poniedziałek, 22 maja 2017

RECENZJA: Zawód: Wiedźma - Olga Gromyko

Fantasy to gatunek, w którym chyba już wszystko powiedziano  lub napisano. W końcu ile można wymyślać nowych rzeczy w świecie magii, smoków i elfów? Schematy powtarzalne do znudzenia i nieskończone krainy, w których udręczeni dobrzy nieustannie walczą z tyranią tych złych. Oczywiście, bywają fani, którzy lubią tylko takie formy opowieści, mimo że czasem ktoś z lepszym lub gorszym skutkiem próbuje wnieść do konwencji coś nowego.  Dla spragnionych choćby małego  powiewu świeżości pojawił się właśnie promyk nadziei.
 
Tym promykiem  jest powieść Olgi Gromyko, zatytułowana Zawód: Wiedźma. Od razu warto zaznaczyć, że  książka  jest częścią pierwszą (z sześciu) wielce popularnej  serii Kroniki Belorskie. Wydawnictwo Papierowy Księżyc właśnie wypuściło na rynek nową wersję cyklu z  premierowymi okładkami, a ponieważ poprzednie nie są już dostępne w sprzedaży, nadarzyła się świetna okazja aby wreszcie sięgnąć po dzieło autorki.
Tym bardziej, że okazało się tak dobre, jak mówiono.
 
Bohaterką powieści jest Wolha Redna (patrzcie na ten skrót: W. Redna), jedyna dziewczyna na wydziale magii Starmińskiej Wyższej Szkoły Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa. Rudowłosa, wścibska i ciekawska. Tak można ogólnie zarysować tę postać. I już teraz wiem co powiedzą niektórzy z Was: Przecież to jakiś dziewczyński Harry Potter! No cóż, już teraz zapewnię, że nie macie ani krztyny racji.
Zawód: Wiedźma to książka, która w naprawdę sprytny sposób łączy kilka stylistycznych cech. Oczywiście, bohaterką jest młoda kobieta, co być może dodaje powieści tego dziewczyńskiego, czasem trudnego do przełknięcia przez wyrobionego czytelnika sznytu.
Jednak można się z tym pogodzić, ponieważ z drugiej strony, to historia bardzo mocno zakorzeniona w słowiańskiej naturze rzeczy. A wiąże się to nie tylko ze stworzonym przez autorkę światem. Czujemy to również w dialogach, fabule oraz wszelkich opisach.
Po trzecie - humor. To naprawdę wesoła powieść, ani na chwilę nie próbująca być parodią czy pastiszem gatunku (to bardzo ważne). Choć przed Wolhą często piętrzą się wszelkie tajemnice i niebezpieczeństwa, komizm sytuacyjny oraz często żartobliwy ton pisania Gromyko rozładowuje napięcie, czyniąc z lektury iście porywający czas. 
A z samym Potterem Wolha nie ma nic wspólnego poza nauką magii. Zresztą, sam wątek nauki jest tu zepchnięty na boczny tor i nie jest aż tak istotną częścią fabuły, tak jak w powieściach Rowling.
 
Jak wspomniałem powyżej, Zawód: Wiedźma dostarcza tajemnicy, grozy a także niemało akcji. Wolha, jako ulubiona uczennica jednego z największych magów zostaje wysłana do Dogewy, krainy zamieszkałej m.in. przez wampiry, gdzie musi podjąć się rozwiązania zagadki śmierci kilkunastu osób. Kolejne przygody opowiadają o zamieszaniu jakie wywołał udział w turnieju łuczniczym jednego z jej przyjaciół, oraz większej draki, jaka z tego wynikła. Odkryta prawda zmusza młodą czarodziejkę do pełnej przygód  podróży, na końcu której pośród wielu niebezpieczeństw musi opanować swe zdolności oraz zmierzyć się z własnymi lękami.
 
Choć akcja z początku idzie do przodu powoli, autorka wykorzystuje to, aby umiejętnie zapoznać nas z przedstawionym światem. Robi to w dość nietypowy sposób, nawiązując stylem do Drogi Królów Brandona Sandersona, gdzie o poszczególnych elementach dowiadujemy się łącząc fakty w trakcie lektury. Daje to czytelnikowi czas, aby dobrze poznał bohaterkę i jej sytuację, a także polubił ją, jeszcze bardziej kibicując jej poczynaniom.
Olga Gromyko ewidentnie korzysta z wszelkich legend lub podań, lecz świat powieści maluje już zupełnie po swojemu. Najlepszym i najszybszym tego przykładem jest społeczność wampirów. Jeśli sądzicie, że spotkacie tu okrutne, złaknione ludzkiej krwi osobniki, pomyliliście się kolejny raz. Aby sprawdzić jakie faktycznie są wampiry z Dogewy będziecie musieli sami przeczytać książkę.
 
Powieść podzielona została na dwie części, z czego każdą napisano w pierwszej osobie, stylem nawiązującym do pracy zaliczeniowej oraz notatek z sesji. Wszystko po to, aby wiernie oddać emocjonalnego ducha bohaterki oraz  złamać pewien skostniały schemat przy tytułowaniu rozdziałów.
Język Olgi Gromyko jest dość prosty, przy czym autorka operuje nim niezwykle sprawnie. Postacie mają wyraźne, rozwojowe charaktery (prym wiedzie tu szczególnie Len - to przykład tej postaci drugoplanowej, która często przyciąga bardziej niż tytułowa), a wydarzenia często następują jako kulminacja tych cech.
Jeśli miałbym wskazać minusy lektury, to będą nimi pewne braki w opisach. O wielu istotach, potworach czy duchach nie dowiedziałem się poza ich nazwą dosłownie niczego. Boli to tym bardziej, że w przebogatej wyobraźni autorki pojawiają się one dość często. Biorąc jednak pod uwagę, że jest to pierwszy tom cyklu, dam autorce kredyt zaufania, licząc że nadrobi te zaległości w kolejnych częściach.
 
Zawód: Wiedźma to naprawdę pomysłowe fantasy, gdzie humor i przygoda toczą się obok siebie, podane w idealnych proporcjach.  Jeśli podoba się Wam charakterystyczny klimat  Wiedźmina Sapkowskiego, a jednocześnie chcielibyście przeczytać coś znacznie lżejszego, z pewną nutą feministycznego, młodzieżowego podejścia - nie powinniście czuć się zawiedzeni.
Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że jest to książka, od której można zacząć czytanie fantasy lub wrócić do niego po bardzo długim czasie. Zdecydowanie warto.
 
Moja ocena: 5/6.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz