czwartek, 27 lipca 2017

RECENZJA: Aquaman vol. 2 - Black Manta Rising

Aquaman to jedna z tych postaci spośród bohaterów DC, która nie szczyci się aż taką rozpoznawalnością jak Superman, Wonder Woman czy Batman. Szkoda, lecz sprawa ma jednak szansę zmienić się już tej jesieni, kiedy w kinach zadebiutuje produkcja  Justice League, gdzie Aquaman będzie jedną z pierwszoplanowych postaci. Dla tych z Was, którzy  pozostają wierni  komiksowym pierwowzorom, przygotowałem omówienie drugiego tomu przygód Arthura Curry, który ukazał się niedawno w USA.
 
Po ekscytujących wydarzeniach z poprzedniego tomu Aquaman ma nadal pełne ręce roboty. Napięta sytuacja pomiędzy światem lądu a Atlantydą  wciąż pozostaje nierozwiązana, tymczasem za rogiem  czai się jeszcze groźniejsze niebezpieczeństwo. Black Manta, który  podporządkował sobie tajną organizację N.E.M.O. szykuje atak nie tylko na swego odwiecznego przeciwnika, ale na cały świat. Jego celem oprócz zniszczenia Aquamana jest dominacja nad planetą, a chce dokonać tego wywołując pozorowaną wojnę pomiędzy USA i Atlantydą.
W międzyczasie Mera mierzy się z obowiązkami przyszłej królowej, które nakazują jej odbyć nauki w Wieży Wdów. Tam poznaje przepowiednię, która dyskredytuje ją jako przyszłą władczynię, a złamanie tego ostrzeżenia grozi strasznymi w skutkach komplikacjami. Jak wkrótce się okaże, wizja zacznie sprawdzać się szybciej niż zakładano. Na domiar złego, Liga Sprawiedliwości (której członkiem jest Aquaman) zostaje postawiona pod ścianą, pragnąc z jednej strony pomóc Arthurowi udowodnić niewinność Atlantydów, a jednocześnie pozostać wierną swym bezstronnym postanowieniom. 
 
Dan Abnett kontynuuje swą opowieść rozpoczętą w poprzednim tomie z cyklu Rebirth i muszę przyznać, że robi to w sposób niezwykle satysfakcjonujący. Polityka, wojna, wielkie potwory, przepowiednie, intrygi, miłość i przyjaźń. To wszystko znajdziecie w tym tomie Aquamana! Co ciekawe, przy tak złożonej fabule i wielowątkowości historii,  nader  łatwo połapać się w czym rzecz. Akcja pędzi do przodu, a czytelnik nawet przez chwilę nie ma poczucia zagubienia.
Na dodatek otrzymujemy tu wyraziste, pełne emocji postacie. Honorowy i niezłomny Aquaman, wierna i piękna Mera, pałający nienawiścią i bezwzględny Black Manta, odważny Murk, czy jak zawsze prawy i dobroduszny Superman. Każdy z bohaterów napisany został ciekawie, a z wieloma możemy się łatwo identyfikować. Może tylko poza Black Mantą, bo choć to główny antagonista, scenarzysta dał mu w tym tomie dość mało własnego czasu.  Pełni on w większości funkcję  wszechobecnego złego pociągającego za sznurki, a większą chwilę dostaje dopiero w finale historii.
Na osobną uwagę zasługuje oddział specjalny Aquamarines. Jest to grupa zmodyfikowanych genetycznie żołnierzy, którzy posiedli cechy różnych morskich istot.  Na zlecenie Amerykańskiego rządu dostają  rozkaz ostatecznego wyeliminowania Arthura. Mam nadzieję zobaczyć ich jeszcze kiedyś w akcji, bo nie dość że są niezwykle skuteczni, to jeszcze po przemianie prezentują się naprawdę wspaniale.

Graficznie Black Manta Rising to nadal ścisła czołówka. Scot Eaton, Brad Walker i Philippe Briones zadbali o realistyczną, dynamiczną kreskę, dzięki której przygody Aquamana nabierają tych cech, za które pokochałem je już w erze New 52. Uwagę czytelnika przykuwa także szczegółowość dalszych planów, widoczna szczególnie w przedstawianiu Atlantydy czy wnętrza statku Manty.
 
Czy zatem czytać nowego Aquamana? Oczywiście, że czytać!
To niesamowita, dobrze napisana i wciągająca opowieść, która nabiera dodatkowego znaczenia w świetle terrorystycznych wydarzeń w realnym świecie. Pokazuje, jak można być mądrym w sytuacjach, które pozornie wydają się być bez wyjścia oraz jak zachować własną twarz, kiedy większość widzi w nas wyłącznie negatywne cechy.
Dlatego polecam Wam Aquamana.  Dodatkowo gwarantuję, że po filmie Justice League na pewno nie będziecie lubić go bardziej!
 
Moja ocena: 5,5/6.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz