poniedziałek, 31 lipca 2017

WYWIAD: Odys J. Korczyński (autor powieści Klauni)

Nie pierwszy raz okazuje się, że autorzy, podobnie jak pisane przez nich książki, są niewyczerpanym źródłem interesujących tematów. To, co znajdujemy na stronicach lektury jest bardzo często zaledwie skrawkiem ich osobowości oraz głębszych, prywatnych przemyśleń.
Po raz kolejny mogłem przekonać się o tym, rozmawiając z  Odysem J. Korczyńskim, autorem książki Klauni (wyd. Novae Res), będącej pod patronatem Skrzydeł Gryfa.
Zapraszam Was serdecznie na ten wywiad.
 

Panie Odysie, witam serdecznie w progach Skrzydeł Gryfa. W imieniu czytelników bloga oraz swoim, dziękuję za poświęcenie nam cennego czasu na rozmowę.

Również dziękuję.

Na samym początku chciałbym aby powiedział nam Pan coś o sobie. Kto kryje się za nazwiskiem widocznym na okładce Klaunów?

Nikt się nie kryje. Właśnie tak się nazywam. To nie pseudonim, chociaż wielu tak sądzi. Z wykształcenia jestem nauczycielem filozofii, a zawodowo zajmuję się fotografią, fotoedycją, składem tekstu, grafiką i marketingiem. Mieszkam i pracuję w Krakowie.

Powieść Klauni zaskakuje niesamowitą złożonością fabularną oraz niecodziennymi postaciami. Skąd wziął się pomysł na tą historię?

Powieść Klauni najpierw była opowiadaniem, następnie została rozpisana w powieść jako coś w rodzaju prequela do głównego cyklu książkowego pt. Ahr-Kar. Zrobiłem to właściwie po to, żeby przedstawić historię Romualda Flockbergera (Cyprysa), który występuje w owej „centralnej” tetralogii, natomiast niewiele wiadomo o jego osobistym życiu.


No dobrze, a więc od początku. Najpierw napisałem powieść pod roboczym tytułem Szewc, który szył buty androidom. Zacząłem pisać też drugi tom oraz zaplanowałem kolejne dwa. Jednak po skończeniu pracy nad pierwszą częścią, stwierdziłem, że napiszę jeszcze dwie poprzedzające ją książki (prequele), które będą związane z cyklem Ahr-Kar, ale znacznie luźniej, tzn. przedstawią dokładniej wybrane postaci i uzupełnią niektóre fakty. Zrozumiałem też, że lepiej będzie, jeśli debiutancka powieść nie będzie jedną z części (zwłaszcza długą na ponad milion znaków), a niezależną historią. Poszedłem więc niejako na kompromis ze scenariuszem uniwersum Ahr-Kar. Z jednej strony napisałem książkę samodzielną, a z drugiej wykorzystałem ją do opowiedzenia historii Romualda Flockbergera, który jest jedną z kluczowych postaci głównego cyklu powieściowego Ahr-Kar. Może to i skomplikowane, jednak sama historia jest tak wielowątkowa, że trudno ją ująć w prostsze ramy.

Tworzenie kompletnego uniwersum okazuje się być niezwykle trudne formalnie. Klauni, być może dlatego, że są osobną książką, mogą okazać się dobrym wprowadzeniem do świata na progu nieuniknionego końca, a raczej zmiany kształtu. To bardzo ważne, żeby czytelnik wiedział, że nie opisuję żadnego końca świata, a jego ewolucję, czy też zmianę. Niedobrze jest szastać określeniem „koniec świata” tylko dlatego, że kończy się jakaś epoka, w której dominował jeden gatunek.

A pomysły? Czasem przychodzą w snach. Najczęściej jednak pojawiają się na jawie, która dla mnie też nie jest zbyt „prawdziwa”. Znaczna część mnie żyje w świecie, który opisuję i chce tam pozostać.

Właśnie, ta wspomniana wielowątkowość Pana powieści jest zauważalna już po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów. Przerażający klaun, eksperymenty genetyczne, równoległe rzeczywistości, a także zwykłe ludzkie pragnienia i emocje. Co najbardziej inspiruje Pana w twórczości?


Nie ma lepszej inspiracji od zaszytej w naturze człowieka skłonności do działania wbrew aktualnemu dla danej epoki historycznej porządkowi norm i zasad. Większość nazywa tę ludzką właściwość skłonnością do złego, lecz zło to nielogicznie pojęcie bez treści, a takie nie może być żadną inspiracją.


Czy zatem uważa się Pan za pewnego rodzaju buntownika? A może właśnie Klauni są formą ukazania Pańskiego buntowniczego „ja”?


Jedno i drugie, chociaż mój bunt zakopałem bardzo głęboko, stwierdzając racjonalnie, że nie jest zbyt utylitarny. Za bardzo go czuć Johnem Berrymanem, Markiem Hłasko i Witkacym. Wolę balansować gdzieś między Philipem Rothem, Ursulą K. Le Guin a Philipem K. Dickiem, chociaż wpływu tych trzech pierwszych nigdy się pewnie nie wyzbędę.


Zarówno nowi, jak i klasyczni autorzy często ukrywają w swych książkach elementy autobiograficzne. Czy i tak było w Pana przypadku? Co w Klaunach jest prawdą, a co fikcją?


Swoje teksty zwykle opieram na realnych wydarzeniach historycznych, miejscach, w których byłem, i dosłownie je powąchałem, oraz ludziach, których fizycznie poznałem. W Klaunach moim alter ego jest Cyprys, albo jak kto woli Romuald Flockberger. W przeżyciach Marka również jest dużo moich doświadczeń. Uważam, że nie da się napisać czegoś, co jest naprawdę fikcją. Wszystko, co napisałem i napiszę jest znacznie prawdziwsze niż całe moje życie, które prezentuję innym ludziom na co dzień.


W opisach życia Marka jest sporo brutalnych, więziennych wspomnień. Skąd u Pana taka znajomość faktów?


Spotkałem na swojej drodze różnych ludzi. Byli wśród nich również tacy, którzy dobrze znają „tamto” życie.


Zgodnie z tym co zostało powiedziane, Klauni to zaledwie początek wielkiej podróży, jaką przygotowuje Pan dla swych czytelników. Czy da się zdradzić więcej szczegółów o tym projekcie?

Podróż zaczyna się w ramieniu Węgielnicy naszej Galaktyki i trwa właściwie przez całą historię ludzkiej kultury na Ziemi.

Co jednak by się stało, gdyby nasza planeta miała bliźniaczą siostrę, a religia, państwo i moralność były eksperymentalnymi tworami, które ukazują czysto utylitarnie nasze możliwości? Dosłownie tak, jak zainteresowany kupiec testuje niewolnika na targu, oglądając mu zęby, mięśnie, białka w oczach i jądra? Czy poza dobrem i złem da się żyć, a może tylko tam życie jest prawdziwe? Więcej nie zdradzę.

Zatem nie naciskam. Tym bardziej warto czekać na ciąg dalszy.


Sam się nie mogę doczekać…


W dzisiejszych czasach bardzo dużo osób pisze do szuflady. Co radziłby Pan amatorom? Co zrobić aby zostać zauważonym i jak postępować, żeby zainteresować wydawnictwo swoją pracą?


Zanim Klauni pojawili się na rynku, pisałem przez dwadzieścia lat, do szuflady, a raczej do dyskietki, płytki i twardego dysku. Zachęcam do bycia cierpliwym i pisania, nawet gdy wydaje się ono nie mieć końca, sensu i celu.


Co Pan robi, gdy nic nie pisze? Jakie zainteresowania oprócz literatury przyciągają Pańską uwagę? A może coś Pan kolekcjonuje?


Gdy nic nie piszę, myślę o tym, co mógłbym napisać. A poza tym dużo czytam (to podstawa, żeby samemu pisać), jeżdżę na rowerze, fotografuję, gotuję, chodzę do kina i pracuję zawodowo. Kolekcjonuję filmy, książki, gry komputerowe i obrazy.


Najnowsze statystyki czytelnictwa w Polsce nie są zbyt optymistyczne. Czy taka sytuacja może się kiedyś zmienić? Co możemy zrobić, aby poprawić ją w swoim otoczeniu?


Z jednej strony chciałbym, żeby ludzie więcej czytali, bo może wtedy nie widywałbym tyle bylejakości w życiu społecznym. Z drugiej jednak dzięki czytaniu nabywa się wiedzę, a dzięki wiedzy mądrość. Owa prawdziwa świadomość wiedzy (mądrość) jest przed większością skryta, bo większość nie czyta. Gdyby więc zaczęła czytać, dostąpiłaby gnostycznego oświecenia świadomością posiadania wiedzy, a więc mądrość przestałaby być elitarna – a to jedna z wyróżniających cech bycia
oświeconym. Mógłby ją mieć każdy jak egzotyczną kurewkę w jednym z opisywanych przeze mnie lupanarów. A więc świat stałby się nudny bez głupców, utopijny, idealny, stagnacyjny. Czułbym się w nim jak sutener. To odpowiedź w sensie filozoficznym.


A teraz bez ideologicznych krętactw. W praktyce nie wierzę, że taka sytuacja się kiedyś zmieni. Litery stały się już od dawna zespołami pikseli w obrazie i przekazują uproszczoną treść w zupełnie inny sposób, aktywizując inne systemy połączeń w mózgu. Wyobraźnia została nam podana na tacy w formie migających kolorami scen, i wszyscy patrzą jak jemy.

Wkrótce zapomnimy o intymności czytania. Z kablem między neuronami, książki nie będą już potrzebne. A poza tym, spoglądając na naszą obecną polską rzeczywistość, resztki tej nadziei w ostatnich miesiącach całkowicie znikają. Radykalny brak potrzeby czytania prowadzi do radykalnego braku wiedzy o człowieku w sensie elementarnym, a on z kolei do zastępowania go substytucjami ideologicznymi. Na końcu jest już tylko totalny ustrój i dehumanizm.

To co Pan teraz powiedział jest bardzo prawdziwe, a jednocześnie przerażające. Niestety, wydaje się, że są to sprawy, na które faktycznie nie mamy większego wpływu.


Nieprawda. Mamy, ale paradoksem jest to, że poprzez siatkę kulturowych stereotypów i wzorców, nigdy nie wychylimy nosa poza swój zdeterminowany dziejowością stan. Taki już nasz bezczelny los.


Jeśli miałby Pan wybrać trzy książki lub inne trzy rzeczy, które miałby Pan zabrać ze sobą na bezludną wyspę, co by to było?


Zabrałbym w kolejności znaczenia emocjonalnego dla mnie: książkę Philipa K. Dicka Czy androidy marzą o elektrycznych owcach, Traktat logiczno-filozoficzny Ludwika Wittgensteina i album ze zdjęciami Dani Daniels. Zakładam oczywiście, że na tej wyspie nie ma prądu i żadnych filmów wziąć nie mogę.


Czyli jak rozumiem zabierze Pan wszystko to, co czyni Pana mężczyzną z krwi i kości.


Nie przywiązywałbym aż tak wielkiej wagi do jakiejkolwiek płci. Jestem mężczyzną, lecz jakoś bez większego trudu udaje mi się pomyśleć, że mógłbym być kobietą.


Z treści Klaunów widzę, że jest Pan człowiekiem bacznie spoglądającym w przyszłość. Jak wyobraża Pan sobie nasz świat w 2117 roku?


Po pierwsze, żaden świat nie jest „nasz”. Jesteśmy tylko aktualnie panującym na Ziemi gatunkiem i powinniśmy być świadomi, że to dość chwilowy stan. A po drugie w 2117 roku być może nadal będziemy istnieć, a może nie. To dwa logiczne człony alternatywy, których faktualna weryfikacja nie ma dla mnie większego znaczenia, bo nie dożyję XXII wieku.


Zakładam, że jednak będziemy istnieć, bo choć mnie też już wtedy nie będzie, wizja Ziemi bez ludzi jest dość zimna i obca…

Czy w ramach promocji Klaunów planowane są jakieś spotkania autorskie? Gdzie będzie można spotkać się z Panem i poprosić o autograf?

Bardzo chciałbym, ale jeszcze do końca nie wiem, jakie są plany wobec mnie ze strony wydawnictwa. Autografy zawsze chętnie rozdaję. Wystarczy napisać wiadomość na moim fanpage.

Jakie są Pana plany autorskie na przyszłość? Czy zostaniemy zaskoczeni czymś poza kontynuacją Klaunów?


Czasem, żeby ochłonąć, pisuję opowiadania. Może kiedyś uda mi się wydać je razem.
Kontynuacja Klaunów zajmie mi jeszcze parę milionów znaków, więc jeszcze nie myślę, co będzie po jej skończeniu.

W takim razie pozostaje mi tylko życzyć Panu wytrwałości oraz spełnienia wszelkich zamierzeń. Jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas.

Pozdrawiam.



1 komentarz: