sobota, 8 lipca 2017

RECENZJA: Liga Sprawiedliwości, tom 8 - Wojna Darkseida (część 2)

Darkseid i Antymonitor rozpoczęli swą wyniszczającą potyczkę na Ziemi. Liga Sprawiedliwości po raz kolejny stanęła w centrum dramatycznych wydarzeń, które, jak się wkrótce okazało, nie dzieją się ot tak, bez głębszej przyczyny. Obie części Wojny Darkseida stanowią oczywiście zamkniętą, z przyczyn wydawniczych podzieloną na dwa tomy całość. Pierwszy recenzowałem tutaj, możecie więc na szybko zapoznać się z moją opinią na jego temat. Jeśli nie, zapraszam na  poniższe omówienie tomu drugiego.
 
W sumie to trochę zabawne, że komiks ma właśnie taki tytuł, bo już na pierwszych stronach staje się oczywiste to, co było prawie pewne od końca części pierwszej. Darkseid nie żyje.  Został unicestwiony przez Antymonitora oraz Czarnego Podróżnika, który łącząc się z ciałem Flasha zdołał pokonać władcę Apokolips. W ten właśnie paradoksalny sposób najgorszy władca wszechświata zniszczony został przez siłę, nad którą starał się wcześniej zapanować. Czy taki obrót spraw oznacza więc koniec całego zamieszania? O nie, tak łatwo wszystkim wywinąć się z tego nie uda!
Antymonitor zbiera siły aby powrócić pod swą poprzednią, niezwykle niebezpieczną postacią, członkowie Ligii za sprawą obcych mocy uwolnionych po śmierci Darkseida stają się potężnymi bogami, a na czoło niezwykłych wydarzeń powracają Myrina i jej córka Grail. W ogniu tych perturbacji pozostaje Wonder Woman, która wraz z odmienionymi towarzyszami będzie musiała znaleźć sposób aby doprowadzić wszystkie wydarzenia do porządku. Szybko okaże się też, że cała intryga została skrupulatnie zaplanowana, a jedynym sposobem na okiełznanie siły powracającego Antymonitora będzie niebezpieczny sojusz z Syndykatem Zbrodni. To w końcu ich świat poległ pod ciężarem mocy tego niszczyciela światów i znają go oni jak nikt inny.
 
Dopiero w części drugiej widać jak szczegółowo Geoff Johns zaplanował finałową potyczkę z dwoma niezwykłymi mocami. Choć Grail i jej matka Myrina pociągają za większość sznurków w tle historii, każda postać ma swój wyraźny udział w opowieści.
Co ważne, Wojna Darkseida zamyka w bardzo udany sposób wszelkie wątki z  całego cyklu Ligi Sprawiedliwości, ale również odnosi się do pozostałych postaci z uniwersum DC. Mamy tu więc niepokonanego Lexa Luthora powracającego jako bóg Apokolips  oraz sam Korpus Zielonych Latarni. W tym miejscu muszę wyrazić swój żal, że  w historii pominięto tą część, która mówi o powrocie Hala Jordana do swojej formacji.
 
Oczywiście, ósmy tom Ligi Sprawiedliwości nie jest opowieścią dla każdego. Nagromadzenie wątków, a przede wszystkim sama intryga oraz wyolbrzymione sedno ratowania świata nie przypadnie zapewne do gustu tym z Was, którzy wolą bardziej przyziemne historie. Tu bowiem padają wielkie teksty o mocy równania antyżycia i poświęceniu w imię większego dobra.
Na szczęście w komiksie znajdziemy też całkiem sporo pierwiastka ludzkiego. Widać to choćby za sprawą postawy Wonder Woman (której narracja nadal dominuje w opowieści), Steve'a Trevora oraz poświęcenia Zielonej Latarni - Jessici Cruz. I są to elementy, które mnie, zwykłego człowieka (oraz czytelnika) ujęły za serce najbardziej.
 
Wizualnie album to nadal najwyższa półka stylu superhero, oczywiście za sprawą Jasona Faboka. Oprócz niego (oraz Ivana Reis'a, Joe Prado i Oscara Jimeneza), za ilustracje odpowiada Francis Manapul (początek albumu). Co ciekawe, twórca ten bardzo przypadł mi do gustu wizualizacją Flasha, lecz tu jego prace jakoś do mnie nie przemówiły. Być może miał na to wpływ pewien mrok i większa szkicowość obrazów jakie musiał wykonać na potrzeby historii.

Wojna Darkseida zamyka więc losy Ligii Sprawiedliwości w Nowym DC Comics, dając nam wyjście do nowych przygód drużyny i reszty bohaterów w serii Rebirth. 
Dzięki pomysłom Geoffa Johnsa dopiero w tym tomie widzimy, że losy drużyny superbohaterów zostały skrupulatnie zaplanowane od samego początku do końca. Wszystkie wątki znalazły swe rozwiązanie, a pewne nowe tajemnice objawiły się po to, abyśmy wciąż mieli chęć na więcej.
Choć niektórzy fani komiksów mogą poczuć się przytłoczeni zagęszczonym przekazem poniższego wydawnictwa, nadal jest to świetna rozrywka dla uwielbiających tego typu historie. Sądzę, że warto się do niej przekonać. Ja całe spotkanie swoje z Ligą Sprawiedliwości w Nowym DC uważam za niezwykle udane.
 
Moja ocena: 5/6.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz