poniedziałek, 10 kwietnia 2017

RECENZJA: Zombie Express (Pociąg do Busan)

Zdawać by się mogło, że w filmach o tematyce żywych trupów wszystko już powiedziano. Oblężeni przez mięsożerne korpusy zdołaliśmy przeżyć Noce, Świty i Dni, od wszelkiego rodzaju wyniszczających infekcji mijały miesiące, a nawet długie tygodnie. Patrzyliśmy na zombie z ich perspektywy, zastanawialiśmy się jak wyglądałoby życie, gdybyśmy na przestrzeni miesięcy i lat potrafili dostosować się do nowych praw natury.

Czy komukolwiek jeszcze mogłoby udać się pokazanie apokalipsy z nieumarłymi tak, aby zaprezentować to w choć trochę nowatorski sposób? To na pewno niezwykle trudne zadanie i właśnie w tym świetle,  południowo-koreański Zombie Express (2016) wypada całkiem ciekawie.
Ten film nawet nie próbuje być nowym kamieniem milowym gatunku, ale ma w sobie coś, co mógłbym nazwać jasną iskrą na dość przeoranym już trupim polu. Dlaczego? Ano, choćby dlatego, że nie było nam chyba dane oglądać filmu o zombie, gdzie wydarzenia ukazane są z perspektywy pasażerów pociągu. To jednak nie wszystko. Pomysł na ogólny zarys fabuły był ciekawy, ale czy twórcom starczyło inwencji aby poprowadzić wydarzenia na tak ograniczonej przestrzeni przez prawie dwie godziny filmu?
Pozwólcie że wszystko wyjaśnię po kolei.
 
Seok Woo jest menadżerem w dużej korporacji w Seulu. Samotnie wychowuje córeczkę Soo-an, lecz za sprawą zbyt wielu obowiązków w firmie, nie ma z małą zbyt dobrego kontaktu. Kiedy w czasie swych urodzin dziewczynka oznajmia, że chce zobaczyć się z mamą, Seok postanawia spełnić jej prośbę. Jest mu to nawet na rękę, ponieważ w firmie dzieje się źle i Seok poprosił swego podwładnego o sprzedaż wszystkich akcji przedsiębiorstwa.
Następnego dnia ojciec z córką udają się na stację kolejową i spokojnie zajmują miejsca w przedziale. Niestety, tuż przed odjazdem pociągu, do jednego z wagonów wpada ranna w nogę dziewczyna. Widać, że jest mocno poturbowana, a kiedy kobieta z obsługi stara się jej pomóc, młoda pasażerka umiera. Nie na długo jednak, bo zanim ktokolwiek zdążył się zorientować, ożywiona nagle dziewczyna brutalnie zagryza kobietę, z wściekłym rykiem ruszając na pozostałych pasażerów.
Tuż po odjeździe pociągu na stacji dochodzi do zmasowanego ataku tłumu nieumarłych potworów. Przez okna ruszającego pojazdu widzimy atak masy truposzy na bezbronnych, niczego nie spodziewających się ludzi.

Tak zaczyna się Zombie Express i od razu należy zaznaczyć, że cały film jawi się jako niezwykle oryginalna jazda bez trzymanki.
Jak wspomniałem powyżej, bałem się, że reżyserowi i scenarzyście (Sang-ho Yeon) nie starczy inwencji, żeby wypełnić długi czas filmu satysfakcjonującymi rozwiązaniami. Jakże się jednak myliłem! Akcja pędzi na łeb, na szyję, poza kilkoma scenami na oddech cały czas zaskakiwany byłem czymś nowym i dramatycznym. W rezultacie nawet nie wiem kiedy minął ten nie najkrótszy przecież seans.

Bohaterowie filmu będą musieli nieźle się natrudzić, aby wyjść cało z sytuacji zgotowanych im przez hordę wściekłych umarlaków. Sang-ho świetnie wykorzystał parę kreatywnych pomysłów, o których specjalnie nie wspomnę, żeby nie psuć Wam zabawy. A wierzcie mi na słowo, aż mnie korci!
Warto dodać, że żywe trupy w Zombie Express to te, które szybko biegają. Widzieliśmy ten koncept choćby w remake'u Świtu Żywych Trupów Snydera i choć nie jestem wielkim fanem takiego rozwiązania, tu po raz kolejny wyszło to bardzo fajnie. Głównie za sprawą kreacji poruszania się truposzy. Ich bieg łączy w sobie pewien dziwny efekt trzęsienia i czegoś na kształt łamania kości (trzeba to zobaczyć, żeby zrozumieć). Dodatkowo, sceny z tłumem trupów nie wypadają tak idiotycznie jak w pamiętnym World War Z. Okazało się, że można zrobić sceny z setką statystów, którzy nie są komputerowymi mrówkami wspinającymi się po sznurku.

Oprócz wartkiej akcji i zmuszającymi do nerwowego wyczekiwania scenami, Zombie Express zbudowany został w/g standardowego przepisu na klasyczny film o truposzach.
Mamy więc przedstawienie bohaterów (początkowo ojca z córką, później innych pasażerów pociągu), zawiązanie właściwej akcji i następujące kolejno etapy walki o przeżycie. Niektórzy bohaterowie przechodzą oczekiwane, duchowe przemiany (jedni w tą, drudzy w inną stronę), a którzy z nich ostatecznie pozostaną przy życiu słusznie zostaje kwestią niejasną.
Co ciekawe, w Zombie Express nie ma scen gore. Krew co prawda tryska, ale nie leje się wiadrami. Oszczędzono nam widoku ciągniętych po posadzce flaków i gwałtownego wyrywania mózgów. Może to i szkoda, ale szybka akcja i emocje naprawdę rekompensują te braki.


Czym jest więc Zombie Express? Jest świetnym filmem o truposzach, ale oprócz tego umiejętnie podejmuje jedną z dwóch kwestii często obecnych w filmach z tego gatunku. Niestety, tylko jedną, bo druga, choć została przedstawiona, nie dostała odpowiedniego czasu na zaistnienie wśród rozpędzonych wydarzeń.
Świetnie wybrzmiały wątki międzyludzkie, prawdy o tym jak zachowujemy się w obliczu zagrożenia i czy takie przeżycia łączą nas lub dzielą. To film o ojcu i córce, ich wspólnej drodze, zbliżeniu w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa i poświęceniu.
Nie udała się niestety krytyka działań wielkich korporacji (które reprezentuje Seok Woo). Zabrakło czasu lub umiejętności, żeby uczynić ten film czymś więcej niż efektowną sieczką z elementami psychologii postaci. Szkoda, bo wówczas miałbym do czynienia z dziełem kompletnym.

Nie narzekam jednak, bo Zombie Express dostarczył mi tego, czego po nim oczekiwałem (choć się wcale nie spodziewałem). Doświadczyłem brutalnej walki o przeżycie, satyafakcjonujących pomysłów, sprawnej realizacji i krzepiącego zakończenia.
Minusem był brak naprawdę strasznych scen, ale to może dlatego, że dawno temu wyrosłem z bania się horrorów.
W świetle kilku nędznych filmów grozy, które miałem okazję ostatnio widzieć, horror Sang-ho Yeona jawi się jako coś naprawdę fajnego. To nie dzieło wybitne czy przełomowe, ale po prostu dobrze zrealizowany, satysfakcjonujący obraz. Jeśli jeszcze go nie widzieliście, mam nadzieję, że będziecie bawić się na nim równie dobrze jak ja.

Moja ocena: 5/6.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz