sobota, 27 maja 2017

RECENZJA: Smerfy - Poszukiwacze Zaginionej Wioski (2017)

Któż z nas nie zna niebieskich stworków zamieszkujących ukrytą przed ludzkim okiem wioskę w głębi lasu? Niesamowite komiksy Peyo, wręcz kultowy serial studia Hanna-Barbera oraz dwa filmy kinowe umocniły trwającą już od wielu dekad pozycję Smerfów w sercu popkultury.
 
Do kin na całym świecie trafiła właśnie nowa, w pełni animowana produkcja o Smerfach w reżyserii Kelly Asbury. Scenariusz popełnili Pamela Ribon i Stacey Harman. Produkcją zajęło się studio Sony, które jest właścicielem praw do kinowych przygód tych uroczych stworków.
 
Film Poszukiwacze Zaginionej Wioski za główny cel obrał sobie  temat przynależności do grupy oraz rodziny. Smerfetka, nękana myślami o swoim pochodzeniu opuszcza wioskę Smerfów, ruszając poza odległy mur, na poszukiwanie tajemniczego Smerfa, którego niespodziewanie napotkała w pobliżu tegoż miejsca. Jej śladem rusza Osiłek, Ważniak i Ciamajda, oczywiście śledzeni przez nieustępliwego czarownika Gargamela.
Jak się wkrótce okaże, za murem roztacza się iście fantastyczna kraina, gdzie żyją przedstawicielki płci pięknej Smerfów, a nasza złotowłosa bohaterka będzie musiała zmierzyć się z brutalną prawdą o sobie samej.
W filmach dla młodszych widzów już tak wiele razy wałkowano temat szukania własnej drogi w życiu, że najnowsza produkcja o Smerfach nie wyróżnia się już na tym tle niczym specjalnym. Od początku wiadomo jak potoczy i skończy się ta historia. Jeśli więc szukacie w animacjach czegoś, co zwykł pokazywać nam choćby Pixar, te Smerfy nie będą filmem dla Was.

Tak po prawdzie, to nawet nie wiem dla dzieciaków w jakim wieku jest to produkcja. Młodsze będą przytłoczone zbyt dynamiczną, nie pozwalającą skupić należytej uwagi akcją i agresywnym udźwiękowieniem, natomiast dla starszych zabraknie ciekawej historii,  a także  łatwych do wychwycenia żartów. Widziałem zresztą w kinie, jak niemała grupa dzieci w wieku 5-6 lat urządziła sobie zawody w zjeżdżaniu pupą po schodach, zamiast śledzić wydarzenia na ekranie.

Film ogólnie sprawia wrażenie jakby był przepisywany kilkakrotnie od nowa, albo pracowało nad nim kilku reżyserów na raz. Tempo akcji zmienia się jak w kalejdoskopie, raz po raz zwalniając lub przyspieszając bez żadnego rozsądnego powodu. Sceny, w których Smerfy podróżują przez nieznaną krainę są tak chaotyczne, że z utęsknieniem czekałem kiedy się wreszcie skończą. Kiedy już akcja na dobre zawiązuje się w Zaginionej Wiosce Smerfetek, film staje się zbyt sztampowy aby zainteresować kogokolwiek, raz po raz wpadając w bolesne klisze i schematy.


Jedyną ciekawą rzeczą jest strona wizualna, choć ona także nie uniknęła wielu kłopotów. Przedstawiony świat jest soczysty i kolorowy, a postacie cieszą oczy, aż chciałoby się sięgnąć ręką i je wyściskać. Niestety, nasycenie barw i zbyt szybka narracja zabija część radochy z oglądania. Jest to też kolejny film, który niepotrzebnie czerpie z dokonań wizualnych Avatara, bo choć kraina Smerfetek jest czarująca, nadmiar granatu z fioletem zupełnie jej nie służy. Podobała mi się też egzotyczna fauna i flora, przedstawiona tak, jakby pochodziła z zupełnie innej planety. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że fluorescencyjnych królików raczej nie znajdę nigdzie we wszechświecie.

Rodzimy dubbing raczej też niczego nie urywa, dobór niektórych aktorów jest mocno niedopasowany (Maciej Stuhr jako Gargamel? Choć aktor stara się jak może, ma niestety zupełnie inną barwę głosu niż niezapomniany Wiesław Drzewicz). Zatracono też unikalne cechy niektórych Smerfów (Maruda nie mówi już "nie cierpię").

Poszukiwacze Zaginionej Wioski to niestety film zmarnowanych szans. Jest mi o tyle przykro, bo jako wielki fan bardzo czekałem na dobrą, przemyślaną fabularnie historię o Smerfach. Taką, która dzięki obecności niebieskich dziewczyn rzuci nieco więcej światła na pochodzenie całej tej rasy. Czemu nie pokuszono się o wątek tajemnicy skrywanej przez Papę Smerfa i przewodzącej Smerfetkom Wierzby? Dlaczego nie pokazano nam innego morału niż ten łopatologiczny bełkot o odwiecznym byciu sobą?
Normalny, serdeczny humor w filmie też praktycznie nie istnieje. Sceny skakania, darcia mordy i wicia się Gargamela nie są przecież ani specjalnie wyszukane, ani bardzo odkrywcze.

Zabrakło tu wszystkiego co stanowiło o wielkości dzieł Peyo oraz świetności serialu z lat 80-tych. Został chaos i wielce przewidywalna historia dla odpornych młodych widzów. Nie na takie Smerfy czekałem.
Niesmerfnie, bardzo niesmerfnie...

Moja ocena: 2/6.

Ps. Jeśli przegapiliście moją opinię na temat najnowszego komiksu Smerfy i Wioska Dziewczyn, to zapraszam tutaj. Choć i tam nie jest wcale lepiej...
 

2 komentarze: