czwartek, 7 grudnia 2017

RECENZJA: Kaldera - John Flanagan

Kaldera to siódmy tom cyklu Drużyna, autorstwa Johna Flanagana. Akcja wszystkich części rozgrywa się w świecie znanym z serii Zwiadowcy. Niestety, jak dotąd nie dane mi było zapoznać się z uniwersum stworzonym przez autora, toteż z pewną obawą sięgnąłem po najnowszy tom przygód Hala Mikkelsona i jego przyjaciół.
Okazało się, że moje obawy były bezpodstawne. Drużyna to jeden z tych cykli, gdzie ciężar poprzednich tomów nie jest zbyt odczuwalny, a czytelnik może śmiało rozpocząć swą przygodę nawet od poniższej części.
 
Kaldera jest typową przygodową powieścią młodzieżową, rozgrywającą się w świecie Skandii. Opowiada o losach ludu berserków, ich wyprawach, zwyczajach i troskach.

John Flanagan nie lubi  tracić cennego czasu i  już od pierwszych stron wrzuca czytelnika w wir wydarzeń. 
Fabuła rozpoczyna się, gdy jeden z bohaterów, Stig, przygotowuje się do wielkiego turnieju w Hallasholm. Zawody mają  wyłonić najwaleczniejszego wojownika Skandii. Nieoczekiwanie, którejś nocy  na progu jego domostwa pojawia się  dawno niewidziany ojciec. Mężczyzna przed wielu laty opuścił rodzinę, hańbiąc imię swoje i żony, a teraz wraca błagać syna o pomoc. Okazuje się, że Olaf, będący szefem cesarskiej straży w Byzantos, mocno naraził się swej władczyni. W czasie jego niedyspozycji, piraci pod wodzą niebezpiecznego Myrgosa uprowadzili młodego następcę tronu.
Teraz wszystko zależeć będzie od dobrej woli jego syna oraz reszty drużyny Czapli. Hal, Thorn, Lydia, Stig i pozostali, wyruszają w tajemnicy na niebezpieczną wyprawę nie wiedząc jeszcze z czym przyjdzie się im zmierzyć. Tymczasem Stig liczy po cichu na lepsze poznanie z ojcem.
 
Już od pierwszych stron rzuca się w oczy przystępny sposób pisania Flanagana. Autor umie zainteresować czytelnika mnogością wydarzeń, nie tracąc czasu na zbyt długie opisy. Postacie zostały wykreowane dość starannie, z wieloma z nich czytelnik jest w stanie złapać swoistą więź. Akcja powieści przenosi się dynamicznie z miejsca na miejsce, jednak wszystkie zwroty akcji zaplanowane zostały tak, aby nie zdezorientować odbiorcy.
 
Tym, co  zrobiło na mnie szczególne wrażenie,  jest  spora ilość żeglarskich przygód. Jak już wspomniałem we wstępie, nie czytałem wcześniej Drużyny, a jakoś nie przyszło mi do głowy, że większość wydarzeń będzie działa się na wodzie.
I absolutnie nie traktuję tego za minus! Wręcz przeciwnie, jestem bardzo zadowolony z takiego obrotu spraw. Opisy pościgów czy walk pomiędzy statkami są napisane tak dobrze i wciągająco, że na tych fragmentach szczególnie trudno było mi oderwać się od lektury. I choć autor posługuje się wieloma żeglarskimi termianami, wszystko jest dość jasne i ani trochę nie utrudnia czytania.
 
Jeśli miałbym wskazać jakieś minusy, z pewnością będą nimi charaktery bohaterów. Nie chodzi mi o to, że są mało wyraziste, tylko o to, że poszczególne postacie nie przechodzą w czasie przygód żadnej przemiany. Rozumiem, że Kaldera jest siódmą częścią serii i pewnie niejedno już zostało tu powiedziane, ale akurat w tym tomie nie udało mi się tego doświadczyć. Związki uczuciowe stoją w miejscu, a relacja Olafa z synem, która powinna być głównym psychologicznym motywem książki, wybrzmiewa bardzo słabo. 
 
Tak czy inaczej, najnowsza część Drużyny jest powieścią zgrabną, lekką i angażującą. Znajdziemy tu wiele emocjonujących wydarzeń, różnorodne postacie oraz ciekawy świat. I choć nie będzie nam dane doświadczyć  klasycznych motywów fantasy, to zaprezentowane uniwersum jawi się wystarczająco konkretnie i pomysłowo.
Kaldera na pewno nie rzuci Was na kolana, sprawiając, że zapomniecie o wszystkich dotychczasowych lekturach. Za to na pewno miło spędzicie z nią czas. A przecież w dobrej powieści przygodowej głównie o to chodzi.
 
 
Za udostepnienie książki do recenzji dziękuję wydawnictwu Jaguar.
 
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz