poniedziałek, 1 maja 2017

RECENZJA: Wijec - Joseph Delaney

To już jedenasta odsłona losów Toma Warda, Stracharza Gregory'ego  i Alice! Po świetnym, poprzednim tomie (Krew Stracharza) wiedziałem, że cokolwiek spotka moich bohaterów, będzie musiało być dobre.
Otworzyłem książkę i... No właśnie. Gdzie podziały się moje ulubione postacie?
 
Wijec to powieść, która zrywa z dotychczasową tradycją obecności głównych bohaterów w serii Kroniki Wardstone. Oczywiście, to dalsza część tej samej historii, jednak tym razem autor postanowił pokazać nam nieco inne spojrzenie na temat, główną postacią czyniąc potężnego maga z dalekiej północy - Wijca.
Jedynym ważnym elementem łączącym tą część z pozostałymi jest wiedźma Grimalkin, która występuje tu jako postać drugoplanowa. Ona także miała swój osobny tom, lecz w przeciwieństwie do recenzowanej części, jej postać jest czytelnikowi dobrze znana.
 
Kobaloscy magowie to potężne, tajemnicze istoty żyjące według własnych, często niezrozumiałych i zbyt straszliwych dla ludzi praw. Żywią się krwią (która dodaje im magicznej siły), zajmując terytoria zwane haizdami, gdzie wszystko i wszyscy należą wyłącznie do nich. Jednym z Kobalosów jest tytułowy Wijec. Ten niebezpieczny wojownik o długim, zręcznym ogonie i wilczopodobnym pysku pewnego dnia wchodzi w układ z gospodarzem zamieszkującym terytorium jego polowań. Za rozmaite korzyści postanawia nie niepokoić trzech córek Rowlera, gdy jednak mężczyzna ginie, Kobalos składa obietnicę, że za możliwość posiadania na własność najstarszej z nich, zobowiązany będzie odprowadzić dwie pozostałe do bezpiecznego domu dalszej rodziny. Wijec ma własne plany odnośnie siedemnastoletniej Nessy, zamierza bowiem zgodnie ze zwyczajem swego rodzaju sprzedać ją na targu niewolników w mieście Karpotha.
Nie przypuszcza jednak, jak wiele przeciwności los rzuci mu pod nogi podczas tej wyprawy oraz jak niecodziennym sojusznikiem okaże się wiedźmia purra zwana Grimalkin.
 
Chwilowe odejście od głównego nurtu walki ze Złym w moim odczuciu wyszło nadspodziewanie dobrze. Nie wiem jeszcze jaki był dokładnie cel autora (do końca cyklu pozostały mi jeszcze dwa tomy), ale ukazanie dalszych rejonów świata bardzo wzbogaciło stworzone przez Delaneya uniwersum. Choć sam Stracharz i Tom są tu wspominani zaledwie kilka razy, wątek odciętej głowy złego wraca w powieści za sprawą Grimalkin, która na terenach północnej Europy ukrywa się przed zemstą wyznawców okrutnego boga. Nie o niej jest jednak ta książka.
 
Wijec jest próbą pokazania, że nawet mroczne, niebezpieczne istoty miewają cień szlachetnych odczuć i nie można tak zwyczajnie odrzucić sensu ich istnienia. Choć tytułowy Kobalos nie jest postacią z którą chcielibyśmy się zaprzyjaźnić, śledziłem jego drogę z wielkim zainteresowaniem. Dzieje się tak za sprawą ukazania odmienności kultury, wyglądu i natury jego rasy, a także poprzez stopniowe odsłanianie wszelkich zmian jakie zachodzą w jego światopoglądzie podczas długiej wyprawy.
Choć Wijec z początku malował się mi jako okrutne, egoistyczne indywiduum, z czasem na skutek przeciwności i obecności trzech ludzkich dziewczyn zyskał poniekąd nową twarz. Dylematy, przed którymi staje, zmuszają go do częściowego przewartościowania własnych idei.
I choć uwielbiałem jego sadystyczną postać z początku powieści, dzięki mądrze poprowadzonym wątkom bez cienia znużenia obserwowałem jego drogę i zmagania z własna naturą i przeznaczeniem.
 
Książka narracyjnie prowadzona jest przez Wijca, choć spora część rozdziałów napisana została z perspektywy najstarszej z dziewczynek, Nessy. Dzięki temu opowieść nie jest pozbawiona pierwiastka ludzkiego, pozwalając lepiej zrozumieć drogę głównych postaci. Sama bohaterka jest osobą niezwykle odważną i choć targają nią strach oraz wszelkie wątpliwości, staramy się kibicować jej nie mniej niż samemu Wijcowi. Bardzo ważnym elementem okazała się tutaj siostrzana miłość i odpowiedzialność za bezpieczeństwo rodziny.

Dodatkowo warto też wspomnieć o idei przeplatającej się przez ostatnie części Kronik, a mianowicie o sojuszach. Wijec również w bardzo wyraźny sposób pokazuje jak ważne w walce ze złem są wszelkie układy, dające nawet niewyraźny cień zwycięstwa sił dobra. To, jak działa tu wprowadzenie Grimalkin oraz czemu usposobienie Nessy zadziałało na tytułowego bohatera, będziecie musieli już odkryć sami.

Podsumowując, kolejny tom Kronik Wardstone to świeże, wciągające spojrzenie na świat stworzony przez Josepha Delaney'a. Znajdziemy tu przygodę, walki, emocje i oczywiście sporo drastycznych scen. Jako że Wijec jest książką typowo młodzieżową, nie trzeba obawiać się ton przesadnie przelanej krwi, choć parę drastycznych scen oczywiście zdołało się tu wcisnąć.
 
Dla fanów cyklu jest to pozycja obowiązkowa, ci z Was, którzy jeszcze nie mieli styczności z losami Stracharza mogą spokojnie zacząć ją od powyższego tomu. Wszystkie książki Kronik Wardstone pisane są tak, że każda część jest w pełni zrozumiała dla rozpoczynającego z nią przygodę czytelnika.
I nie obawiajcie się trudnych, nowych terminów w tekście. Na końcu wydania zamieszczony jest słownik dla niewtajemniczonych.
 
Moja ocena: 5/6.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz