poniedziałek, 4 września 2017

RECENZJA: Żywe Trupy, tom 26: Do Broni

"Życie, życie jest nowelą...", śpiewa artysta w czołówce nigdy nie kończącego się serialu wyświetlanego w małym, telewizyjnym pudełku. Aż chciałoby się powiedzieć, że to samo dotyczy pewnego komiksu, którego akcja z założenia ma dziać się tak długo, jak to tylko możliwe. Piszę tu oczywiście o serii komiksowej Żywe Trupy (The Walking Dead), którą wymyślił i do dziś tworzy Robert Kirkman wraz z Charliem Adlardem, Stefano Gaudiano i Cliffem Rathburnem.

Na  komiks ten trafiłem zupełnie przypadkiem (tzn. dostałem go kiedyś w prezencie - to był tom 5: Najlepsza Obrona) i gdyby nie to, sam nie wiem kiedy zainteresowałbym się tą historią. Pewnie dopiero przy okazji premiery serialu TV, ale to już raczej zwykłe gdybanie. W każdym razie, Żywe Trupy to nieustannie (już około 8 lat) moja wielka pasja, a na każdy nowy tom czekam jak na Gwiazdkę.
Taurus Media uraczył nas właśnie dwudziestą szóstą częścią  losów Ricka Grimesa i jego licznej grupy ocalałych z zombie-apokalipsy. Co strasznego wydarzyło się tym razem u naszych bohaterów?...

W Do Broni obserwujemy naturalne konsekwencje tego, co wydarzyło się w poprzedniej części. Szeptacze nadal zagrażają bohaterom, a Rick natchnięty przez Negana żywiołowo realizuje nową politykę postępowania. Jak się szybko okaże, napięcie, któremu w ten sposób pozwolił się rozwinąć, słusznie odwraca uwagę od jego osoby, ale mocno szkodzi innym. Dwight przewodzi w szkoleniu grupy w posługiwaniu się bronią, Carl usamodzielnia się coraz bardziej bez opieki ojca, a Maggie ze swoją grupą powraca na Wzgórze. Gdyby nie fakt, że Eugene nawiązał łączność przez radiostację z przedstawicielką kolejnej grupy ocalałych, ten tom byłby śmiertelnie nudny. Na szczęście nie jest. A dlaczego? Bo tam gdzie nuda, tam zawsze można liczyć na wujka Negana!

Muszę to napisać, ale chyba dopiero ta część  ukazuje (w większej części) jak wspaniale skonstruowaną postacią jest Negan. Zdradzę Wam teraz tylko tyle, że ten cwany skurczybyk wreszcie ucieka z aresztu. Czy miał jakąś pomoc, co zrobił po wyswobodzeniu i co zamierza, przekonacie się już sami. W każdym razie to jego postaci twórcy poświęcają drugą połowę tego wydania. I robią to nad wyraz dobrze!

Negan zawsze był typem człowieka, który działał według własnego, ścisłego kodeksu. Wiele osób z jego otoczenia nie potrafiło go zrozumieć, ale charyzmą i dosadnością swych okrutnych czynów umiał zjednać sobie bardzo liczną rzeszę ludzi. Nigdy nie zatracił świadomości tego, co chce osiągnąć, a choć nie poznaliśmy do tej pory jego historii sprzed końca świata, mroczne przyciąganie tej postaci udziela się czytelnikowi za każdym razem, gdy pojawia się ona na rysunku.
Tak samo jest i tym razem. Negan realizuje swój własny plan, a robi to tak sprytnie, że potrafi ograć prawie każdego przeciwnika. Gdyby żył w realnym świecie, z pewnością byłby politykiem lub prezesem jakiegoś globalnego konsorcjum. Tymczasem w swym rysunkowym świecie jawi się jako wywołujący grozę, ludzki magnes oraz ta postać, którą "kochamy nienawidzić". Potrafi dostrzec w ludziach cechy, których oni sami nie zauważają, a później brutalnie wykorzystać je przeciw nim samym.
Wyczuwam też, że Kirkman ma jeszcze lepszy pomysł na tego bohatera, co zapoczątkował właśnie w tym tomie. Sugeruje to samo zakończenie oraz małe wspomnienie z przeszłości Negana, które po raz pierwszy pojawia się właśnie tutaj. Jeśli więc dobrze odczytuję zamierzenia twórców, w kolejnych tomach będzie go jeszcze więcej i stanie się to jeszcze ciekawsze.

Rysunki w Do Broni nie odbiegają od tego, do czego przyzwyczaiła nas  seria. Realizm połączony z klarowną  szkicowością kadrów współgra z mrocznym wydźwiękiem historii. Czarno-białe kadry tak samo dobrze oddają efekt wydarzeń za dnia, jak i w nocy.

Czy zatem 26 tom Żywych Trupów to wyłącznie Negan? W zdecydowanej większości tak. I wierzcie mi na słowo, ponieważ ze względu na doskonały rys psychologiczny tego niemoralnego antybohatera, czytając Do Broni bawiłem się lepiej, niż podczas lektury dwóch poprzednich tomów.
Robert Kirkman nadal ma kilka interesujących pomysłów na swoją opowieść, i choć zauważalne są pewne niedociągnięcia w kwestii napięcia w historii, to Negan swym amoralnym stylem życia zagwarantował wysoki poziom tego wydania.
I w takich właśnie chwilach przypomina mi się to, co mówiła mi kiedyś Babcia: "W życiu nie należy bać się potworów, tylko wyłącznie złych ludzi."
I dlatego Żywe Trupy wciąż tak dobrze się czyta.

Moja ocena: 5/6.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz