poniedziałek, 12 lutego 2018

RECENZJA: Komiksy Star Wars Kolekcja, tom 4 - Klasyczne Opowieści 4

Czwarty tom Kolekcji Komiksów Star Wars przynosi nam ciąg dalszy historii spod szyldu A long time ago, znanej również jako Klasyczne opowieści.
To oczywiście najstarsze komiksowe przygody w uniwersum Gwiezdnych wojen jakie kiedykolwiek powstały. Pierwotnie publikowano je od premiery Nowej nadziei, aż do chwili gdy Powrót Jedi zagościł w amerykańskich kinach. Ich tematem była adaptacja wszystkich filmów klasycznej trylogii, a także przedstawienie losów bohaterów rozgrywających się pomiędzy produkcjami z cyklu.
Poprzednie trzy tomy opisywałem na blogu w minionych tygodniach (tom 1, tom 2, tom 3), upewnijcie się więc żeby przeczytać moje wrażenia, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.

Autorem scenariusza do wszystkich jedenastu rozdziałów Klasycznych opowieści 4 jest Archie Goodwin. Rysunkami zajęli się Carmine Infantino, Gene Day, Michael Golden oraz Al Williamson.
O ile graficy wywiązali się ze swojej pracy na znanym już z poprzednich wydań poziomie, to praca A. Goodwina najwyraźniej przeszła pewną interesującą metamorfozę.

Całość dzieli się na trzy wyodrębnione segmenty. Pierwszy jest kontynuacją wątków znanych z ostatniego tomu, drugi opowiada krótką, dość nietypową dla Gwiezdnych wojen historię, natomiast trzeci to początek komiksowej adaptacji Imperium kontratakuje.
Luke, Leia, Han i Chewbacca znów stają naprzeciw mrocznej siły Lorda Sith - Dartha Vadera oraz mściwej rodziny Tagge. Zakładają bazę na mroźnej planecie Hoth, a rodzeństwo Skywalkerów robi sobie nieplanowaną wycieczkę poza układy galaktyki, prosto do nieprzyjaznej i niezamieszkanej próżni.

W Klasycznych opowieściach 4 moją uwagę najbardziej zwrócił znaczny postęp, jaki wykonał od swych ostatnich prac scenarzysta. Przedstawione historie są tu wyraźnie uporządkowane, bohaterowie ukazani zostali pełniej, a ich motywacje i decyzje stają się bardziej dojrzałe. Nie ma tu już wszechobecnego, radosnego chaosu, który często dominował poprzednie części. Co najważniejsze, sama treść stała się bardziej mroczna, przemyślana i ciekawa. Być może A. Goodwin w czasie pisania scenariusza miał już pewne wytyczne jak potoczy się akcja nadchodzącego Imperium kontratakuje i postanowił nakierować klimat komiksu w stronę nowego, poważniejszego stylu.

Prawdziwą gwiazdą tego tomu jest jednak Darth Vader. Mroczny Lord Sith stał się wreszcie postacią jaką możemy kojarzyć z dużego ekranu. To świetny wojownik, mściwy strateg i opanowany zabójca. Przede wszystkim jednak Vader stał się też spiskowcem, który pociąga za wszystkie sznurki aby dopaść młodego Skywalkera i zniszczyć nastające na jego pozycję rodzeństwo Tagge. Czytanie finału tej historii będzie prawdziwą frajdą dla każdego fana Star Wars.

Ciekawie prezentuje się też krótka miniaturka Jeźdźcy w próżni. To nietypowa dla kanonu Gwiezdnych wojen opowieść science-fiction, gdzie zarówno rysunki jak i scenariusz odstają od tego, co prezentowano do tej pory w klasycznej serii.

W tym tomie nie udało mi się wyszukać zbyt wielu ciekawostek i niezgodności.
Najciekawszą jest chyba scena, w której Vader używa potęgi Mocy, aby omamić Luke'a podczas walki na miecze świetlne. Tworzy wówczas na zmanipulowanym Ormanie Tagge swój hologram i dopiero po zadaniu ciosu przez Luke'a, baron odzyskuje swój normalny wygląd. Warto odnotować, że zdolność ukazywania sylwetki za pomocą Mocy zobaczyliśmy dopiero w Ostatnich Jedi.
Kolejną niespodzianką jest wersja scenariusza do Imperium kontratakuje, która jest identyczna z tą, jaka pierwotnie została napisana na potrzeby filmu. Znajdziemy tu niespodziewany atak śnieżnych wamp na bazę Rebeliantów na Hoth. Szkoda, że ze względu na ówczesne ograniczenia budżetowe, nie mogliśmy nigdy zobaczyć tego zdarzenia w filmie.
Pewnym minusem jest graficzne przedstawienie Mistrza Yody. O ile na bliższych kadrach jego postać wygląda poprawnie, to na dalszych narysowany jest bardzo dziwnie. Ma za długie nogi i często jest mniejszy niż być powinien.

Rysunki w Klasycznych opowieściach 4 to mieszanka trzech, nieco różniących się od siebie stylów. Szczególnie do gustu przypadły mi prace M. Goldena oraz A. Williamsona. Pierwszy z nich kreuje odmienną jakość w klimacie komiksu z początku lat 80-tych, a drugi utrzymuje realizm potrzebny przy przeniesieniu filmowego obrazu na potrzeby adaptacji.

Czwarty tom Kolekcji Komiksów Star Wars jest moim zdaniem najciekawszy z dotychczasowych. Dostajemy bardziej przemyślaną, wciągającą historię, a także ciekawe rysunki oraz postacie, które wreszcie bardziej rozpoznajemy z filmowych wersji.
Jeśli nie byliście dotąd przekonani o słuszności zapoznania się z tą serią, być może teraz zmienicie zdanie. Warto znać historię komiksów Star Wars i dlatego dobrze przeczytać te wydania, nawet jeśli początkowo mogą wydawać się bardzo archaiczne.












Za udostępnienie tomu kolekcji do recenzji dziękuję wydawnictwu DeAgostini.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz