sobota, 21 października 2017

RECENZJA: Człowiek z Magicznym Pudełkiem (2017)

Pół roku temu zastanawiałem się  dlaczego w Polsce nie kręci się fantastyki. Na szczęście dla mnie i całej reszty wyczekujących, wreszcie pojawiło się małe światełko w tunelu. Tym promykiem nadziei jest najnowszy film Bodo Koxa - Człowiek z Magicznym Pudełkiem.

Ten futurystyczny obraz opowiada historię pewnego człowieka - Adama (Piotr Polak), który w nieznanych okolicznościach utracił pamięć. Mężczyzna znajduje zatrudnienie w firmie, która odpowiada za utrzymanie czystości w wieżowcu, należącym do pewnego koncernu. Tam poznaje jedną z pracownic wyższego szczebla - Gorię (Olga Bołądź), z którą zaczyna go łączyć specyficzna więź. W tym samym czasie Adam odkrywa w wynajmowanym przez siebie mieszkaniu stare radio, emitujące przedziwne głosowe przekazy. Dręczony przez niecodzienne wizje, jakich doświadcza przy odbiorniku, wkrótce zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, co może być prawdziwym powodem jego amnezji, oraz, że tak naprawdę pochodzi z zupełnie innej rzeczywistości.

Bodo Kox w Człowieku z Magicznym Pudełkiem tworzy bardzo interesujący i dość mroczny świat. Warszawa roku 2030 to miasto brudne, zaniedbane, a jednocześnie przepełnione skomputeryzowaną nowoczesnością. Ludzie spędzają życie pochłonięci wyłącznie swoimi sprawami, nie umiejąc nawiązać bezpośredniego kontaktu z otoczeniem, nieustannie pędząc za polepszeniem swego statusu. Zewsząd otaczają  ich reklamy, wirtualna rzeczywistość oraz specjalnie skomponowane, energetyczne posiłki. W takim właśnie miejscu rozkwita znajomość Adama i Gorii. Co ciekawe, na wstępie nic jednak tego nie zapowiada. Już od pierwszych wspólnych scen widzimy, że ich związek jest skazany na porażkę. Wskazuje na to przynależność do innych światów, a także wzajemny stosunek bohaterów. Jednak dzięki silnemu pierwiastkowi fascynacji oraz niezastąpionej potrzebie bliskości, parze udaje się mimo wszystko umocnić swą relację. Nie w pełni zdając sobie z tego sprawę, obdarzają się wielkim uczuciem, które w ostatecznym rozrachunku staje się tak samo dziwne, jak wszystko co ich otacza. Gdy Goria dowiaduje się, że Adam zapadł w tajemniczą śpiączkę, w pełni zdaje sobie sprawę ze swych uczuć i próbuje znaleźć sposób na jego wybudzenie.

Film opowiada swoją historię w sposób oszczędny, przepełniony sprytnie dobranymi sugestiami. To produkcja mówiąca o miłości, lecz nie tylko. Drugim elementem jest zagadka Adama. Reżyser nie rzuca widzowi w twarz gotowych odpowiedzi. Stopniowo, wręcz dyskretnie odkrywa elementy układanki, jednak w większej części odpowiada na wszelkie pytania samym obrazem. Człowiek z Magicznym Pudełkiem to swoisty przykład lirycznej fantastyki, gdzie emocje bohaterów i obraz służą za najlepszą narrację.
Oprócz pary bohaterów, na wspomnienie zasługuje też niejaki Bernard (Sebastian Stankiewicz), kolega Adama z pracy. To bardzo dobrze zagrana postać, która ciekawie uzupełnia najbliższe otoczenie głównych postaci, dodając pewien komiczny i zarazem dość niepokojący aspekt. Sceny z jego udziałem rozjaśniają mrok opowieści, choć koniec końców nie wszystko okaże się tu takie, jak można by się tego spodziewać.


Bodo Kox odcisnął na tym obrazie swe wyraźne piętno. Od samego początku czuje się, że jest to dzieło w pełni autorskie, niepowstałe na skutek nacisku producentów czy wytwórni. W całym tym pochmurnym świecie czasem da się spostrzec mały żarcik, co tylko pokazuje, że reżyser na każdym etapie powstawania filmu był w pełni świadomy swego celu.
Człowiek z Magicznym Pudełkiem to nie jest film, który można oglądać z rodziną przy obiedzie. Tu trzeba się minimalnie wyciszyć i dać porwać przedstawianej opowieści, uważnie wnikając w jej specyficzną strukturę.
Film korzysta z pewnych klasycznych wzorców, widzianych już w mniej budżetowych produkcjach z tego gatunku, jednak niczego nie kopiuje, starając się zebrać wszystkie te elementy we własną, spójną całość.

Mam pełną świadomość, że polska fantastyka nigdy nie będzie przedstawiana i produkowana tak jak na Zachodzie. Może to i dobrze. Ten film pokazuje, że nie trzeba 100 mln dolarów budżetu, aby stworzyć dobrą, futurystyczną opowieść. Jeśli miałbym od czasu do czasu otrzymać produkcję tak ciekawą i dopracowaną na wielu płaszczyznach jak ta, byłbym naprawdę bardzo zadowolony. Czego sobie i Wam serdecznie życzę.

Moja ocena: 5/6.
 

3 komentarze:

  1. "Ten film pokazuje, że nie trzeba 100 mln dolarów budżetu, aby stworzyć dobrą, futurystyczną opowieść. Jeśli miałbym od czasu do czasu otrzymać produkcję tak ciekawą i dopracowaną na wielu płaszczyznach jak ta, byłbym naprawdę bardzo zadowolony" - podpisuję obiema rękami!

    OdpowiedzUsuń
  2. Film jest super, taki inny od tych, które serwują nam polscy reżyserzy w kinach!Polecam gorąco :))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Też tak oceniłem ten film. Brakowało mi czegoś takiego w polskim kinie i się doczekałem :)

    OdpowiedzUsuń