piątek, 22 września 2017

RECENZJA: The Lego Ninjago Movie (2017)

Filmy Lego są wciąż czymś nowym i świeżym w filmowym świecie. Dlatego dobrze, że jak na razie nie schodzą poniżej pewnego poziomu. Poziomu oczywiście wysokiego. The Lego Ninjago Movie jest już drugą w tym roku produkcją, która pojawia się w kinach. Jak wypada ten film w porównaniu do The Lego Batman Movie czy The Lego Movie? 
 
Ninjago City raz za razem najeżdża armia złego Lorda Garmadona. Plądrują miasto, niszczą, rozsypują klocki, słowem - same z nimi utrapienia. Na szczęście na straży tej pięknej, klockowej  metropolii  stoi drużyna zamaskowanych Ninja, składająca się z sześciu wybitnych jednostek, wyszkolonych przez nieocenionego Mistrza Wu. Za każdym razem gdy Garmadon zaczyna rozrabiać,  młodzi  wojownicy w swych odjechanych mechach powstrzymują jego niecne zapędy. I choć sekretne życie Ninja jest dla większości przyjaciół prawdziwym marzeniem, dla jednego z nich - Lloyda Garmadona często jawi się jako prawdziwa udręka. Co z tego, że jest uwielbianym zielonym Ninja (o czym nikt z mieszkańców Ninjago nie wie), skoro tak naprawdę znienawidzony przez wszystkich Garmadon to w istocie jego ojciec? To właśnie przez to Lloyd jest wyszydzany w szkole i w sąsiedztwie. Jedyne na czym może się oprzeć, to jego towarzysze broni. Jednak często przychodzą takie chwile, gdy i to nie wystarcza.
 
The Lego Ninjago Movie stawia  podobne pytania jak klockowy film o Batmanie. Rodzina, akceptacja, wewnętrzny spokój.  Jednak Batman jest postacią, z którą nieczęsto jest łatwo się utożsamić. Tymczasem nastoletni chłopak, który boryka się z brakiem zrozumienia w otoczeniu jest idealnym celem dla kierujących swe dzieło filmowców. Ich odbiorcą są dzieciaki, które często stykają się z podobnymi problemami co Lloyd.
Najbardziej wyeksponowanym wątkiem jest relacja ojca z synem. Garmadon, wieczny idealista dawno już zapomniał czym jest i powinna być rodzina, oddając się w nieskończoność swej chłopięcej pasji. Z drugiej strony barykady stoi jego syn. Zapomniany, czekający, gotów oddać wszystko za nauki lub ciepłe słowo ojca. Nie potrafiąc się ze sobą porozumieć, obaj ścierają się w bezsensownych utarczkach, gdzie najgorzej wypada oczywiście ten starszy. Dopiero kiedy sytuacja zmusi ich do większych interakcji, zaczną pobierać życiowe nauki, które pokażą im jak powinno wyglądać prawdziwe życie.

Sam Garmadon to bardzo ciekawa postać. Z jednej strony główny protagonista, przy dalszym poznaniu zyskuje wiele, a jego historia nie jest ani trochę szablonowa. Być może dlatego, że uosabia te cechy, które często  przypisuje się wiecznym dzieciom, naznaczonym brzemieniem Piotrusia Pana. To nieodpowiedzialny marzyciel, któremu po cichu się zazdrości, bo kto nie chciałby żyć w świecie gdzie nie istnieją żadne zasady, poza naszymi własnymi?
Doszło do tego, że w połowie filmu zacząłem mu cicho kibicować,  pragnąc jego pojednania z Lloydem tak samo ze względu na niego samego, jak i z powodu sympatii do syna. Na szczęście, jak to bywa w filmach dla najmłodszych, odpowiedzialność zapukała w końcu do drzwi Garmadona, dzięki czemu wszystko skoczyło się tak jak powinno.
 
A  w ogarnięciu tego wszystkiego przyszedł z pomocą  barwny,  wyznaczany granicami wyobraźni, klockowy świat Lego. Twórcy (Charlie Bean, Paul Fisher, Bob Logan) dobrze wiedzieli jak pokazać to, co mają na myśli, korzystając z całego dobrodziejstwa inwentarza. Poprzez humor, szybkie, doskonale przygotowane ujęcia opowiadają historię która bawi, uczy i ekscytuje.
 
Jeśli do tej pory odpowiadała Wam wizualna strona produkcji Lego, Ninjago Movie w tej materii również nie sprawi Wam zawodu. To nadal ten sam, zbudowany z klocków świat, choć nie wszystkie jego elementy wykonano tym razem z plastiku. Woda i wszelka roślinność to twory natury. Przyznam, że na początku obawiałem się o te elementy, jednak w ostatecznym rozrachunku ich obecność nie sprawiła mi żadnego problemu. Ot, po prostu spróbowano czegoś nowego. I dobrze. W The Lego Ninjago Movie po prostu dzieje się tak dużo, że nawet nie miałem czasu zwracać na to uwagi.
 
Film niezamierzenie stanął przed trudnym zadaniem. O ile poprzednie produkcje Lego całymi garściami czerpały z popkultury, w Ninjago Movie tego składnika zabrakło. Nie znajdziecie tu więc postaci z innych filmów, komiksów czy bajek. To w pełni autonomiczna opowieść, która rozgrywa się wyłącznie w wykreowanym przez siebie świecie. 
Na szczęście element świata rzeczywistego (przenikającego ten klockowy) pozostał, zaskakując mnie czymś naprawdę niecodziennym. Zresztą bardzo silnie powiązano go z fabułą. Miauzra, która okazuje się być utrapieniem o wiele większym niż sam Garmadon, wprowadzona została niezwykle pomysłowo i kreatywnie, wypełniając treść filmu w bardzo naturalny sposób. Broń ostateczna, która wywołała jej pierwszy atak, jest czymś nawiązującym do klocka oporu z The Lego Movie. Więcej nie zdradzę. Zobaczcie sami o co mi chodzi.
 
The Lego Ninjago Movie może nie jest aż tak błyskotliwym filmem jak dwaj jego poprzednicy, ale to wciąż świetna, kreatywna i pouczająca zabawa. Dla dzieciaków będzie kolejnym, mądrym, nienachalnym w swym przesłaniu filmem, dla starszych stanie się świetnie zrealizowanym oddechem od pędu dzisiejszego świata.
 
Uważam, że filmy Lego są w tej chwili czymś ciekawym i niesamowicie kreatywnym, a tak długo, jak twórcy będą mądrze posługiwali się tą formą, czeka nas wiele przyjemnych chwil.
Zatem nie czekajcie i pędźcie do kina. Ninja...Goooooo!
 
Moja ocena: 5/6.

 

2 komentarze: