piątek, 26 stycznia 2018

RECENZJA: Batman - Gotham w Świetle Lamp Gazowych (2018)

Legenda Kuby Rozpruwacza - nieuchwytnego zabójcy kobiet lekkich obyczajów, który terroryzował Londyn u schyłku XIX wieku do dziś rozbudza wyobraźnię wszelkich twórców popkultury. Nic więc dziwnego, że ta niewyjaśniona zagadka co jakiś czas powraca w takiej czy innej formie artystycznej, aby przerażać, zastanawiać oraz zmuszać nas do stawienia czoła własnym lękom.

Brian Augustyn oraz Mike Mignola w 1989 roku byli tak zauroczeni mitem londyńskiego rzeźnika, że poświęcili mu krótkie wydanie komiksu o Batmanie, w którym to Mroczny Rycerz żył i działał w czasach słynnego zabójcy. Ich dzieło uznane zostało za tzw. Elseworld, czyli wersję świata alternatywnego DC (kilkanaście lat później określonego mianem Ziemi-19).

W tym roku Warner Bros wraz z DC Universe postanowili przenieść historię wspomnianych panów na ekran domowych telewizorów. Tak powstała animacja Gotham w świetle lamp gazowych, wyreżyserowana przez Sama Liu do scenariusza Jamesa Kriega.
Niestety, pomimo mojej wielkiej miłości do komiksów DC, pierwowzór powyższej produkcji pozostaje mi nieznany, dlatego też swoją opinię wyrażam wyłącznie na podstawie tego co zobaczyłem. Optymistycznie zakładam jednak, że animacja jest dość wierną ekranizacją komiksu, ponieważ nie zauważyłem w filmie żadnych udziwnień, jakie miały miejsce w niedawnej ekranizacji Zabójczego żartu.

Twórcy animacji przenoszą nas do wiktoriańskich czasów przemysłu parowego, gdzie widok sunących po nieboskłonie sterowców jest typowym obrazem codzienności. Właśnie w takim otoczeniu w mieście Gotham rozpoczynają swą działalność dwie ukrywające się w mroku nocy postacie.
Jedną jest mężczyzna przebrany za nietoperza, który sieje postrach wśród rzezimieszków i oszustów, drugi to zabójca kobiet, dokonujący swych zbrodni z niezwykłą precyzją i okrucieństwem. Ich ścieżki wkrótce się skrzyżują, a ukryty pod przebraniem nietoperza detektyw będzie zmuszony rozwiązać zagadkę Kuby Rozpruwacza nie tylko ze względu na własną misję, ale też po to, aby oczyścić swe dobre imię z fałszywych oskarżeń. Jego nieoczekiwanym sprzymierzeńcem okaże się charyzmatyczna Selina Kyle, słynna artystka estradowa.
Oczywiście, jak to w historiach z Batmanem bywa, nie wszystko w Gotham okaże się takie, jakim się wydaje i nie każda postać działać będzie według spodziewanych przez widza zasad.

Gotham w świetle lamp gazowych warto zobaczyć ze względu na nowatorskie potraktowanie historii Mrocznego Rycerza oraz samą legendę Kuby Rozpruwacza. To dwa niewątpliwe atuty filmu, które mogą przyciągnąć przed małe ekrany nie tylko wiernych sympatyków Batmana.
Znane z kart komiksów postacie, takie jak Poison Ivy, komisarz Gordon, Hugo Strange czy Harvey Dent ożywają tu w zupełnie innej epoce. Stroje, sposób zachowania czy ich motywacje to coś, czego wyłapywanie będzie wielką frajdą dla fanów Nietoperza. Laicy natomiast, z pewnością złapią się na wciągającą kryminalną zagadkę, która pełni tu rolę głównego magnesu fabularnego.


Historia Kuby Rozpruwacza została przedstawiona w animacji bardzo pomysłowo. O ile w prawdziwym dochodzeniu dotyczącym londyńskiego mordercy do dnia dzisiejszego nic nie jest oczywiste, w Gotham w świetle lamp gazowych otrzymujemy nie tylko wyjaśnienie całej zagadki, ale również pełną motywację działań zabójcy. Dodane zostały też liczne elementy, które w rzeczywistych zdarzeniach nie miały racji bytu.
Oczywiście nie zdradzę, kto zyskał w mieście Batmana miano słynnego zabójcy, lecz wiedzcie, że rozwiązanie tajemnicy jest równie ciekawe co szokujące.

Niestety, sporym minusem animacji jest sama postać Batmana. Jeśli ktoś nigdy nie słyszał o Człowieku-Nietoperzu, z filmu nie dowie się wiele o jego przeszłości ani motywacjach. Po macoszemu potraktowano cały sens krucjaty Wayne'a, znacznie bardziej skupiając się na jego życiu prywatnym (co ma pewien sens w przedstawieniu związku bohatera z Seliną Kyle). Wielka to szkoda, bo przedstawienie ideologii Batmana w kontekście sensu działania Kuby Rozpruwacza dodałoby filmowi niebagatelną warstwę psychologiczną.
Na szczęście związek Bruce'a z Seliną to jeden z lepszych elementów produkcji. Dobrze zbudowano psychikę obu postaci, a ich wzajemne relacje są bardzo zajmujące od samego początku do końca. Mamy tu chemię, ciekawą nić porozumienia oraz romans, czyli wszystko, czego dojrzały widz oczekuje po obecności tej pary bohaterów na ekranie.

Choć Gotham w świetle lamp gazowych jest produkcją dla młodego widza, znajdziemy tu sporo przemocy. Nie dominuje ona większości scen, jednak w kilku z nich brutalność Kuby Rozpruwacza przedstawiono dość dosadnie. W USA film dostał kategorię wiekową "R", dzięki czemu widzowie poniżej 17-go roku życia mogą oglądać go wyłącznie w towarzystwie dorosłych.

Sama animacja jest utrzymana w stylu, do którego Warner zdążył nas już przyzwyczaić. Nie jest to produkcja zachwycająca nowoczesną techniką i z pewnością wiele rzeczy dałoby się tu zrobić znacznie lepiej, lecz sympatycy animowanej kreski z lat 90-tych nie powinni być zawiedzeni.

Znacznie lepiej wypadli aktorzy użyczający głosów postaciom. Bruce Greenwood, Jennifer Carpenter, Chris Cox czy Anthony Head dali swym bohaterom wiele głębi i charakteru. Zresztą nie od dziś wiadomo, że animacje DC pod względem doboru aktorów stoją na bardzo wysokim poziomie.


Gotham w świetle lamp gazowych do film, który nie ustrzegł się kilku niedociągnięć, lecz poprzez interesujące potraktowanie świata Batmana oraz legendy Kuby Rozpruwacza jest z pewnością godny polecenia. Zagadka mordercy jest niezwykle ciekawa, bohaterowie przemawiają do odbiorcy, a mroczny i niebezpieczny klimat filmu wynagradza z nawiązką spędzony czas.

Dla sympatyków Mrocznego Rycerza i kryminałów z gatunku noir to pozycja warta rozważenia, reszta z Was musi podjąć decyzję sama. Tak czy inaczej, to jedna z ciekawszych animacji DC Universe, która pojawiła się w ciągu kilku ostatnich lat.

3 komentarze:

  1. Niezła recenzja. Uważam, że "Gotham w świetle Lamp Gazowych" jest zdecydowanie lepszą kreskówką niż dwa poprzednie filmy animowane z Batmanem w tytule. Czerpałem niesamowitą przyjemnośc z oglądania tego filmu.
    Pomimo głównego wątku w filmie zostało pododawanych bardzo dużo elementów, których w komiksie nie było. Sam trzon jest podobny, ale inna osoba okazuje się być Kubą Rozpruwaczem w filmie a inna w oryginale. Uważam, że to dobrze, bo zarówno te osoby co czytały komiks, jak i te które go nie czytały, dostają element zaskoczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jednak było tu coś więcej! W sumie mogłem się tego domyślić, bo komiks miał chyba niecałe 60 stron. Mimo wszystko dodatkowe elementy dobrze współgrają z całością, nie wywołując wrażenia dodanych na siłę (czego nie można było powiedzieć o historii Barbary, wciśniętej do wstępu wspomnianego powyżej Zabójczego Żartu).

      Usuń
  2. Widziałem ostatnio trailer, spodobał mi się. W sumie treści komiksu nie pamiętam więc chyba będzie okazja połączyć dwie przyjemności: obejrzeć niezła animację i przypomnieć sobie całkiem przyzwoitą opowieść komiksową.

    OdpowiedzUsuń