piątek, 14 kwietnia 2017

RECENZJA: Co Robimy w Ukryciu (2014)

Taika Waititi reżyseruje trzecią część Thora. Wszyscy w sieci piszczą jaki to świetny, pomysłowy reżyser. Ja zawsze do takich rewelacji podchodzę z dystansem, bo nie raz już przekonałem się, że gust ogółu nijak ma się do mojego własnego. Sięgnąłem więc po Co Robimy w Ukryciu, film reżysera sprzed trzech lat, aby przekonać się o słuszności lub pomyłce zasłyszanych doniesień. No i co? No i tak!
 
Czy myśleliście kiedyś, że mogłaby powstać komedia, która jednocześnie będąc inteligentnie śmieszną, pokazywałaby wampiry tak jak powinny być one ukazane? Czy sądziliście, że podczas wielu abstrakcyjnych, obezwładniających humorem scen mogłaby Was nawet kilka razy wystraszyć? Jeśli tak, to film według scenariusza Taiki Waititi oraz Jermaine Clementa jest właśnie takim dziełem.
 
Viago, Deacon, Petyr i Vladislav (T. Waititi, Jonny Brugh, Ben Fransham, J. Clement)  to cztery wampiry zamieszkujące wspólnie duży dom na uboczu pewnego miasta w Nowej Zelandii. Każdy z nich pochodzi z innego okresu historii, każdy ma swoje przyzwyczajenia, przywary i upodobania. Do sfilmowania ich codziennego (czy raczej conocnego) życia zostaje zaproszona ekipa filmowa. Jej dodatkowym celem jest uchwycenie prawdy o Unholy Masquerade (tzw. Przeklęty Bal), imprezie organizowanej przez ukrywającą się przed resztą świata społeczność nieumarłych. Udział w niej biorą nie tylko wampiry, ale również czarownice, czarodzieje czy wszelkiej maści zombie. 
Taki jest punkt wyjścia dla tego pseudo-dokumentu, który jak napisałem powyżej jest prześmiesznym hołdem dla wszelkich filmów o tematyce wampirycznej. Ale nie tylko.
 
Zaczynamy od ukazania każdego z bohaterów. Ekipa przedstawia nam ich styl życia, sposób spędzania wolnego czasu, dzięki czemu od pierwszych minut filmu widzimy, że mamy tu do czynienia z wyjątkowymi, niepowtarzalnymi jednostkami. Śledzimy ich podczas planowania polowań, patrzymy jak posługują się ludźmi, którzy organizują im zdobycze, słyszymy wyznania o planach na przyszłość oraz słuchamy smętnych zawodzeń o utraconych nadziejach.
Co ciekawe, wszystkie wampiry wydają się nam (pomimo swej oczywistej komiczności) niezwykle ludzkie. To co przeżywa w głębi duszy Viago i Vladislav, mogłoby posłużyć za kanwę niejednego romansu.
 
Fabuła komplikuje się, gdy w filmie pojawiają się nowi wampiryczni bohaterowie, a gwiazdy reportażu przybywają na zapowiedziane święto. Wtedy akcja przyspiesza, a widz ma szansę zobaczyć jak przemyślane zostało to dzieło pod względem pomysłu, scenariusza oraz realizacji.
Nie ma tu zbędnych scen i pomysłów, każdy dialog, skecz czy śmieszna sytuacja ma swój sens i znaczenie. Wszystkie wątki wybrzmiewają znakomicie, prowadząc nas do z góry zaplanowanego, choć nie pozbawionego zaskoczeń zakończenia.
 
Co Robimy w Ukryciu  nie jest zwykłym reportażem o wampirach. Będąc świadomą swego żartobliwego tonu produkcją potrafi zmusić nas do pewnych przemyśleń o koleżeństwie, marzeniach czy życiu w grupie przyjaciół. Uczy tolerancji dla inności i pokazuje, że nawet wampiry (gdyby tylko istniały) mogą mieć problemy bardzo podobne do naszych.
Dzieje się tak dlatego, ponieważ bohaterowie pomimo wielu lat bycia nieumarłymi nie zatracili swych ludzkich korzeni. Oczywiście, patrzą na otaczający świat na swój sposób, ale ich życiowa nieporadność jest dla widza niezwykle znajoma.
 
Dawno nie widziałem tak śmiesznej, mądrej komedii. Poprzez szacunek dla inteligencji widza i zabawę wszelką możliwą gatunkowo konwencją stawiam ją na równi z filmami Shawn Of The Dead (Wysyp Żywych Trupów) i Hot Fuzz.
Polecam Wam ten film gorąco. Taika Waititi to reżyser o wielkim wyczuciu, wrażliwości i humorze. Thor: ragnarok jest zaiste w bardzo dobrych rękach.
 
Moja ocena: 6/6.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz