poniedziałek, 28 sierpnia 2017

RECENZJA: The Mist (2017)

Choć przyszło nam żyć w XXI wieku, kiedy większość zagadek naszego globu zostało już wyjaśnionych, to jednak wciąż czujemy pierwotny lęk przed specyficznymi zjawiskami przyrodniczymi i pogodowymi.  Burza z piorunami, nieprzenikniona ciemność nocy  czy gęsta mgła wciąż wywołują w nas poczucie obawy, a czasem wręcz nieokiełznany strach. Wszystko to zapewne podsycają opowieści zasłyszane w dzieciństwie. Doskonale wiedzą o tym pisarze horrorów,  uporczywie strasząc nas historiami  z dreszczykiem, gdzie nie wszystko co namacalne, musi być od razu przyjazne.
 
Zdaje sobie z tego również sprawę sam mistrz gatunku - Stephen King, autor opowiadania Mgła, na podstawie którego właśnie powstał serial telewizyjny, prezentowany w stacji Spike.
Przyznajcie to przed sobą sami - przecież najbardziej straszy nas  właśnie to, czego nie widać.  W takiej konwencji biała,  pojawiająca się znikąd i otaczająca wszystko wokół  mgła, wydaje się być idealnym tematem do wykorzystania w telewizji.
 
Christian Torpe, autor serialu The Mist, zaprosił nas do świata ogarniętego falą paniki i desperacji, kiedy tytułowa mgła pojawia się w miasteczku Bridgeville, nieodwracalnie zmieniając życie zamieszkujących je ludzi. Nikt nie wie co strasznego kryje się we mgle, faktem jest natomiast, że ci, którzy się w niej pogrążyli, nie wyszli z tego cało. O samej fabule nie ma sensu pisać wiele więcej, mamy tu po prostu kilkanaście losowo dobranych postaci. Są to rodziny, ich znajomi oraz jeszcze kilka osób, które w miasteczku pojawiły się po raz pierwszy. Jak można się spodziewać, część z nich skrywa pewne tajemnice, inni z kolei zmienią swe oblicza w trakcie rozwoju fabuły. Wyznacznikiem losu oraz przetrwania bohaterów okazuje się wspólny punkt dążenia - miejscowe centrum handlowe, gdzie schroniła się większość obywateli miasteczka (w tym żona i córka jednej z głównych postaci).

Zawsze uważałem, że serial o podobnej tematyce daje o wiele większe możliwości kreatywne niż film. Znacznie dłuższy czas trwania oraz podział na sezony, to m.in. te czynniki, które pozwalają poprowadzić barwną, wielce interesującą historię. Formuła daje też możliwość zaprezentowania nam problemu w różnych jego aspektach. Od paranoi i ludzkich obaw, poprzez strach, okrucieństwo ludzkiej natury i stopniowanie tajemnicy, aż do najbardziej oczekiwanych przeze mnie zmian formy opowieści, klimatu czy nawet ostatecznego wydźwięku całości (co umiejętnie wykorzystywali choćby twórcy serialu Lost).
 
Czy dostałem coś z tego o czym piszę? Niestety, tylko jedną rzecz. Twórcy w The Mist skupili się wyłącznie na postaciach, ukazując problematykę strachu i niebezpieczeństwa z punktu widzenia bohaterów. Przyznaję, był to udany i przemyślany krok, lecz pozbawił mnie tego, na co też bardzo czekałem - czyli przerażającego horroru z nieznaną siłą i strachami w oryginalnej formie.
Niestety łatwo spostrzec, że sprawa rozbiła się częściowo o efekty specjalne. Te pokazane w serialu są zwyczajnie słabe, prawdopodobnie stacja nie wyłożyła większej kasy i musiano radzić sobie z tym, co było. Tak więc sceny rozrywania szczęki,  przeistaczania w ćmę czy pojawienie się demonicznej istoty z mgły nie wyszły najlepiej. Z pomocą szły fragmenty, w których widzieliśmy same konsekwencje działania złowrogiej siły, lecz nie było ich aż tak wiele.
Być może z tego powodu zamaskowano powyższe braki bezpiecznym sednem historii. Oto grupa bohaterów dźwigająca swe życiowe bagaże musi zmierzyć się z nieznanym, lepiej poznając samych siebie i walcząc z niebezpieczeństwem. Dodatkowo, całość wzbogacono standardowym zarysowaniem życia w małej mieścinie. Przyjaźnie, niesnaski, ukrywana niechęć oraz niewyznane miłości - widzieliśmy to już w Amerykańskich produkcjach bardzo wiele razy.


Wszystko pod tym względem wyszło w serialu znakomicie. Gra większości aktorów stała na oczekiwanym po tego typu produkcji poziomie. Mogłem utożsamiać się z większością z nich, kibicować ich poczynaniom oraz obawiać się o ich życie. Ci źli wywoływali we mnie wstręt czy oburzenie, a ja często łapałem się na tym, jak bardzo nienawidzę przedstawionych w ten sposób, niemoralnych wyborów.
Nie dostrzegłem też zbyt wielu dziur w fabule. Jedno wydarzenie zgrabnie prowadziło do drugiego, a postacie zachowywały się tak, jak wymagała tego zaprezentowana treść. No, może poza tym, że ilekroć główni bohaterowie wychodzili w mgłę, mieli dużo większe szansę na przeżycie niż reszta postaci.
 
Niestety, moje częściowo spełnione oczekiwania nieco zawiódł sam finał sezonu, który, choć bardzo intensywny, rozczarował brakiem wyjaśnienia sedna opowieści. Po co przybyła mgła? Czym naprawdę jest? Co się kryje za jej obecnością i co lub kto może być za to wszystko odpowiedzialny?...
W serialach tego typu nie urywa się akcji w pół zdania, a raczej serwuje solidną porcję odpowiedzi, dodatkowo podsycając tajemnicę nowymi, świeżymi faktami. W zakończeniu pierwszego sezonu The Mist tego zabrakło. Oczywiście, suspens był, i to nawet nielichy, ale nie dostałem nic, co ukoiłoby rozbudzaną przez te dziesięć odcinków ciekawość. W tej kwestii serial poległ, zastanawiając mnie też, czy nie zaoferuje mi czegoś podobnego za rok. 

Czym zatem jest Mgła? Nie wiem, bo tego mi nie wyjaśniono, natomiast sam serial jest opowieścią o ludziach, którzy postawieni przed czymś strasznym i nieznanym muszą zmierzyć się z tym, co w nich najlepsze i najgorsze. Daje porządnie zbudowane charaktery, parę niepokojących twistów fabularnych, lecz w ogólnym rozrachunku nie straszy i fascynuje aż tak jak powinien.
 
Nie czytałem pierwowzoru Kinga, nie wiem zatem jak treść serialu odbija się w tamtym opowiadaniu. Mogę oceniać go  jedynie przez pryzmat tego, co widziałem. A to, co zobaczyłem było w swojej kategorii (dramatyczny thriller z elementami nadprzyrodzonymi) całkiem niezłe. Z zaciekawieniem śledziłem losy poszczególnych postaci, a tajemnica mgły zmuszała mnie nie raz do snucia własnych teorii. Być może w życiu nie można mieć wszystkiego na raz i przy takim podejściu The Mist jest nadal dobrą rozrywką. Nie idealną, ale jednak dość satysfakcjonującą. 
 
Moja ocena: 4/6.
 

1 komentarz:

  1. Super serial. Nie jestem wielkim fanem Kinga. Wcześniejsze ekranizacje Mgły też były tragicznie. Dałem szanse serialowi i bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Jest kilku cienkich aktorów, ale sama reżyseria stoi na dobrym poziomie. Polecam :)

    OdpowiedzUsuń