czwartek, 21 września 2017

RECENZJA: Malcolm Max, tom 1 - Porywacze Ciał

Wyobraźcie sobie Londyn u schyłku XIX wieku, gdzie steampunkowy klimat przenikają tajemnice innych światów i niezwykłych tajemnic. Tu właśnie żyje i działa Malcolm Max, tytułowy bohater komiksu P. Mennigena i I. Romlinga.

Malcolm jest etatowym łowcą wampirów, działającym na zlecenie tajemniczej organizacji o nazwie Custodes Lucis (Strażnicy Światła). Zagadki detektywistyczne, w których występuje pierwiastek nadprzyrodzony to dla niego nie pierwszyzna. Tym bardziej, że za towarzyszkę ma niejaką Charismę Myskinę, najprawdziwszą półwampirzycę. Wspólnie podążają tropem wszystkiego co dziwne, niebezpieczne i nieznane.

A takich spraw jest wiele - jak choćby ta, która zaprząta ich głowy w pierwszym tomie. Londynem roku 1889 wstrząsa sensacja wykradania ciał z grobów, powiązana z tajemniczymi, brutalnymi morderstwami na kobietach.  Rozpoczęte śledztwo prowadzi parę bohaterów od miejskiego cmentarza w Londynie aż po imponujący gmach opery.  Jednak dochodzenie nie będzie proste. Malcolm będzie musiał zmierzyć się z niechęcią inspektora Blunta ze Scotland Yardu oraz trudną do zaakceptowania teorią, jakoby za zabójstwami stał Edward Darkwood. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ten seryjny morderca został stracony za swe zbrodnie ponad rok temu.

Porywacze Ciał to przede wszystkim wciągająca historia detektywistyczna. Zagadka jest interesująca, a mnogość poszlak i wydarzeń zawartych w komiksie potęguje wrażenie złożoności problemu, z którym zmaga się główny bohater. Do tego dochodzi niesamowity klimat opowieści. Londyn końca XIX wieku to miejsce fascynujące, mroczne i wręcz proszące się o to, aby umieścić w jego realiach paranormalną zagadkę kryminalną. Jeśli dodamy do tego steampunkową rzeczywistość i ciekawie uzupełniającą się parę bohaterów, uzyskamy ogólny zarys tego, czego możemy się tu spodziewać.
Warto też wspomnieć o hołdzie, jaki oddali twórcy Emmeline Pankhurts. Była ona jedną z pierwszych w historii kobiet, które walczyły o prawa równouprawnienia dla przedstawicielek płci pięknej. Tutaj występuje jako fikcyjna postać dziennikarki Fiony Punkhurst, której zabójstwo dodatkowo motywuje parę bohaterów do szybkiego odnalezienia sprawcy.

Jakkolwiek lektura Porywaczy Ciał sprawiła mi sporo frajdy, chciałbym też zwrócić  Waszą uwagę na kilka zgrzytów, które odnotowałem w czasie lektury.

Najwięcej problemu miałem z postacią Charismy. Oprócz ogólnej informacji, że jest ona półwampirzycą, nigdy nie zostały zaprezentowane jej pełne możliwości. Nie dostałem tu nic, oprócz informacji, że bohaterka może chodzić swobodnie w świetle dnia, oraz że nie żywi się wyłącznie krwią. Pomijając ten fakt, nigdy nie domyśliłbym się, że za jej postacią kryje się jakaś fascynująca geneza. Podobnie rzecz ma się z organizacją Custodes Lucis. Z komiksu dowiedziałem się tylko tego, że zleca ona Malcolmowi poszczególne zadania.
Rzuca mi się też w oczy brak ukazania historii poznania Malcolma  z Charismą. Oprócz zamieszczenia krótkiej notki o parze bohaterów z początku albumu,  autorzy nie zaprzątają sobie dłużej głowy powracania do wcześniejszych zdarzeń. A szkoda, bo choć rozumiem chęć wrzucenia czytelnika w wir akcji, to jedno lub dwa nawiązania do przeszłości rzuciłoby więcej światła na związek dwojga postaci.
Kolejną kwestią jest nadmierne rozwleczenie linii dialogowej. Już przy wstępnym wertowaniu tomu rzuciła mi się w oczy spora ilość dymków, co tylko potwierdziło się przy czytaniu. I to nie to, że ja nie lubię czytać dymków. Po prostu pewne myśli i wypowiedzi można było potraktować bardziej skrótowo. Dodałoby to treści pewnej dynamiki.  Autorzy niepotrzebnie  wzbogacili też linię narracyjną w miejscach, gdzie obrazki mówią same za siebie. Napięcie napięciem, ale czytanie o tym, co dzieje się w poszczególnych kadrach zakłóca trochę rytm poznawania historii.

Tom pierwszy Malcolma Maxa pomimo paru niedociągnięć jest jednak bardzo wciągającą i satysfakcjonującą lekturą. Przepiękne i dość szczegółowe, choć nie przesadzone rysunki współgrają z charakterem opowieści. Bohaterowie mają między sobą nić porozumienia, dzięki czemu łatwo jest się z nimi identyfikować. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że w kolejnych tomach rozszerzone zostaną wątki pochodzenia Charismy czy zasad działania Custodes Lucis.

Zagadka z Porywaczy Ciał wbrew pozorom nie jest prosta, a uważny czytelnik z pewnością wyłapie, jak wiele elementów mogących mieć jakieś znaczenie dla jej rozwiązania umieścili w fabule autorzy. Jak ostatecznie będzie, dowiem się w kolejnym tomie, bo w przypadku lektury Malcolma Maxa nie mamy bynajmniej do czynienia z jednorazową opowiastką. Wieńczący komiks suspens jest mocny i nakazuje czekać na dalsze losy detektywa ze sporą dozą niecierpliwości.

Moja ocena: 4,5/6.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz