawne nożyczki na stole montażowym.
Druga kwestia to pewna nieścisłość. O ile film bardzo sprawnie tłumaczy sytuację bohaterów, mutantów i reszty świata (co się stało, jak, kiedy i dlaczego) to pewne wspomnienie profesora Charlesa zostało dziwnie niedopowiedziane. Nie jest to może wielki błąd, ale skoro nie dostałem odpowiedzi na dość istotne pytanie, to nie mogę być w pełni usatysfakcjonowany.
 
 
Czy Logan jest zatem dobrym filmem? Zdecydowanie tak.
Jego niewątpliwe plusy to nieszablonowość (której druga strona tak bolała mnie w X-Men: Apocalipse), głębokie rysy bohaterów, gęsty klimat oraz przesłanie, które wcale nie jest wyłożone nachalnie i bezpośrednio. To film, który pomimo poważnego tonu potrafi wywołać uśmiech na twarzy, jednocześnie mówiąc o bardzo ludzkich, często bolesnych sprawach. Po chwili zastanowienia stwierdzam, że za sprawą narracji jest to produkcja, którą mogą obejrzeć widzowie nie obeznani z pozostałymi filmami z cyklu.
 
Aktorzy spisali się świetnie (zarówno niedołężny Charles w roli Patricka Stewarta jak i sam Logan Jackmana), scenarzyści nie bali się pokazać ludzkiej natury postaci w pochodzącym z kart komiksu świecie, a realizatorzy (reżyser James Mangold i operator Johns Mathieson) wciągnęli mnie do świata, z którego wyszedłem nawet troszkę odmieniony. Odmieniony o mądrość, której wcześniej nie znałem. W końcu przecież po to ogląda się filmy, prawda?
 
Napiszcie, czy podobał Wam się Logan. Co Was w filmie urzekło, co wkurzyło, co było obojętne. Dyskutujmy o tej produkcji. Sądzę, że jest tego warta.

Moja ocena 4,5/6.
 

1 komentarz:

  1. recenzja bardzo zachęcająca, aż się chce iść do kina! :-)

    OdpowiedzUsuń