piątek, 12 maja 2017

RECENZJA: Harley Quinn, tom 4 - Do Broni!

Harley Quinn to seria, którą się lubi albo nie. Nic pomiędzy. 
Specyficzne przygody białoskórej ex-dziewczyny Jokera przepełnione są zwariowanym, ulicznym humorem, nieszablonowymi pomysłami scenariuszowymi oraz żywą kreską i kolorami. A choć bohaterka DC Comics pochodzi z rodziny opowieści superhero, na próżno szukać w jej przygodach zwyczajowych szablonów stosowanych w tego typu opowieściach.
Tak, moi drodzy. Do Broni! wbrew zaczepnemu tytułowi nie opowiada o ratowaniu świata przed wielką zagładą z kosmosu.

To nie będzie długa recenzja. Mogłaby być taka, gdybym wcześniej nie rozpisał się o Harley przy okazji oceniania jej poprzedniego tomu. Bo mimo tego, że wszystko się zmienia, formuła komiksów Palmiottiego i Conner z DC's New 52 od pierwszego albumu pozostaje bez zmian. To wciąż te same radosne wygłupy oraz zabawa z konwencją ubrana w charakterystyczny pastisz stylu.
W tym tomie może nieco bardziej niż w poprzednich rzuca się w oczy feministyczny wydźwięk całości, ale broń Boże nie jest to komiks wyłącznie dla dziewczyn!

W tej części Świrunia przeżyje trzy przygody. W pierwszej, wraz ze swym nowo uformowanym Gangiem Harleyek ruszy na ratunek potrzebującym i wplącze się w niebezpieczną historię z rybakiem spożywającym toksyczne glony, w drugiej ruszy na poszukiwania porwanej córki jednej z pracownic domu opieki (krzyżując swe kroki z Deadshotem), a na koniec w towarzystwie Catwoman i Poison Ivy odbędzie podróż z prochami swego ukochanego wujka.

Świetne, dynamiczne rysunki (Chad Hardin, John Timms) jak zwykle dopełniają całości, a kolory w albumie są żywe i niezwykle dynamiczne. Barwy współgrają z tempem samej historii, co sprawia że ten tom, podobnie jak poprzednie, jawi się jako dzieło zapięte na ostatni guzik.

Czytając o zwariowanych losach Harley nie mogę oprzeć się pewnemu dziwnemu wrażeniu, jak pod pewnymi względami przypominają mi one historyjki z Kleksem (autorstwa Szarloty Pawel).
Tak, to na pewno dość dziwne porównanie, ale te odloty które miewa nasza bohaterka przywołują mi przygody, w które Kleks tak często wciągał Jonkę i Jonka (pomijając różne grupy docelowe obu komiksów). Oczywiście, tamte postacie używały wyłącznie wyobraźni, natomiast Harley posługuje się najróżniejszymi "wspomagaczami", ale efekt jest bardzo zbliżony.
Usposobienie Dr. Quinzel też można porównać do Kleksowego. Zaczepna, nieustępliwa, gotowa chronić przyjaciół, a także nigdy nie zwracająca uwagi na zamęt jaki sieje wokół.
Ciekawe co o tym sądzicie?...

Czwarta odsłona losów Harley przynosi nam więc wszelkie sprawdzone wzorce i pod tym względem komiks sprawdza się znakomicie. Szkoda jednak, że twórcy nie poszli o krok dalej, wzbogacając przygody swojej bohaterki nieco odmienioną formułą. Gdyby po raz kolejny nie wybrali bezpiecznej drogi utartym szlakiem, być może mielibyśmy do czynienia z komiksem (w swojej kategorii) wybitnym?
Nie narzekam jednak. Biorę Harley z wszystkimi jej wadami i zaletami.

Moja ocena: 5/6.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz