sobota, 10 czerwca 2017

RECENZJA: Batman, tom 9 - Bloom

Czy zastanawialiście się kiedyś co działoby się w Gotham, gdyby zabrakło tam Batmana? Ostatnie tomy serii będącej częścią Nowego DC Comics opowiadają właśnie taką historię. Historię, w której Bruce Wayne, po ostatecznej potyczce z Jokerem omal nie stracił życia, lecz zapłacił za to utratą pamięci i osobowości, a jego wierny sprzymierzeniec, Jim Gordon na skutek specjalnego programu policyjnego, mającego na celu utrzymanie porządku w mieście, sam przywdziewa nowoczesny strój Nietoperza.

Początek tej opowieści mieliśmy okazję poznać w tomie ósmym serii, zatytułowanym Waga Superciężka. Nowa, dziewiąta odsłona jest jej bezpośrednią kontynuacją. No  i cóż tam  ciekawego się dzieje? - zapytacie.
Scott Snyder i James Tynion IV brawurowo zacieśniają pętlę intrygi, w którą uwikłali dwóch głównych bohaterów. Jim dalej boryka się z problemem Blooma, który wyrósł na bardzo potężnego przeciwnika, a pogrążony w nowym świecie Bruce stopniowo uświadamia sobie kim tak naprawdę powinien być.

Bloom to zdecydowanie komiks akcji, który nie pozostaje obojętny na swoje postacie. Każda ma tutaj jakąś rolę, nikt nie snuje się po kadrach niepotrzebnie. Obserwujemy dojrzewanie nowych bohaterów (moją uwagę zwrócił szczególnie bardzo fajny wątek Duke'a Thomasa, który wyrasta na samozwańczego pomocnika Batmana), a ci dawni są przeciwwagą dla nieco nowatorskiego potraktowania historii Nietoperza.
Tajemnica Blooma zostaje umiejętnie rozwinięta, szybko też dostajemy jej satysfakcjonujące rozwiązanie. Sądzę, że obok kolorytu osobowości komiksu to postać głównego antagonisty jest jego najmocniejszą stroną. I nie chodzi tylko o to, kto ukrywa się za postacią Blooma. To jak powstał, jakie były motywacje stojące za jego genezą oraz jaki wpływ ma na wszelkie wydarzenia w mieście przyciągało mnie w czasie lektury najbardziej.
Dobrze było też zobaczyć Bruce'a jako zwykłą, spełnioną w swoim życiu osobę. Choć już po okładce łatwo zorientować się, że ta sielanka nie będzie trwałą wiecznie, te kilkanaście plansz z Wayne'm pozbawionym mroku swego alter-ego będzie interesująca dla większości sympatyków serii.

Choć nie oceniam tego na minus, sądzę, że nie wszystkim przypadnie w tym tomie sposób przywrócenia Bruce'a do roli Batmana. Został już on zasygnalizowany w Wadze Superciężkiej, teraz bez ogródek zostaje wprowadzony w życie. W sumie nie widzę sposobu aby można było w tej historii poprowadzić to inaczej. Ton opowieści oraz jej fabularna złożoność niejako wymusiła na scenarzystach takie rozwiązanie. A rozmowa z tajemniczą postacią na ławce, jakkolwiek intrygująca, nie byłaby w stanie wskrzesić zagubionej woli nocnego stróża prawa. Nie dokonałoby tego także żadne inne wydarzenie, jakie tylko możecie sobie wyobrazić. Aby w pełni to zrozumieć, należy przeczytać komiks. Tego, kim stał się Bruce nie odwróci bowiem nawet najbardziej traumatyczne przeżycie, ani fakt, że on sam wie jak powinno wyglądać jego życie.


Rysunki Grega Capullo są rewelacyjne. Uwielbiam ten przepych graficzny w jego ilustracjach. Jednocześnie potrafi tworzyć klarowne kadry, co tylko dodaje prestiżu i swoistego komiksowego realizmu jego pracom.
W tej odsłonie wspomogli go również Yanick Paquette i Sean Murphy. Ten pierwszy niezbyt pasuje do tonu albumu, ponieważ jego duże, raczej oszczędne i stwarzające wrażenie zatrzymanych w kadrze plansze wybijają opowieść ze swego zawiłego rytmu. No, ale w końcu mistrz Capullo musiał kiedyś jeść i spać, toteż nie był w stanie sam narysować wszystkiego.
Murphy rysuje tylko krótką historyjkę na końcu albumu i taka uzupełniająca forma nieco szkicowych kadrów sprawdza się tu znacznie lepiej.

Batman Bloom to świetny most łączący wydarzenia z Ostatecznej Rozgrywki, z tym co nadejdzie w finale jego przygód w Nowym DC Comics.
Nie będzie to zapewne komiks, który trafi do wszystkich sympatyków Nietoperza, lecz ja oceniam go bardzo pozytywnie. Dobrze jest czasem zaburzyć nurt historii, żeby pokazać coś innego, tym bardziej, że mówimy tu o kultowej postaci, która w popkulturze istnieje już od bardzo wielu dekad. A że to wszystko zostało nieźle przemyślane i narysowane, to chyba tylko dobrze, prawda?

Moja ocena: 5/6.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz