wtorek, 9 maja 2017

RECENZJA: Calamity - Brandon Sanderson

Właśnie skończyłem lekturę najnowszej części trylogii Brandona Sandersona o Epikach i Mścicielach. David, Profesor, Mizzy, Abraham, Cody, Tia oraz Megan byli ze mną od pierwszego tomu tej świetnej serii fantastycznej. Szkoda, że to już koniec, ale jak to mówią: "Wszystko dobre, co dobrze się kończy". Czy jest tak w istocie?
 
Stalowe Serce, Pożar i Calamity tworzą specyficzne podejście do tematu superhero. Z początku wydaje się, że to jeszcze jeden z tych cykli, gdzie autor odnosi się do prawdopodobieństwa istnienia herosów w naszym świecie, jednak po dokładniejszym zbadaniu tematu, okazuje się być zupełnie inaczej. Mściciele to bardziej historia o post-apokaliptycznym świecie, gdzie potężne istoty zdominowały naszą planetę, walcząc z resztkami zbuntowanej ludności. Pod tym względem prawie wcale nie przypomina to klasycznego komiksu Marvela.
W cyklu Sandersona liczy się przede wszystkim szczegółowa kreacja świata, świetnie zbudowane postacie, tajemnica oraz wciągająca akcja.
 
Tak samo jest też w najnowszym tomie. Tym z Was, którzy jeszcze nie zapoznali się z historią Davida Charlestona, zapewne trudno będzie rozeznać się w tym futurystycznym świecie. Dlatego gorąco polecam sięgnąć po dwie pierwsze części Mścicieli. Bo tutaj od razu akcja leci na łeb, na szyję i nikt nie ma czasu tłumaczyć nikomu co i jak.
Grupa walczących przenosi się do Atlanty, która teraz nazywana jest Ildithią. To miasto zbudowane z solnych bloków. Domy tworzące się z tak dziwnego budulca w ciągu krótkiego czasu ulegają korozji, przy jednoczesnym wyrastaniu struktur z drugiej strony miasta. Dzięki temu Ildithia sprawia wrażenie nieustannego, mozolnego przemieszczania się w jednym kierunku.
W tym właśnie mieście naszym bohaterom przyjdzie zmierzyć się z nieokiełznaną siłą Profesora, ich dotychczasowego mentora i przewodnika, który w końcowych rozdziałach Pożara stał się jednym z najpotężniejszych Epików. David, przejąwszy rolę przywódcy Mścicieli, za wszelką cenę stara się znaleźć ratunek dla dotychczasowego lidera, próbując rozszyfrować tajemnicę istnienia ludzi z super mocami oraz ich prawdopodobnej ciemnej strony. Zdaje się, że po pokonaniu Stalowego Serca i Regalii tylko on będzie w stanie wpaść na pomysł jednocześnie szalony i skuteczny, który przywróci spokój dawnego świata.
 
Trzeba przyznać, że Sanderson świetnie czuje się w takiej formule. Stworzył solidny, dobrze przemyślany świat, w którym jednak nie jego struktura decyduje o dynamice powieści, ale znakomicie wykreowane relacje pomiędzy postaciami. I ten koncept zajmuje zdecydowaną większość książki.
Każdy bohater nakreślony jest w inny sposób. David jest niezłomny i zawsze szuka nowych odpowiedzi, Abraham odważny, lecz nieco wycofany w swoją przeszłość, Cody rozgadany i pozornie mało poważny, a Megan skryta, choć zawsze gotowa do największych poświęceń.
Calamity to opowieść, gdzie postaci budują dramaturgię opowieści. To, co dzieje się na poszczególnych kartach wynika z ich wzajemnych interakcji, a przedstawiony świat widzimy oczami bohaterów, a nie autora. Choć powieść napisana jest lekkim, łatwym do przyswojenia piórem, obserwowanie zmian zachodzących w postępowaniu postaci rozpisane jest wnikliwie i autentycznie. A przede wszystkim świetnie rozpisane.
 
Drugą charakterystyczną cechą powieści jest tajemnica i zagadka, którą skrywają stronice każdej części. W pierwszej była to słaba strona Stalowego Serca, w drugiej relacje oraz moce Profesora i Regalii, natomiast trzecią wypełnia chęć poznania panowania nad siłą Epików i istota potęgi Calamity. A wszystko rozpisane jest przez autora tak, że choć często odpowiedź mamy przed nosem, podobnie jak bohaterowie, nie potrafimy jej dostrzec. 
 
Calamity jest więc bardzo udanym zwieńczeniem świetnego pomysłu Sandersona. Autor w najdrobniejszych szczegółach zaplanował wymyślony świat, już na wstępnie wiedząc jak zakończy się cały cykl. Nie ma tu luźnych końców, każda kwestia znajduje swoje rozwiązanie, a czytelnik z łatwością przenosi się do niezwykłego świata za sprawą postaci, z którymi łatwo jest się mu się utożsamić.
 
Wśród tych wszystkich pochwał, muszę jednak napisać, że Calamity i cały cykl nie jest książką dla każdego. Podobny rytm i styl trzech powieści może nie przypaść do gustu czytelnikom oczekującym każdorazowo nowych barw w historii.
Sam zastanawiam się, czy nie dałoby się całości skrócić do dwóch tomów, bo pewna powtarzalność wzorca przy lekturze trzeciej części zaczyna być już bardzo zauważalna. Gdyby znaczna część tajemnicy rozwiązała się wcześniej, można byłoby narzucić wydarzeniom inne tempo, unikając strukturalnego schematu (chodzi mi tu o kolejność: zamysł - przygotowania i próby - atak - rozwiązanie). Z drugiej strony, dobrze jednak, że cały cykl jest zamkniętą całością, bo często bywa tak, że nie wszystkie kwestie zostają w powieściach należycie domknięte. Z Mścicielami nie ma tego problemu.
 
Calamity będzie z pewnością świetną lekturą dla tych z Was, którzy szczególnie lubią przemyślane, dobrze skonstruowane światy oraz barwne postaci, za sprawą których maluje się cała historia.
Brandon Sanderson dostarcza tu niesamowitą akcję, emocje i tajemnicę, która zmusza czytelnika do myślenia jeszcze długo po zakończeniu lektury. I chęci wejścia w ten świat. A to możliwe jest wyłącznie wtedy, jeśli znów otworzymy książkę. Wtedy sami przekonamy się o prawdziwości dawnego porzekadła.
 
Moja ocena: 4,5/6.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz