piątek, 28 kwietnia 2017

RECENZJA: Bone - Out From Boneville (Jeff Smith)

Znacie Bone'a? Na imię ma Fone. W naszym tłumaczeniu będzie nazywał się Gnat. Chwat Gnat. No cóż, wybaczcie, ja tłumaczem nie jestem... ;-)
 
Seria Bone (autorstwa Jeffa Smitha) zdobyła aż dziesięć Nagród Eisnera i jedenaście Nagród Harveya. Powstała w roku 1991 i do dziś ukazało się dziewięć tomików zbiorczych. Z początku komiks był czarno-biały, w 2005 r. zaczęto wydawać go w kolorze.
 
Z tym niecodziennym  cyklem zetknąłem się kilka lat wstecz, podczas  jednej z  edycji Komiksowej Warszawy.  Na stoisku z zagranicznymi komiksami moją uwagę przyciągnęła okładka z dość cudacznie narysowanym stworkiem i dużym, czerwonym tytułem. Jako że lubię Fistaszki, pomyślałem, że to może być coś dla mnie. Gdy jednak komiks kupiłem i zacząłem go czytać, okazało się, że z bohaterami Charlesa Schulza tak naprawdę niewiele ma on wspólnego.
 
Out From Boneville opowiada o trzech kuzynach: Fone Bone, Phoney Bone i Smiley Bone, którzy za sprawą pewnego nieporozumienia zostali wygnani z rodzinnego Boneville. Wycieńczeni docierają na pustynię, gdzie zostają zaatakowani przez chmarę szarańczy. Uciekając przed owadami rozdzielają się i gubią. Fone po kilku perypetiach dociera do pięknie położonej doliny i odtąd jego przygoda zaczyna się na dobre. Na swojej drodze spotka tajemniczego smoka, szczuropodobne, niebezpieczne istoty, przemiłą Thorne i jej babcię, a nawet wielce zaradną rodzinę oposów. Będzie samotnie spędzał nieoczekiwaną zimę i uparcie poszukiwał swych kuzynów. A doprowadzi go to do finału, jaki mogła zrodzić jedynie pomysłowa głowa autora tej serii.
 
 
Bone to historia, która choć początkowo może wydawać się głupiutkim komiksem dla najmłodszych, po bliższym przyjrzeniu zyskuje znacznie ciekawsze, drugie dno. To opowieść, gdzie przygoda idealnie miesza się z fantastyką, a humor i tajemnica kroczą z dumą obok siebie. 
Czytając przygody Gnata, zdziwiłem się, jak bardzo ten komiks jest złożony. Prawie każda strona przynosi pogłębienie świata, postaci oraz samej historii. Jest tu miejsce na rozbrajający humor (przywodzący na myśl dzieła Gościnnego), mrok i niebezpieczeństwa (w ilości odpowiedniej dla czytania serii w gronie rodzinnym) oraz nieustannie rozwijającą się przygodę. Jakby tego było mało, autor zwyczajnie bawi się rysunkową konwencją, wprowadzając nas coraz głębiej do tego fantastycznego świata, gdzie obok siebie mogą współistnieć ludzie, śmieszne białe stworki, zwierzęta oraz pełnokrwiste istoty rodem z klasycznej fantasy.
 
 
W Bone gładkość kreski idealnie krzyżuje się z realizmem świata. Poszczególne kadry są przejrzyste, stonowane kolory nie rażą w oczy, a całość zdecydowanie przyciąga i cieszy wzrok. Za sprawą zderzenia dwóch światów mamy do czynienia z czymś, co w typowym komiksie nie występuje zbyt często. To, jak Smith przedstawia kuzynów Bone, teoretycznie nie powinno przecież pasować do reszty. Jednak magia oraz talent autora robią swoje i to, co powinno dzielić, jest ostatecznie jednym z największych atutów tomu.
 
Bone to zdecydowanie komiks dla wszystkich. Świetnie będą bawić się przy nim całe rodziny, sympatycy dobrego humoru oraz wielbiciele porywających historii fantastycznych.
A to dopiero początek, bo opowieść zawarta w Out From Boneville jest zaledwie wstępem do dalszej, niesamowitej przygody. I właśnie ten specyficzny niedosyt ze zbyt wolno odkrywanej tajemnicy może być pewnym minusem albumu.  Albo i nie. Zależy czy lubicie otwarte, nieco urwane zakończenia.   
 
Moja ocena: 5/6.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz