czwartek, 17 sierpnia 2017

RECENZJA: Batman i Harley Quinn (2017)

O rety, czemu ten film był właśnie taki? Co podkusiło Bruce'a Timma i Jamesa Kriega aby opowiedzieć w ten sposób  historię  współpracy  Batmana z Harley Quinn? Sądziłem, że mając legendarne postacie oraz niezwykły, komiksowy świat da się wymyślić coś naprawdę atrakcyjnego. Niestety, nie. Batman i Harley Quinn to animacja głupiutka, prosta i niezbyt odkrywcza.

Poison Ivy szykuje nie lada kłopoty dla całego świata. Zatroskana o losy przyrody anty-bohaterka, wspomagana brutalną siłą Floronic Mana uprowadziła podstępnie profesora Goldblooma, który zmuszony zostaje do przygotowania niezwykle niebezpiecznego specyfiku. Z jego pomocą Ivy planuje zmienić DNA wszystkich żyjących istot na Ziemi tak, aby stały się one roślinami. Na szczęście Batman i Nightwing szybko wpadają na trop knowań przestępczyni. Po krótkim śledztwie, herosi dochodzą do wniosku, że pomóc im może wyłącznie Harley Quinn, którą z Poison Ivy łączyły niegdyś dobre stosunki. Tylko czy nieokiełznana klaunica nie wyprowadzi ich aby w pole? Niestety, panowie nie mają wielkiego wyboru. Gra toczy się o zbyt wysoką stawkę.

Reżyserii animacji podjął się Sam Liu, wybierając stylistyczne podobieństwo swego dzieła do serialu Batman: The Animated Series. Niestety, w moim odczuciu nie wyszło to filmowi na dobre. Kreska, która była popularna i efektowna  ponad dwadzieścia lat temu, nie ma prawa sprawdzić się w dzisiejszych czasach. Dla zatwardziałych fanów - być może, jednak dla teraźniejszych odbiorców już niekoniecznie. Efekt nie do końca przemyślany i trochę niepotrzebny. Brak w tym wszystkim głębi, jakiegoś trójwymiarowego nasycenia. Animacja jest więc dość toporna, mocno uproszczona i nazbyt dziecinna.
Choć dynamika walk oddana została bez zarzutu, bardzo rażą sceny, w których bohaterowie wchodzą w interakcję z tłem. Za pierwszy przykład niech posłuży scena pościgu, gdzie postacie biegną szybciej niż jadące ulicą samochody. Za drugi scena, w której Swamp Thing zanurza się w bagnie. Wygląda to jakby zjeżdżał pod wodę niewidzialną windą.

Sam scenariusz jest bardzo pretekstowy, co samo w sobie nie jest może wielkim zarzutem. Po prostu nie wykorzystano dostatecznie pomysłu, aby opowiedzieć ciekawą historię. Ot po prostu, Harley pomaga Batmanowi i Nightwingowi odszukać Ivy. Później mamy walkę, pościg, a następnie znowu walkę. Wszystko przeplecione głupawymi żartami, z wymuszonym pierdzeniem w Batmobilu na czele.

Relacje pomiędzy bohaterami niestety nie wychodzą poza kino dla nastolatków, a ich postepowanie często nie przypomina tego z komiksowych pierwowzorów. Nightwing ulegający wdziękom Quinn, czy podrygujący w klubie Batman nie jest tym, co spodziewałem się tu ujrzeć.
A problem jest jeszcze jeden. Twórcy nie zdecydowali się dla kogo ma być przeznaczona produkcja i przez to sceny, w których Harley pochyla się, eksponując wciskające się w pupę majtki, kontrastują z głupiutkimi wstawkami taneczno-śpiewanymi w klubie (gdzie zresztą nasza panna też nieźle trzęsie biustem). Przez to nie wiem czy jest to film dla dorosłych czy dla dzieci, bo choć klimatycznie owszem, to jednak przez tak zaznaczoną seksualność Harley, polecałbym go co najwyżej 16-latkom.

Po napisach końcowych jest  jeszcze jedna, kilkominutowa scena. Po co ona powstała oraz co wnosi do przyszłości tytułowej postaci, tego nie wiem i nie zrozumiałem. Może Wam uda się rozwikłać tą zagadkę?...


Tak więc Batman i Harley Quinn to film, który nie został do końca przemyślany i dlatego jego treść odbija się od wszystkich możliwych narożników fabuły. Z jednej strony zbyt prostacki, z drugiej pełniący rodzaj hołdu dla klasycznego serialu, nie może zdecydować się w którą ma pójść stronę.

Jednak pomimo tego całego narzekania przyznam, że ta godzina i kwadrans nie były czasem zupełnie straconym. Udało mi się zaśmiać szczerze raz czy dwa, szczególnie w scenie, kiedy Harley nakłania Batmana do dalszego korzystania z jej pomocy (taka argumentacja mogłaby przyjść do głowy tylko szalonej kochanicy Jokera - brawo!). Przyjemnie patrzyło się jak Batman podąża śladem zagadki, jego relacja z Nightwingiem oraz potyczka z Floronic Manem też sprawiła mi sporo frajdy.
Jednak nie na taki film liczyłem. Za mało w nim było klimatu i treści, a za dużo chaosu. Szczególnie że nie spowodowała go obecność Harley.

Moja ocena: 3,5/6.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz