środa, 14 czerwca 2017

RECENZJA: Elektrodziewczyna - Jo Cotterill

Czy w świecie zdominowanym przez gry komputerowe, komórkowe Pokemony  i filmy o superbohaterach literatura ma jeszcze szansę dotrzeć do młodszych czytelników? Czasy Harry'ego Pottera zdają się być już częściowo za nami, a serii o podobnym oddziaływaniu na próżno wypatrywać na międzynarodowym rynku... 
Na szczęście czasem pojawia się jakaś książka, która w pewien sposób próbuje złamać tą niepisaną przypadłość. Taką właśnie lekturą jest Elektrodziewczyna, autorstwa Jo Cotterill z ilustracyjnymi wstawkami Cathy Brett.
 
Holly Sparkes jest zwyczajną nastolatką, która spędza dni na nauce w szkole i spotkaniach ze swoją  najlepszą przyjaciółką, Imogeną Clump. Wszystko w jej życiu wydaje się zwyczajne i poukładane, aż do pewnego feralnego dnia, gdy zostaje porażona piorunem.
Pewnie myślicie, że dwunastolatka (ani ktokolwiek inny) nigdy nie przeżyłaby podobnego wypadku? Oczywiście macie rację, ale piorun, który poraził Holly nie był tak do końca zwyczajny. Pod jego wpływem dziewczyna otrzymała tajemnicze zdolności kontrolowania energii elektrycznej. Od tej chwili potrafi włączać lub niszczyć wszelkiego rodzaju urządzenia, a nawet miotać błyskawicami prosto z dłoni.
Jakby było tego mało, owo niezwykłe wydarzenie zbiegło się z rozpadem przyjaźni Holly z Imogeną. A wszystko przez złowrogą profesor Macavity i firmę technologiczną CyberSky, która rozdała wszystkim mieszkańcom Blueheaven nowoczesne telefony komórkowe. Od tamtej pory Imogena przestała zwracać uwagę na Holly, poświęcając cały wolny czas na rozwiązywanie dziwnych quizów w telefonie. A to oczywiście dopiero początek kłopotów, ponieważ za tajemniczą zmianą charakteru przyjaciółki kryje się coś naprawdę złowieszczego i niepokojącego...

Jo Cotterill w swej powieści umiejętnie buduje przygodowy świat, barwnym, zrozumiałym językiem przedstawiając nastoletnią codzienność. Wszystko tu jest na czasie - zainteresowania, otoczenie, problemy. Każdy dzieciak bez trudu odnajdzie się w tak przedstawionej rzeczywistości.
Książkę czyta się szybko i przyjemnie, fabuła jest spójna i dobrze nakreślona. Zdolności Holly są tu oczywiście najważniejszym elementem, jednak nie dominują opowieści. Służą jedynie jako narzędzie w rękach autorki do opowiedzenia niezwykłej historii o przyjaźni, która słusznie jawi się tu jako wartość dużo ważniejsza niż pęd za technologicznymi nowinkami.
Elektrodziewczyna jest  bowiem pewną próbą  krytyki stylu życia  uzależnionego od technologii.  Dobitnie pokazuje plusy i minusy nadmiernego korzystania ze zdobyczy nauki. Tłumaczy, jak łatwo uzależnić się od wirtualnych rozrywek, oraz jak dzisiejsza młodzież posługuje się nimi aby dominować wśród rówieśników.
Za sprawą mocy głównej bohaterki, cieszą też liczne nawiązania do świata superbohaterów. Znawcy oklepanego stylu budowania komiksowo-filmowych historii znajdą też kilka fragmentów, które wywołają u nich szczery uśmiech na twarzy (szczególnie kiedy Joe, młodszy brat Holly uczy ją, jak powinna zachowywać się superbohaterka).

Dodatkowym atutem książki są liczne wstawki komiksowe, które skupiają się wokół najbardziej dynamicznych wydarzeń. Co najciekawsze, rysunki w żadnym stopniu nie zastępują tekstu, lecz są jego naturalną kontynuacją. Choćby z tego względu warto przedstawić tę powieść młodym czytelnikom. Być może dzięki niej ci najbardziej oporni przychylniejszym okiem spojrzą na słowo pisane?
Ja jednak na miejscu autorek pokusiłbym się o znaczne wydłużenie tych wstawek. Gdyby też Cathy Brett wzbogaciła ilustracje większą ilością dymków (czyniąc je przy okazji mniej infantylnymi), książka znacznie lepiej zsynchronizowałaby się z formą opowiadania obrazkowego.

Choć powieść czyta się szybko, po lekturze pozostał mi pewien niedosyt. Może to dlatego, że moim gustom bardziej odpowiada wielotorowa intryga fabularna. Tego niestety tutaj mi zabrakło. Gdyby autorka dodała kilka nowych postaci lub rozwiązań, umieszczając wydarzenia w kilku miejscach na raz,  zmagania głównej bohaterki wciągnęły by mnie jeszcze  bardziej, nie  pozostawiając tego "płaskiego" wrażenia.

Elektrodziewczyna świetnie spełnia swą rolę, będąc powieścią dla młodzieży, która czerpie wzorce z aktualnego świata zainteresowań i pasji młodych ludzi. Znajdziemy tu przyjaźń, uwielbienie dla superbohaterów, dość ciekawy czarny charakter oraz interesującą przygodę. Bohaterom chce się kibicować, a ich losy wciągają czytelnika za sprawą dobrego warsztatu pisarskiego autorki.
Dla dzieciaków w wieku 9-12  lat  będzie to prawdziwie zajmująca lektura, natomiast starsi czytelnicy na pewno nie odniosą wrażenia, że ktoś obraża ich inteligencję. Gdyby jeszcze pokusić się o rozszerzenie całej historii i wydłużenie wstawek komiksowych, moglibyśmy otrzymać prawdziwą książkę dla wszystkich.
Tak czy inaczej nie jest źle, a rodzice, którzy chcą odciągnąć swe pociechy od tableta, wreszcie mają do tego odpowiednie narzędzie.
Ostatnia strona powieści zdradza,  że na horyzoncie widać już  kolejną część cyklu - Elektrodziewczyna i Śmiercionośny Rój. Może tam autorka pójdzie na całość w stylu jaki lubię najbardziej?

Moja ocena: 4/6.

Dziękuję wydawnictwu Akapit Press za udostepnienie książki do recenzji.

 

1 komentarz:

  1. Jak byłam mała, to czasem wyobrażałam sobie, że jestem członkinią grupy dzieciaków, które otrzymały moce - moją było właśnie władanie elektrycznością :D Chyba sięgnę po tę książkę, mimo że lata nastoletnie mam już dawno za sobą ;)

    OdpowiedzUsuń