sobota, 25 marca 2017

RECENZJA: Wyrok Nocy - Mateusz Dydyna

Jak działa nasza wyobraźnia? Czy możemy otwarcie powiedzieć, że to, co dzieje się na jawie jest prawdziwsze od tego, czego doświadczamy śniąc? Co byśmy zrobili, gdyby obie te rzeczywistości zaczęły nawzajem zajmować swe miejsca?
Takie właśnie pytania przychodzą mi do głowy po lekturze najnowszej powieści Mateusza Dydyny - Wyrok Nocy (pierwszy tom cyklu Pętla Czasu). I choć są one niezwykle inspirujące, każdy z nas inaczej odpowie na nie po zapoznaniu się z treścią tej książki.
 
Przygoda rozgrywa się tu na dwóch płaszczyznach. Franek, zwykły licealista podczas wakacji odnajduje swą dawną, szczenięcą miłość, Anastazję. Co ciekawe, z jakiegoś dziwnego powodu z początku zupełnie nie może przypomnieć sobie tej dziewczyny. W miarę jak ich odnowiona znajomość rozkwita, a zwykła sympatia daje nadzieję na stanie się czymś więcej, chłopak zaczyna doświadczać coraz dziwniejszych snów. To właśnie w nich, pod przewodnictwem Anastazji przenoszą się do niezwykłego, surrealistycznego świata, w którym jedynym ograniczeniem jest ich własna wyobraźnia. Niestety, na skutek pewnych działań, w tej świadomości Anastazja zostaje największym wrogiem Franka. Niestety, po przebudzeniu chłopak nic z tych wydarzeń nie pamięta. Te niesamowite potyczki to zaledwie początek podróży, w jaką autor zabiera bohaterów oraz samego czytelnika.
 
A dzieje się tu naprawdę wiele! Inne światy, zakrzywione rzeczywistości, niezwykłe, rządzące się swoimi prawami fizyki, kształtu i czasu planety, gdzie to co znane okazuje się być czymś zupełnie innym. Zarówno postacie jak i czytelnik nie będą narzekać nawet na chwilę nudy. Wszystko to poprowadzi nas do niesamowitego, jeszcze bardziej zakręconego finału, gdzie tylko umysł podpowie nam jak to wszystko poukładać.
 
Niczym nieskrępowana wyobraźnia autora często korzystała z oczywistych inspiracji i warto tu dodać, że czerpała zachłannie oraz pełnymi garściami. Da się tu wyczuć olbrzymie zamiłowanie do gier komputerowych, bo pod czym innym może kryć się ta niezliczona ilość światów i wariacji, których doświadczają bohaterowie? Mateusz Dydyna korzysta jednak ze swoich inspiracji umiejętnie, wybierając dla siebie to co istotne i mieszając wszystko z własnymi składnikami, aby otrzymać wywar doskonały.
 
Być może to tylko ja, ale w powieści wyczuwam też pobrzmiewającą pewną nutę filmu Sucker Punch. W tamtej historii grupa bohaterek próbuje mentalnie i fizycznie uciec z nadzorowanego zakładu, wspólnie tworząc sugestywne wizje oraz światy. Tu jest na pewien sposób podobnie, a samo zakończenie mówi nam o sprawach, które z siebie wypieramy oraz poświęceniu zdolnym zmienić bieg naszego losu.
Niczym w Alicji wędrującej po Krainie Czarów oraz uwięzionej Po Drugiej Stronie Lustra przemierzamy zakątki umysłów postaci, czekając, co też spotka nas za kolejnym rogiem. To opowieść, w której rzeczywistość przedstawiona jest w sposób nieszablonowy, zmuszający do otwarcia tej części wyobraźni, o której być może nie wiedzieliśmy że istnieje.
 
Pomimo tego co piszę, Wyrok Nocy niestety do gustu nie przypadł mi prawie wcale. Rzeczywistość głównego bohatera pomimo swej zwyczajności potraktowana jest tu bardzo powierzchownie, a fantastyczne światy snu przepełnione są tak bardzo, że raz po raz tonąłem w gęstwinie wyobrażeń, zdań oraz pomysłów. Rozumiem, że taki był plan i choć podziwiam zamysł autora, sama realizacja odbiega od standardów do jakich jestem przyzwyczajony, i które lubię najbardziej.
Powieść czyta się szybko, choć podczas fragmentów ze snów odniosłem wrażenie, że zgłębiając poszczególne rzeczywistości, autor za bardzo przesycił je treściami. Bardziej do gustu przypadłaby mi forma kilku opowieści w jednej, uzasadniona nieco spokojniejszą nutą wydarzeń lub sytuacji. Tu jakoś też dziwnie czułem, że pomysły były czasem wprowadzane na gorąco, tak aby pasowały do aktualnej opowieści, niekoniecznie będąc gruntownie przemyślanymi od początku.
Pomimo pytań, które wymieniałem na początku, powieść nie pozostawiła w mojej pamięci elementów które mógłbym docenić na dłużej. Nietypowa treść zwyczajnie nie pokryła się z moim indywidualnym sposobem odbioru literatury.
 
Wyrok Nocy na pewno znajdzie swoich sympatyków, bo pomimo rozczarowania doceniam niezwykłą pracę włożoną w powstanie tej historii. To opowieść o miłości, przeznaczeniu i sile kreatywności, która wymyka się wytartym śladom literatury fantastycznej. Należy sięgnąć po nią samodzielnie i subiektywnie ocenić jak taka forma wyobraźni odnajdzie się w naszej własnej. Może wtedy zauważycie w niej coś cennego, czego mi niestety dostrzec się nie udało.
 
Moja ocena: 2/6.
 
Za udostepnienie powieści do recenzji dziękuję autorowi oraz wydawnictwu Psychoskok.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz