wtorek, 30 stycznia 2018

RECENZJA: Komiksy Star Wars Kolekcja, tom 3 - Klasyczne Opowieści 3

Kolejny tom Kolekcji Komiksów Star Wars przynosi ciąg dalszy zbioru historii zebranych pod wspólnym tytułem A long time ago. W tej serii znalazły się opowieści obrazkowe ze świata Gwiezdnych wojen wydawane bezpośrednio po premierze IV epizodu sagi.
O poprzednich tomach kolekcji możecie przeczytać tu i tu. Jeśli macie to już za sobą, przejdźmy od razu do rzeczy.

Autorami najnowszego wydania są Archie Goodwin i Chris Claremont (scenariusz) oraz Carmine Infantino, Bob Wiacek i Steve Leialoha (rysunki). Zarówno pod względem ilustracji jak i treści, album utrzymuje poziom podobny do dwóch poprzednich tomów.

W warstwie fabularnej dzieje się tu naprawdę wiele. W Klasycznych opowieściach 3 otrzymujemy kilka krótszych historii, które za sprawą związków przyczynowo-skutkowych układają się w większą, powiązaną ze sobą całość.

Album rozpoczyna finał historii rozgrywającej się na stacji Koło. Kolejną część stanowi opowieść o pewnej misji Obi-Wana, którą opowiada Luke'owi Leia. W następnych powraca pół-android Valance, pałający nienawiścią do Skywalkera za sympatyzowanie ze swoimi robotami.
Oczywiście, pojawiają się też nowi antagoniści. Jednym z ciekawszych jest baron Tagge, niewidomy witruoz miecza świetlnego, który za cel obrał sobie zdyskredytowanie Dartha Vadera. To właśnie mroczny Lord Sith jest odpowiedzialny za ślepotę barona. Tagge skrycie dąży do zniszczenia sojuszu rebeliantów, aby wkupić się w łaski Imperatora.
Jedną z ciekawszych części jest opowieść o wizycie Luke'a i Lei na górzystej planecie Marat V, zamieszkanej przez skrzydlaty lud S'Kytri. Autorzy pokazują w niej dobitnie, że Gwiezdnym wojnom gatunkowo jest często bliżej klimatom fantasy niż klasycznemu science-fiction.


Poziom wszystkich historii zawartych w tym wydaniu podyktowany jest czasem, w którym powstały. Nie są to zawiłe fabuły z wielowymiarowymi postaciami, a jedynie zwykłe opowieści, pełne przygód oraz nieszablonowych postaci. Dzieje się tu dużo i ciekawie, co w większej części decyduje o archaicznym uroku całości.

Najfajniejsze podczas lektury są dla mnie chwile, kiedy mogę wyłapać liczne ciekawostki, smaczki czy niezgodności z aktualnym kanonem serii. Także w tym tomie znalazłem kilka interesujących przykładów.

W pierwszym rozdziale (Ucieczka w furię) Luke używa Mocy, aby przenieść swą wściekłość do umysłu ścigającego go Vadera. Jakby na to nie patrzeć, chłopak właśnie posłużył się nieświadomie ciemną stroną Mocy. Kto jak kto, ale Obi-Wan byłby bardzo niezadowolony...
W szóstej części (Co słychać u Jabby?) znów pojawia się słynny gangster ścigający Hana Solo. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że postać ta z wyglądu zupełnie nie przypomina Hutta znanego z VI epizodu sagi. Tak samo Jabba był też przedstawiany w pierwszym tomie kolekcji.
W przedostatniej historii (Pojedynek orłów) powtórzono błąd z Nowej nadziei, w/g którego ojciec Luke'a i Vader byli dwiema różnymi osobami. Jak wynika z opowieści patriarchy Aragha, na planetę Skye przybyły niegdyś trzy osoby. Jedną był Obi-Wan, pozostałymi dwoma byli jego uczniowie. Jeden z nich zabił poźniej swego Mistrza, natomiast miecz drugiego odziedziczył Luke. Oczywiście kanon ustawił tą wersję we właściwy sposób, lecz w świetle późniejszego tłumaczenia Obi-Wana o odmiennym punkcie widzenia, przedstawiona relacja wydaje się jeszcze bardziej bez sensu.
Kolejnym smaczkiem jest pojawienie się (Powrót na Tatooine) lądowego transportera imperialnego, który nigdy nie był pokazywany w filmach. Niby nic, lecz pojazd ten na mały ekran powrócił w pełnej chwale dopiero w pierwszym sezonie serialu Rebelianci. Oczywistym staje się więc, skąd swe pomysły czerpali twórcy produkcji.

Na osobną uwagę zasługuje niezmienne ukazywanie głównych bohaterów w tych samych strojach. Biorąc pod uwagę ich najróżniejsze misje oraz stałe ukrywanie się przed Imperium, mały kamuflaż byłby z pewnością bardzo przydatny. No, ale pewnie takie były odgórne wytyczne dla twórców komiksu...

Jeśli lubicie klimat komiksów z lat 70-tych ubiegłego wieku wraz z ich charakterystyczną kreską, tom trzeci Kolekcji Komiksów Star Wars na pewno sprawi Wam sporo frajdy. Dla oddanych fanów Gwiezdnych wojen będzie też okazją do zapoznania się z popkulturową historią cyklu.
I to jest tu chyba najważniejsze, ponieważ gwiezdna saga zmieniała i rozwijała się na przestrzeni ostatnich dekad niejednokrotnie. Warto pójść tą ścieżką, aby dostrzec jej wszystkie transformacje.


Za udostępnienie tomu kolekcji do recenzji dziękuję wydawnictwu DeAgostini.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz