wtorek, 28 listopada 2017

RECENZJA: Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni, tom 1 - Prawo Sinestro

Inwazja komiksów  Odrodzenie DC  trwa na całym świecie w najlepsze. Także w Polsce możemy cieszyć się wieloma tytułami z tej linii wydawanymi przez Egmont. Do owego zacnego grona dołączyła właśnie seria o Halu Jordanie i Korpusie Zielonych Latarni. Choć dotąd zdecydowanie bliżej było mi do przygód Simona Baza i Jessiki Cruz, opisywanych w zeszytach Green Lanterns, kiedy tylko nadarzyła się okazja sięgnięcia po zbiorczy zeszyt z historiami Hala, z prawdziwą chęcią zagłębiłem się w lekturze.
 
Korpus Zielonych Latarni przepadł bez śladu. Ich przywódca, Hal Jordan, po okryciu się niesławą i kradzieży prototypu broni Lanternów  poddał się jej złowieszczemu działaniu. Tymczasem, na głównych strażników Wszechświata wyrósł niebezpieczny Korpus Sinestro, którego poplecznicy posługują się żółtym światłem strachu. Ich władza zagraża wszystkim światom tym bardziej, gdyż Sinestro zawiązał pakt z sektą Sakrament, która obiecała mu zwiększenie mocy strachu.  Kiedy  wzmocniony siłą  Parallaxa Sinestro planuje poszerzyć swe wpływy, Hal postanawia uwolnić się od zgubnego działania Rękawicy Krony. Jeśli mu się to uda, sam jeden stanie przeciwko przytłaczającej sile przeciwnika. A co, jeśli jest choć cień szansy na to, że Zielone Latarnie jednak powrócą?...
 
Większość komiksów z Odrodzenia jest pisanych w ten sposób, że nawet ta część z Was, która niespecjalnie orientuje się w wielowątkowym świecie bohaterów DC, nie powinna mieć problemów z rozpoczęciem czytania poszczególnych serii.
Nie inaczej jest z Halem Jordanem i Korpusem Zielonych Latarni. Choć historia tego bohatera jest długa i skomplikowana, Prawo Sinestro możecie czytać bez strachu o bycie przytłoczonym ciężkim bagażem poprzednich wydarzeń. Wszystkie niejasności zostały tu wyjaśnione na początkowych stronach historii oraz bezpośrednio w trakcie jej trwania.

 
Bardzo dobrze, że tak się stało, bo wydarzeń w pierwszym tomie jest naprawdę bez liku. Cała narracja historii została podzielona na kilka niezależnych części, przy czym każda dzieje się w nawiązaniu do pozostałych. Z jednej strony mamy Hala Jordana i jego powrót do światła Latarni, z drugiej obserwujemy Thaala Sinestro, za wszelką cenę próbującego osiągnąć wszystkie niezrealizowane cele. W kontraście do tych sytuacji obserwujemy powrót Korpusu Zielonych Latarni i ich pierwsze decyzje. Dodatkiem do dwóch głównych bohaterów są postacie Soranik oraz niepokornego Guy'a Gardnera.
 
Scenariusz Roberta Vanditti jest napisany pomysłowo, wydarzenia prą do przodu nie rozmieniając się na drobne, a wyraziści bohaterowie uzupełniają historię swą niepowtarzalną charyzmą. Nie ma tu niepotrzebnych wątków, a ewentualne pytania, które pozostają chwilowo bez odpowiedzi, z pewnością doczekają się swego rozwiązania w kolejnych tomach serii.

 
Prawdziwą ucztą dla oczu są w tym tomie rysunki. Prace Rafa Sandowala oraz Ethana Van Scivera to istnie wybuchowa mieszanka. Graficy nie tylko rewelacyjnie prezentują czytelnikowi wszystkie niezbadane, obce światy, ale robią to też szalenie dynamicznie i z niezaprzeczalnym przepychem.
Wierzcie mi na słowo, Prawo Sinestro to taka lektura, podczas której nie jeden raz będziecie musieli zatrzymać się na moment, aby dłużej poprzyglądać się poszczególnym kadrom. To, co tam się wyprawia, to prawdziwe bogactwo stylu i szczegółów. Ale czemu się tu dziwić, skoro w komiksie obcujemy z pięknem nieznanych światów, wspomaganym nieskrępowaną fantazją autorów?
 
Pierwszy tom Hala Jordana i Korpusu Zielonych Latarni to lektura, która przypadnie do gustu przede wszystkim wielbicielom odległych galaktyk i nieszablonowych pomysłów. Znajdziemy tu ciekawe, zadziorne postacie, przemyślany scenariusz oraz emocje, a także niezłą przygodę.
Jeśli nie lubicie wydumanych, przesyconych kolorami i szczegółami historii, ostrzegam - trzymajcie się od Prawa Sinestro z daleka. Jednak gdy takie klimaty nie są wam obce, zakładajcie zielone pierścienie i zabierajcie się do czytania. Przygoda czeka!
 
 
Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękuję wydawnictwu Egmont. 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz