sobota, 23 września 2017

RECENZJA: Suicide Squad, vol. 1 - Czarne Więzienie

Są takie serie komiksowe, które bez zbędnego napuszenia i patosu prezentują dokładnie to, do czego zostały powołane. Jeśli ma być dynamicznie - będzie, jeśli powinno być śmiesznie - dadzą sobie z tym radę, jeśli trzeba wywołać chaos - tak właśnie się stanie. Suicide Squad jest właśnie czymś takim. To komiks, który niczym większość filmów sensacyjnych z lat 80-tych, ma zapewnić czytelnikowi kilkadziesiąt minut niezobowiązującej rozrywki. Tylko tyle i nic ponadto. Jeśli więc oczekujecie na taką formułę i nie zniechęcicie się nią po kilkunastu stronach, Czarne Więzienie z cyklu Odrodzenie jest komiksem dla Was.

Amanda Waller to twarda, nieustępliwa baba. Niewysoka, krępa, z napuszoną fryzurą, przypomina z pewnością niejeden nauczycielski postrach z podstawówki. Pod jej pieczą znajduje się Oddział Specjalny X, sekretna komórka powołana do rozwiązywania najbardziej trudnych, delikatnych i niewygodnych spraw. Oddział Waller jest tak tajny, że sam prezydent USA dowiedział się o nim przypadkiem, dopiero podczas swej drugiej kadencji. W skład drużyny podlegającej Waller w ramach tego projektu (nazywanego potocznie Suicide Squad) wchodzą przestępcy, którzy pod przymusem nakłaniani są do wykonywania wszelkich karkołomnych zadań. Zadań, które mają na celu obronę Ameryki. Zazwyczaj są to sytuacje, których rozwiązanie może przysporzyć o wiele więcej kłopotów niż ich samo powstanie, toteż drużyna skompletowana przez Waller jest już z zasady spisana na straty. Tak więc, wyłącznie od szczęścia oraz sprytu wybrańców okaże się, czy powrócą z poszczególnych misji w jednym kawałku.

Deadshot (strzelec doskonały), Harley Quinn (nieobliczalna wariatka), Enchantress (potężna czarodziejka zamieszkująca ciało June Moone), Kapitan Boomerang (mistrz śmiercionośnych bumerangów), Killer Croc (monstrum o łuskowatej skórze) i Katana (wojowniczka z zaklętym mieczem). To właśnie oni pod przywództwem porucznika Ricka Flaga wyruszą na tereny Rosji, aby odnaleźć i odzyskać tajemniczy obiekt, który spadł w okolicach Morza Łaptiewów. Nie mają innego wyjścia. Każda próba niesubordynacji lub ucieczki zaowocuje odpaleniem niewielkiego ładunku, który zawczasu umieszczono w ich głowach.
Szaleństwo, spryt, nieprzejednanie. Siła, determinacja i gniew. Emocje niejeden raz wezmą górę, kiedy sytuacja wyda się bez wyjścia. Czy nauczą się działać razem, a może ryzyko zadania zwyczajnie ich przerośnie?...

Początek komiksu przedstawia nam genezę trzonu Legionu Samobójców oraz ich pierwszą, krótką misję w Chinach. Philip Tan i Rob Williams narracyjnie wyjaśniają o co będzie toczyć się gra, dzięki czemu w dalszej części komiksu możemy podążać ku samemu sednu wydarzeń, które stanowią trzon tej opowieści.

Szybka akcja, niewybredny humor i ciekawe postacie to podstawowe atrybuty Czarnego Więzienia. Suicide Squad jest komiksem, który pokazuje, że nawet pozornie niedobrane osobowości, w obliczu zagrożenia mogą nauczyć się ze sobą współpracować. Nie liczy się pragnienie jednostki, tu na piedestale ustawiono wyłącznie nadrzędny cel. Do tego postacie skonstruowane są tak, że choć na pewno nie czujemy do nich sympatii, ich wszelkie relacje interesują nas równoznacznie z opowiadaną historią.

Co równie ciekawe, Czarne Więzienie wzbogacono o dodatkowe, krótkie historyjki przedstawiające wcześniejsze losy głównych bohaterów. Zabieg ten sprawdził się znakomicie poprzez umiejętne skondensowanie najważniejszych elementów danej historii i ciekawemu doborze poszczególnych twórców (J. Fabok, G. Frank, C. D'Anda, S. Williams). Jednak przy tej okazji niezamierzenie ucierpiało sedno głównej fabuły, która wydaje się być przez to opowiedziana nazbyt szybko. Gdyby nie to, że akcja w Rosji urywa się tak nagle, moje poczucie satysfakcji byłoby o wiele większe.

Rysunkami w tym tomie zajął się m.in. Jim Lee, od lat uważany za ikonę wśród ilustratorów komiksów DC. Jego grafiki są świetne, choć w porównaniu do rzeczy, które robił jeszcze pięć lat temu nie wypadają już tak oszałamiająco.

Czy zatem polecam Suicide Squad vol. 1?
Tak. To dobry, prosty i niezwykle energetyczny komiks, który nie udaje czegoś, czym nie jest. Brak mu może jakiegoś poważniejszego zawiązania akcji, większego spisku otaczającego całą wyprawę (na te rzeczy przyjdzie czas później), ale w to miejsce oferuje radosną rozwałkę w wykonaniu niecodziennych, często drugoplanowych postaci z DC.
Jeśli więc szukacie krótkiego oddechu od mrocznych, wielowątkowo skonstruowanych opowieści, Czarne Więzienie będzie dla Was całkiem miłą przerwą. No i pewnie zechcecie sięgnąć po drugi tom.

Moja ocena: 5/6.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz