poniedziałek, 29 maja 2017

RECENZJA: Ostrze Zdrajcy - Sebastien De Castell

Atos, Portos i Aramis. Trzej muszkieterowie króla Ludwika XIII. Niezłomni wojownicy i strażnicy praw swego władcy. Czy aby na pewno to historia o nich?... Nie, tym razem to nie ta książka. I choć pierwsze skojarzenie jest nader oczywiste, bohaterowie powieści De Castella są zupełnie innymi postaciami, realizującymi całkowicie odmienne cele.
 
Był kiedyś król. Dobry, sprawiedliwy król, taki nieomal bajkowy. I ten król miał pewną wizję. Pewne marzenie. Zamierzał sprawić, by każdy w jego królestwie czuł się chroniony, słuchany i ceniony. W tym celu powołał swoją specjalną gwardię Trybunów, którzy odpowiednio wyszkoleni wyruszyli we wszystkie strony świata, niosąc królewską sprawiedliwość.
Ci Trybuni nazwani zostali Wielkimi Płaszczami, od rodzaju odzienia, które przygotowano specjalnie dla nich. A nie były to bynajmniej zwykłe płaszcze. Wyszyła je zaufana krawcowa władcy, a ich właściwości polegały na niezwykłej wytrzymałości w walce, licznych skrytkach na broń lub specyfiki, oraz zdolność chronienia swego właściciela nawet w bardzo mroźną noc. Ponadto, praktycznie niemożliwym było przebić mieczem lub strzałą taki magiczny płaszcz.
Niestety, jak to w brutalnym życiu bywa, komuś nie spodobał się upór oraz dobra wola króla Paelisa. Książęta Tristii uknuli wkrótce spisek, mający na celu jego zgładzenie. Spisek, który odniósł oczekiwany skutek. Władca został stracony, Wielkie Płaszcze publicznie ogłoszono zdrajcami, a ich istnienie odeszło w hańbie ku zapomnieniu. 
Czy aby na pewno? Czy ze stu czterdziestu czterech wojowników ani jeden nie stanął po stronie swego monarchy? Otóż nie. Zostało ich trzech - Falcio, Brasti i Kest. To właśnie oni, niczym legendarni trzej muszkieterowie od lat przemierzają wszelkie krainy, nadal wypełniając wolę władcy. I tu zaczyna się właściwa historia.
 
Od razu napiszę, że powieść (pierwsza w cyklu Wielkie Płaszcze) Ostrze Zdrajcy to niezwykle wciągające, pełne akcji i ciekawych postaci czytadło przygodowe. Takie, które łyka się jednym tchem, bo jest napisane zrozumiałym, nie przesadzonym językiem, a akcja lecąca na łeb, na szyję jest pasjonująca i nawet na chwilę nie pozwala oderwać się od lektury. Do tego szczypta humoru, liczne tajemnice oraz zaskakujące zwroty akcji i już wiecie z czym mamy tu do czynienia.
 
Sebastien De Castell to pisarz, który nie bawi się w przesadne opisy, szkicując słowem tylko to, co absolutnie niezbędne. Choć czasem czuje się, że na szczytową formę tego młodego autora trzeba będzie jeszcze poczekać, Ostrze Zdrajcy jest zwycięzcą w swej kategorii.
Nie znajdziecie tu długich opisów przyrody, miast czy postaci. Oczywiście, nie znaczy to, że świat wymyślony przez autora jest ubogi czy nieciekawy. Wręcz przeciwnie. De Castell całkiem nieźle tworzy ulubione przez siebie krainy i choć fani bardziej różnorodnego fantasy zapewne nie poczują się zbyt rozpieszczani, kreatywna wizja i tak dość dobrze zapada w pamięć. Świat książki jest tak brutalny, jak dopuszczalnym może być świat dla młodego czytelnika, choć dzięki głównym bohaterom znajdziemy w nim też nieco współczucia.
Jednym z głównych elementów fantastyki jest tu istnienie magii. Nie znajdziemy zbyt wielu wymyślnych zwierząt czy innych inteligentnych ras. Resztę kreacji zajmują przygody, pościgi i spiski. A także, choć raczej przede wszystkim - postacie.
 
Ostrze Zdrajcy to powieść oparta na charakterach. Treść książki poznajemy z ust jednego z upadłych trattari (pogardliwa nazwa Wielkich Płaszczy), Falcio val Monda, najbardziej zaufanego człowieka króla Paelisa. To na jego barkach spoczęło odnalezienie tajemniczych charoitów. Czym jednak one są? Klejnotami, tajnymi zapiskami króla, jakąś formą magii? Tego władca niestety nie zdradził. Wiemy tylko, że zgodnie z zamierzeniem pozwolą wskrzesić jego ideały.
Obok Falcia stają dwaj wierni towarzysze, Brasti i Kest. Jeden jest doskonałym strzelcem, drugi mistrzem fechtunku. Ta trójka i ich rapiery przeciw całemu światu.
Oczywiście, w powieści nie mogło zabraknąć postaci kobiecych, a te są reprezentowane przez księżniczkę Valianę i jej podstępną matkę księżną Patrianę, a także nastoletnią Aline, ściganą przez nieustępliwego władcę księstwa Rijou. Te, oraz cała plejada innych kolorowych postaci, stanowią sedno w ciekawie napisanej historii o przeznaczeniu, pasji i przygodzie.

Dodatkowym plusem lektury jest wyjaśnienie wszystkich zagadek. Ileż to razy czytając tom pierwszy jakiejś serii nie otrzymaliśmy odpowiedzi na postawione w nim pytania. Te znajdowały swój sens dopiero w trzeciej, czwartej albo jeszcze późniejszej odsłonie. W Ostrzu Zdrajcy jest inaczej. Choć zakończenie pozostaje otwarte i w kolejnych tomach poznamy dalsze zmagania naszych bohaterów, wszystkie tajemnice zostają rozwiązane. Brawa dla autora za odwagę. Teraz trzymam kciuki aby w kolejnych trzech częściach z podobnym skutkiem przykuwał moją uwagę.
 
Nie wiem co jeszcze napisać, aby przekonać Was, jak fajną lekturą był pierwszy tom Wielkich Płaszczy. Po prostu sięgnijcie po niego sami i sprawdźcie to na własne oczy. Naprawdę warto.
Przez prosty język i wciągającą fabułę będzie to książka dobra też dla tych statystycznych Polaków, którzy do czytania siadają rzadziej niż do wigilijnego stołu. A może dzięki niej nawet nawrócą się na czytanie?... ;-)
 
Moja ocena: 5/6.
 
Dziękuję wydawnictwu Insignis za udostępnienie książki do recenzji.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz