środa, 3 stycznia 2018

RECENZJA: Harley Quinn, tom 1 - Umrzeć ze Śmiechem (DC Odrodzenie)

Harley Quinn to taka postać, którą się lubi albo nienawidzi. Na szczęście wśród fanów komiksów  przeważa ta pierwsza grupa, ponieważ przygody panny Quinzel śledzimy w najróżniejszych mediach już od ponad 25-ciu lat. Ostatnimi czasy ześwirowana psycholog i dawna dziewczyna Jokera przeżywa jednak drugą młodość, a to głównie za sprawą komiksów autorstwa Amandy Conner i Jimmiego Palmiottiego (film o Legionie Samobójców, pomimo świetnej roli Margot Robbie taktownie pominę).
 
DC Odrodzenie przyniosło nam dalsze przygody Harley, rozpoczęte i z przytupem kontynuowane w serii New 52 (Nowe DC Comics).
Tym z Was, którzy niekoniecznie śledzą komiksowe poczynania bohaterki przypomnę, że Harley nie zajmuje się już sianiem chaosu w Gotham. Teraz, jako (prawie) grzeczna dziewczynka pełni funkcję dumnej właścicielki odziedziczonej kamienicy na  Coney Island w Brooklynie. Swój czas dzieli pomiędzy pracą w domu opieki, wsparciem własnej drużyny mścicielek i zawodami na wrotkarskim ringu walki.
 
Oczywiście HQ nie byłaby sobą, gdyby każda rzecz jakiej się podejmie nie skończyła się totalnym zamieszaniem, rozróbą i ogólną katastrofą. Lecz na tym właśnie polega jej urok. To, oraz bardzo specyficzny humor (często dosadny czy wręcz niesmaczny) czyni serię czymś bardzo unikalnym na ogólnoświatowym rynku komiksów. Oczywiście, trzeba też lubić takie klimaty.
Mnie ujmują w niej przede wszystkim szalone pomysły pary autorów, które balansują pomiędzy łamaniem praw fizyki oraz dobrego gustu. Na szczęście jestem w tej grupie, której taki rodzaj abstrakcji sprawia wiele frajdy, mocno zapadając w pamięć.

 
W Umrzeć ze Śmiechem Harley czekają trzy przygody.
Pierwsza zmusi ją do obrony swej dzielnicy i przyjaciół przed niespodziewaną plagą zombie. No cóż, czasami tak bywa, gdy  beztroscy mieszkańcy  spożyją hot-dogi z parówek, które zawierały ciało zmielonego kosmity. Nasza Świrunia będzie miała okazję wyżyć się fizycznie, ale też uratować jednego ze swych nowych znajomych - Red Toola, wystrzeliwując go ze sratapulty w kierunku pobliskiego szpitala.
 
W drugiej historii Harley wraz z członkinią swego gangu uda się do Bombaju, gdzie zmierzy się z niebezpiecznym robotem oraz zakończy działalność zarządzanego przez mafię call center.
 
Lecz to wszystko nic, bo dopiero finałowa historyjka to prawdziwy rock'n'roll!
Aby zemścić się za śmierć swego ulubionego listonosza, HQ wraz z grupą swych oddanych przyjaciół (Wielki Tony, Jajko i Red Tool) podejmie próbę zdemaskowania grupy przestępców tworzących punkrockowy zespół. Sprawa jest poważna, bowiem w działania grupy zamieszany jest syn senatora. Szykująca się do muzycznej jazdy po bandzie Harley nawet nie przeczuwa, że jej sprytny plan zakłóci misterne działania pewnej nieprzyjemnej postaci z Gotham...

 
Rysunkami w Umrzeć ze Śmiechem zajęli się Chad Hardin, John Timms i Joseph M. Linsner. Ostatni z nich tworzy jednak zbyt szablonowe grafiki, które nijak mają się do klimatu przygód tytułowej bohaterki. Na szczęście dwaj pozostali artyści po raz kolejny stanęli na wysokości zadania, zapewniając wizualny przesyt i zabawę, absolutnie niezbędne w przypadku powyższego tytułu.
 
Pierwszy tom Harley jest świetną okazją do zapoznania się z jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci świata DC. Jeśli wcześniej tego nie zrobiliście, możecie śmiało sięgać po ten komiks, bo pomimo wydanych już sześciu tomów w ramach  New 52, fabuła nie wymaga ich znajomości. Pierwszy rozdział sprawnie wprowadzi Was w akcję,  po czym będziecie mogli  bez przeszkód odbyć dalszą część tej zwariowanej podróży.
 
Jeśli lubicie przygody Świruni, do Umrzeć ze Śmiechem nie trzeba Was będzie zachęcać. Natomiast ci, którym do gustu nie przypadły te historie, niech omijają komiks z daleka. Czytanie go sprawi, że będziecie śmiać się z najgłupszych rzeczy na świecie, a  to  mogłoby  brutalnie  zniszczyć  Wasze poukładane życie sprawiając, że w tak bezpretensjonalny sposób stracicie cenny czas. ;-)
 
 
Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękuję wydawnictwu Egmont.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz