środa, 2 sierpnia 2017

RECENZJA: Alice - Joseph Delaney

Alice Deane. Przyszła czarownica. Córka Kościstej Lizzy oraz samego Złego i rozkwitająca miłość Toma Warda, ucznia stracharza. To na niej spoczął obowiązek odnalezienia jednej z trzech kling, zwanych mieczami bohaterów. Tylko dzięki nim da się pokonać osłabionego Złego, zaprowadzając upragniony na świecie spokój. 
Czy dziewczyna sprosta temu niełatwemu zadaniu? Jak potoczą się jej losy i czy znajdzie sprzymierzeńców w tak karkołomnej misji? O tym właśnie opowiada przedostatni tom cyklu Kroniki Wardstone, autorstwa Josepha Delaneya.
 
Jeśli czekaliście na kolejne przygody Toma i stracharza, musicie uzbroić się w cierpliwość. Autor już po raz trzeci czyni głównym bohaterem  jedną z postaci drugoplanowych. W ostatnim tomie był to Wijec, a w dziewiątym śledziliśmy losy uciekającej z głową swego odwiecznego wroga Grimalkin.  Jednak decyzja, aby tym razem opowiedzieć o zmaganiach Alice nie jest zwykłą fanaberią pisarza. Wynika ona z poprzednio spisanych wydarzeń, jeszcze bardziej zbliżając  postacie do ostatecznej konfrontacji ze złem, do czego autor szykuje nas od pierwszego tomu cyklu.
 
Tak więc dziewczyna udaje się na poszukiwania trzeciej klingi. Sztylet Posępny ma posłużyć do odprawienia niebezpiecznego rytuału, który uwolni świat od Złego. Będzie to rytuał, w trakcie którego należy poświęcić ludzkie życie i jak się okazuje, niestety musi to być życie Alice.
Przyszła czarownica udaje się więc w sam Mrok, do dotychczasowej siedziby Złego, aby wykraść spod jego tronu magiczną broń. Niestety, nie będzie to zadanie łatwe, bowiem w krainach, które odwiedzi czyhają na nią dawni wrogowie oraz najmakabryczniejsze niebezpieczeństwa, o jakich tylko można pomyśleć. Na dodatek na niekorzyść misji Alice działa sam czas, ponieważ jeśli dziewczyna będzie przebywać w Mroku zbyt długo, może już nigdy nie wrócić do świata żywych.
 
I tu zaczyna się szalony roller-coaster, który mogła wyczarować jedynie wyobraźnia tak świetnego autora, jakim jest Delaney. W Alice mamy zatem do czynienia z innymi rzeczywistościami, zakrzywioną percepcją czasu, a także rozwinięciem wątków, których nie poznaliśmy w cyklu wcześniej. Autor dopowiada też historię samej Alice, która była jej udziałem przed wydarzeniami z czasów poznania Toma.
A to wszystko sprawia, że otrzymujemy dwie rzeczy. Po pierwsze, lepiej poznajemy bohaterkę, jej zamierzenia i wreszcie (przynajmniej ja tak miałem) zaczynamy jej szczerze kibicować. Po drugie, dostajemy ciekawe uzupełnienie świata przedstawianego w serii. O Mroku mówili nam bohaterowie już od pierwszej części, teraz wreszcie możemy zobaczyć jak ten "świat" wygląda, kto i co go zamieszkuje oraz jakimi demonicznymi prawami się rządzi.
Delaney uzupełnia też historię Thorne, niedoszłej uczennicy Grimalkin, która zginęła w jednym z poprzednich tomów. To ona będzie przewodniczką Alice po nieprzyjaznej rzeczywistości, a wspólne pokonywanie niebezpieczeństw zbliży je do siebie, nie pozostawiając czytelnika obojętnym na ich dramatyczne przygody.
 
Nie ma co dłużej pisać, Alice to kolejny świetny tom Kronik Wardstone. Joseph Delaney po raz dwunasty rozsypuje na nasze głowy magiczny pył swej wyobraźni, zapraszając nas do świata strasznego, niebezpiecznego ale jednocześnie bardzo wciągającego. I jest w swej kreacji bardzo konsekwentny, dając nam stopniowe przeczucie zbliżania się do finału, nie odsłaniając jednak jeszcze wszystkich kart.
Nie jest to może tom, od którego można zacząć swą przygodę z tą serią, ale wierni fani poczują się wynagrodzeni za czas spędzony na czytaniu. Ja bynajmniej nagrodzony zostałem i namawiam Was do zrobienia tego samego.
 
Moja ocena: 5/6.
 
rys. David Galopim
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz