piątek, 15 grudnia 2017

RECENZJA: Gwiezdne Wojny - Ostatni Jedi (2017)

Odkąd dwa lata temu pozostawiliśmy Rey stojącą przed Lukiem na wyspie Anch-To, oczekiwania i wszelkie spekulacje rosły  proporcjonalnie do upływającego czasu. Kim jest ta dziewczyna? Czemu Luke odszedł? Co zrobi Kylo Ren i jak to wszystko potoczy się dalej?...
Minęły 24 miesiące i już znamy odpowiedzi na (przynajmniej) część z tych pytań. Ostatni Jedi przynosi nowe przygody, ekscytujące wątki, a przede wszystkim tą niepowtarzalną magię, która trwa na świecie nieprzerwanie już od 40-tu lat.

VIII epizod zaczyna się dokładnie tam, gdzie zakończyło się Przebudzenie Mocy. Walka z Najwyższym Porządkiem, która wydawała się częściowo wygrana, rozpoczyna się na nowo z nieznaną dotąd siłą.
I to w zasadzie wszystko, co mogę napisać o filmie. Konstrukcja tego obrazu, napisanego i wyreżyserowanego przez Riana Johnsona skomponowana została tak, że każda próba przedstawienia  większego  zarysu fabuły, poskutkuje zdradzeniem bardzo  istotnych szczegółów.
Aby tego uniknąć, pozwólcie, że od razu przejdę do wyrażenia mojej opinii o tej produkcji. Zresztą i tak tego głównie oczekujecie.

Ostatni Jedi to bardzo nierówny, a także dość ciężki do oceny film. Z jednej strony otrzymujemy dzieło będące kontynuacją wątków z Przebudzenia Mocy, natomiast z drugiej, twórcy pokusili się o pewne radykalne zmiany względem stylu całej serii. I to z pewnością podzieli fanów Sagi, ja na szczęście znalazłem się w grupie, która najnowszą historię jak najbardziej docenia. I choć Ostatni Jedi zdobył moje serce, jestem świadomy pewnych zgrzytów, jakie niesie ze sobą ta produkcja.

Wielka zmiana polega na skierowaniu fabuły w rejony do tej pory nie eksplorowane. Dzieje się to zarówno w szerokim spektrum całości, jak i w rozwiązaniach poszczególnych, nawet króciutkich scen. Dzięki temu Ostatni Jedi bardzo mocno zaskakuje. Tu  nie możemy spodziewać się tego co zazwyczaj. Kiedy już przeczuwamy jak potoczy się dana scena, całość robi nieoczekiwany zwrot w przeciwnym kierunku. Dzięki temu film nabiera nowej jakości, udowadniając, że w Gwiezdnych Wojnach sporo można zmienić, a narrację poprowadzić tak, aby nieustannie cieszyła i zdumiewała.

Najważniejszym elementem filmu jest relacja pomiędzy Rey (Daisy Ridley), Kylo Renem (Adam Driver) i Lukiem (Mark Hamill). Gra aktorska wraz z istotą oddziaływania tych postaci na siebie, robi kolosalne wrażenie. Ostatni Jedi to film prezentujący swą historię poprzez wzajemne relacje tych bohaterów. Ich walka, zmagania i uczucia napędzają obraz, dostarczając nam najwyższej jakości wrażeń. Sądzę, że wiele z tych scen przejdzie do historii cyklu, jeśli nie do historii kina w ogóle.
Wspaniale wybrzmiewa wewnętrzna walka Kylo, żal i stan emocjonalny Luke'a, oraz próba odnalezienia się w tym wszystkim Rey. Co najważniejsze, sedno tych scen wybrzmiewa doskonale bez względu na otaczające je tło efektów specjalnych.

A te są jak zawsze imponujące. Połączenie efektów praktycznych z magią komputera po raz kolejny zbudowało świat, który jest tak daleki od tego co widzimy na co dzień, jak to tylko możliwe. I choć czasem da się wyczuć tą nutę sztuczności, wszystko maskuje sama historia, która jest sednem opowieści.

Niestety, chęć nadania  Ostatnim Jedi  nowej jakości poskutkowała kilkoma zgrzytami, które jeśli nie podzielą fanów, to na pewno sprawią, że odbiór filmu jak nigdy przedtem będzie zależał od indywidualnych preferencji widzów.

Najbardziej istotny jest czas trwania filmu. Podarowano nam najdłuższą historię cyklu, która mogłaby jednak być znacznie krótsza, gdyby zrezygnowano z kilkunastu scen oraz jednego lub dwóch, niezbyt istotnych dla całości wątków.
Poszczególne elementy fabularne, a nawet poczucie humoru, tak charakterystyczne dla tej serii, nie zawsze działają tak jak powinny. W wielu przypadkach odniosłem wrażenie, że coś było robione na siłę, tylko po to, aby usatysfakcjonować oddanych fanów. Ja oddanym fanem jestem na pewno, lecz sporo z tych zagrań na mnie nie podziałało.
Rozczarowałem się również na polu wyjaśnień pewnych zagadnień, które pozostawały niejasne już od poprzedniej części. Film skupia się za mocno na przedstawianiu świata oraz postaci tu i teraz, nie próbując nawet wedrzeć się w ich szerszą historię. Dlatego też spora ilość pytań stawianych tuż przed premierą nadal pozostaje bez wyjaśnienia. Zaledwie części z nich domyślimy się z kontekstu.


Wracając do kwestii nowych pomysłów, należy zwrócić uwagę na kilka istotnych rzeczy.
Ostatni Jedi jak żaden poprzedni film z  Sagi (wyłączając Rogue One) pokazuje wnętrze rebelii. Zawsze stanowiła ona tło dla działań głównych bohaterów, jednak tym razem, dzięki udziałowi postaci takich jak Poe Dameron (Oscar Isaac), Finn (John Boyega) czy Rose (Kelly Marie Tran) możemy przyjrzeć się, jak wygląda trud walki z punktu widzenia zwykłych pilotów czy żołnierzy. Znajdziemy tu sceny, które na pewno nie oddają klimatu filmów wojennych, ale świetnie przedstawiają istotę walki i poświęceń dużo lepiej, niż miało to miejsce w Nowej Nadziei czy Imperium Kontratakuje.
Znajdziemy  tu  też postacie i wątki, które z powodzeniem kontynuowane będą  w serialach, komiksach i książkach. To już chyba taka tradycja Gwiezdnych Wojen, że niejeden bohater, który pojawił się choć na chwilę w filmie, odnajdywał swój byt w pozostałych mediach. No i w wyobraźni fanów, oczywiście.
Cieszy mnie też nienachalny wątek miłosny. Kogo dotyczy i jak się rozwija, będziecie musieli przekonać się już sami.


Ostatni Jedi jest więc filmem, który jak żaden ze swych poprzedników, na wielką skalę wprowadza nowe, innowacyjne elementy. Odbywa się to kosztem trwania filmu, specyficznego balansu fabuły i równowagi samego obrazu. Wychodzi on jednak z tej walki w pełni zwycięski, choć z niejedną raną, która latami będzie omawiana przez wszystkich oddanych fanów.

VIII epizod pomimo eksponowanego ładunku emocjonalnego i fabularnego pokazuje, że cykl Gwiezdnych Wojen może i powinien wciąż się rozwijać. Nie musi to być wyłącznie cechą produkcji pobocznych, takich jak Rogue One czy Solo. W końcu nie chcemy przecież ciągle oglądać tego samego.

Mógłbym jeszcze długo pisać o tym co było, a czego zabrakło w Ostatnich Jedi, jednak prawda jest taka, że Moc jest i tak silna w tej produkcji.
Gwiezdne Wojny to cykl, który jak żaden inny angażuje wszystkich widzów, dając im zabawę, fascynację i niezliczone wzruszenia. Na ponad dwie godziny zabiera nas do odległej Galaktyki dawno, dawno temu, i choć każdy z nas oceni tą podróż inaczej, na pewno jeszcze nieraz tu wrócimy.
I wierzcie mi na słowo: za każdym razem będzie warto.

 

1 komentarz:

  1. Bo to bardzo ambitne kino, skłaniające do przemyśleń. Widzowie oczekiwali kolejnego kina akcji, a dostali coś świeżego. Świat Star Wars został zachwiany, całe status quo upadło i to z głośnym hukiem. Mi się podobało :D Pewnie, jest kilka dziur fabularnych i niepotrzebnych wątków, ale w podsumowaniu zawsze będę zachwycać się tym filmem ;)

    OdpowiedzUsuń