niedziela, 3 grudnia 2017

RECENZJA: Paper Girls, tom 1 (B. K. Vaughn, C. Chiang)

Inspiracja latami 80-tymi w popkulturze trwa  w najlepsze. Ogromna popularność serialu Stranger Things czy sukces kasowy (mocno średniego) remake'u To, utwierdzają nas w przekonaniu, że tamten czas dla dzisiejszego pokolenia 40-latków był  czymś bardzo szczególnym.
 
Kolejną cegiełką w tym murze inspiracji i pochwał jest seria komiksowa autorstwa Brina K. Vaughana i Cliffa Chianga. Komiks Paper Girls zbiera to, co charakterystyczne dla nowopowstałego trendu, podając to na swój własny, zakręcony, a co najważniejsze, niepowtarzalny sposób.
 
Seria opowiada o losach nastoletniej  Erin  i jej trzech koleżanek, które poznają się w Halloweenową noc  końca lat 80-tych, podczas rozwożenia gazet na przedmieściach miasteczka Stony Stream. I nie byłoby w tym nic specjalnie dziwnego, gdyby nie fakt, że wokół dziewczyn dość szybko zaczynają rozgrywać się dość niepokojące wydarzenia. I nie chodzi tu bynajmniej o napotkanie  łobuzów ze szkoły, czy nagłą kontrolę patrolu policji.  Sytuacja robi się dziwna od chwili zauważenia trzech nietypowo przebranych postaci, oraz odkrycia tajemniczej maszyny w piwnicy jednego z opuszczonych domów. A jeśli dodamy do tego szereg niewyjaśnionych zniknięć mieszkańców okolicy, oraz burzę z różowymi piorunami, od razu będzie widomo, że nasze bohaterki staną u progu niezapomnianej przygody.
 
W pierwszym tomie Paper Girls objawia się niezwykle złożona historia, która jest nadzwyczaj wciągająca, ale przede wszystkim świetnie rozpisana na gruncie relacji pomiędzy bohaterkami.
Taka jest bowiem jedna z podstawowych zasad pisania dobrych opowieści. Postacie, z którymi mamy do czynienia, muszą wypadać naturalnie i autentycznie, a przy tym sprawiać wrażenie pewnej bliskości z czytelnikiem. Ten zabieg udał się w tym komiksie doskonale. Bohaterki posługują się trafiającym do odbiorcy, zwyczajnym językiem. Do tego zostały wykreowane tak, że ich losy wciągają i angażują nas emocjonalnie.
 
 
Taka kreacja postaci współgra idealnie z niepokojącymi wydarzeniami, których jesteśmy świadkami. A tych mamy naprawdę bez liku. Nie będę ich tutaj wyliczał, wystarczy to co napisałem powyżej. Wierzcie mi jednak na słowo, chwil na oddech będzie naprawdę niewiele.
Choć komiks urywa się w najbardziej interesującym momencie, widać wyraźnie, że całość jest zaplanowana dość skrupulatnie i w przyszłości dostarczy mi wielce oczekiwanych odpowiedzi. Przy ponownej lekturze Paper Girls odkryłem całą sieć pomysłów, które (choć może na pierwszy rzut oka tego nie widać) nie pozostawiają żadnych zbędnych wątków.
 
Ciekawym zabiegiem było połączenie atrybutów lat 80-tych z samą treścią opowieści. Tak więc oprócz ubiorów, kasetowych walkmanów czy rozmów o komputerach, mamy tu scenę snu, związaną z telewizyjnymi grami wideo.  Celowo jest ona integralną częścią opowieści, tworząc jeden z najbardziej udanych żartów w całym komiksie.
Z rzeczy, które szczególnie zwróciły moją uwagę, muszę wskazać niezrozumiały język, jakim posługują się Heck i Naldo.  Mam  teorię,  że został on zapisany według pewnego klucza. Gdyby tylko dało się dopasować poszczególne litery do symboli, na pewno otrzymalibyśmy kompletne dialogi pomiędzy tymi postaciami (oczywiście w j. angielskim).
 
 
Na przykładzie Paper Girls widać też wyraźnie różnicę sposobu publikowania komiksów w USA, w stosunku do Zachodniej Europy. Amerykanie rozpisują całą historię na okazałą liczbę comiesięcznych zeszytów, które później ukazują się jako wydania zbiorcze. Tymczasem, na starym kontynencie poszczególne tomy mają bardziej zamkniętą strukturę, prezentując w miarę  kompletne opowieści, połączone jedynie wspólną tematyką.
Dlatego właśnie poczucie niedosytu po przeczytaniu powyższego tomu jest tak ogromne. Komiks kończy się nieomal w pół zdania, a ja, biedny czytelnik muszę teraz skręcać się z bólu aż do premiery kolejnej części. Niefajnie, Panie Vaughn, niefajnie... ;-)
 
Rysunki wykonane przez Cliffa Chianga są dość specyficzne. Ich celowa kanciastość oraz swoista umowność, paradoksalnie nadają poczucia realizmu całej historii. To jednak nie wszystko, ponieważ te same cechy uzupełniają scenariusz wszechobecną nutką niepewności.
Kadry są klarowne, dość szczegółowe, a na dodatkową pochwałę zasługuje mimika oraz ogólny wygląd postaci. Każda emocja, gest czy ruch oddane zostały w przemyślany i doprecyzowany sposób.
 
Paper Girls to komiks, który spodoba się przede wszystkim sympatykom niesamowitych historii z dreszczykiem. Dla urealnienia całej opowieści autorzy umieścili w niej bardzo ludzkie postacie, co w ogólnym rozrachunku czyni z lektury bardzo wciągającą rozrywkę.
Dla wielbicieli nutki nostalgii przyprawionej niepowtarzalnym science-fiction oraz wciągających treści jest to pozycja obowiązkowa. A reszta też niech przeczyta. W końcu, co Wam szkodzi?...

 
Komiks Paper Girls został wydany przez  Non Stop Comics.

 

1 komentarz: