wtorek, 21 listopada 2017

RECENZJA: Hidden (2015)

Czasami zdarzają się takie filmy, które od razu trafiają na rynek DVD/Blu-ray. Nie wiedzieć czemu, wytwórnie nie pokładają w nich wielkich nadziei, bądź też nie są w stanie w  danej chwili sprostać wymogom na promocję tytułu. Przykładem takiej produkcji jest właśnie dzieło Braci Duffer (The Stranger Things), zatytułowane Hidden (Ukryci).

Film nie pojawił się w dystrybucji kinowej, zaczynając i kończąc swój żywot na sklepowych i domowych półkach. I wielka to szkoda, ponieważ w porównaniu z resztą historii  spod szyldu grozy, Hidden jawi się w ostatnich latach bardzo świeżo i dość oryginalnie.

Dzieło Rossa i Matta Dufferów opowiada historię trzyosobowej rodziny, ukrywającej się w przeciwatomowym bunkrze pod powierzchnią ziemi. Ojciec (Alexander Skarsgard), matka (Andrea Riseborough) i ich córeczka Zoe (Emily Alyn Lind) zmuszeni są przebywać w tak niekomfortowym otoczeniu, ponieważ na powierzchni ziemi grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo.
Odmierzając czas poprzez wycinanie kresek na spróchniałym drewnie oraz żywiąc się pokarmem z puszek, nieustannie drżą ze strachu przed Wdychaczami, niezwykle groźnymi i tajemniczymi istotami, z którymi spotkanie grozi  niechybną śmiercią. Czy kiedykolwiek uda się im wyjść z ciemnego schronu i odnaleźć bardziej komfortową kryjówkę?...

Hidden to film nastawiony na powolną, spokojną narrację, gdzie groza stopniowana jest niespiesznie, w miarę upływu seansu. W pierwszej połowie mamy okazję poznać sytuację bohaterów, to jak sobie radzą i co muszą poświęcić, aby nie zwariować w klaustrofobicznym, nieprzyjaznym otoczeniu. Informacje o zdarzeniach, które doprowadziły ich do ukrycia, dawkowane są również bardzo skromnie, przez co uczucie niepokoju udziela się także widzowi.

Film stawia na portretowanie bohaterów i ich relacji, z czego obronną ręką wychodzą postacie Ray'a i Zoe. W zasadzie już od pierwszych scen widzimy, że więzi ojca z córką  są  bardzo głębokie. Wspólne pokonywanie strachu, zapewnianie się o poczuciu bezpieczeństwa oraz panowanie nad emocjami jest tu rozegrane bardzo realistycznie.


Druga połowa opowieści zbiera żniwo zasiane w pierwszych kilkudziesięciu minutach seansu.
Akcja nabiera tempa, a fabularne rozwiązania ujawniają coraz więcej okoliczności, w jakich znaleźli się nasi bohaterowie. Niczym po nitce do kłębka, poprzez pogoń za szczurem, aż do wywołania niekontrolowanego pożaru, sytuacja całej rodziny ulega dramatycznej zmianie. Obawa przed wykryciem zmusza ich do wyjścia na zewnątrz, a w rezultacie do konfrontacji z tym, czego tak bardzo się boją. I nagle okaże się, że zabezpieczony łańcuchami właz niekoniecznie musi dać im realne schronienie.

W tym momencie mamy już do czynienia z konkretnymi odpowiedziami, choć tak naprawdę nie wszystkie wybrzmią tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Na tym właśnie polega kunszt twórców, że nie starszą nas pokazaniem potwora, ale na utwierdzaniu nas w przekonaniu jak bardzo jest straszny.
Nie zamierzam zdradzać kluczowych elementów fabuły, ale zwrot akcji w ostatnich 20-stu minutach Hidden jest dodatkowym plusem, sprawiającym, że o produkcji nie mogę wypowiadać się inaczej, niż w samych superlatywach.

Są tu oczywiście drobne błędy i wpadki, jak choćby kwestia pustej puszki z brzoskwiniami, słabsza rola matki Zoe czy pewne niezaplanowane dłużyzny. Są one jednak do wybaczenia, bo film daje nam nowatorskie, dość ambitne spojrzenie na ograne już do granic możliwości historie o próbie przeżycia w postapokaliptycznym świecie.

Hidden jest zatem świetnie opowiedzianą, mroczną historią, która stawia przede wszystkim na klimat oraz więzi pomiędzy bohaterami. W drugiej połowie wynagradza fanom horroru długie oczekiwanie na coś strasznego, oferując zaskakujący finał oraz kilka kluczowych wyjaśnień.

Jeśli tak jak mnie, nużyło Was straszenie pewnego klauna ze zbyt wieloma rzędami zębów, a w kinie grozy stawiacie na napięcie oraz zaskoczenie, Hidden z pewnością przypadnie Wam do gustu.
To opowieść, która zapada w pamięci na dłużej niż jeden wieczór, udowadniając, że jej twórcy zasłużenie uwielbiani są za swe kolejne dzieło, czyli serial The Stranger Things.
Naprawdę, gorąco polecam.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz