wtorek, 20 lutego 2018

RECENZJA: Batman, tom 2 - Jestem Samobójcą

Po wydarzeniach z poprzedniego tomu - Jestem Gotham, Batman przyjmuje propozycję Amandy Waller i udaje się na wyspę Santa Prisca. Jego celem jest wydostanie z łap Bane'a Psychopirata, który jest jedyną osobą mogącą powstrzymać nasilające się ataki paniki Gotham Girl.
Batman jest jednak ostrożny, wie jak niebezpiecznym przeciwnikiem jest Bane, dlatego też montuje własną ekipę śmiałków. Nie jest to jednak Liga Sprawiedliwości ani drużyna Nietoperza z Gotham. Tym razem Gacek na swych kompanów wybiera kilku pacjentów z Azylu Arkham. Do grupy udającej się na wyspę dołącza Scarface, Bronze Tiger, Jewelee, Punch i Catwoman.
Ich misja nie będzie łatwa, bowiem Bane używa zdolności Psychopirata do sobie tylko znanych celów...

Zanim dostąpiłem możliwości zapoznania się z tą historią, słyszałem wiele niezbyt pochlebnych opinii o pisanym do niej scenariuszu. Ja już tak mam, że jeśli ktoś mówi, że coś jest złe, to od razu zakładam, że nie musi mieć racji. Zagłębiłem się więc w najnowszą przygodę Batmana i... wcale nie było tak najgorzej.

Opowieść przedstawiona w Jestem samobójcą jest przemyślana, wszystkie wątki mają swój początek i koniec, a mnogość postaci nie przeszkadza w odbiorze całości. Każdy ma tu konkretną rolę do odegrania. Ogólnie Tom King spisał się więc dobrze, kreując przygodę, która wzbogaca nowe losy Nietoperza. Co więc poszło nie tak jak powinno?

Zaznaczmy to sobie od razu: nie jest to komiks, który ukazywałby Batmana jako wielkiego detektywa. Jest on tu przedstawiony jako pociągająca za wszystkie sznurki figura, która z góry wie, czego w danej chwili może się spodziewać. I na tym przeświadczeniu buduje swój sprytny plan.
Choć wiem, że takie potraktowanie sprawy może nie przypaść do gustu niektórym czytelnikom, ja podstęp Nietoperza kupiłem bez większego zgrzytu. Od zwracania uwagi na jego nielogiczną bezbłędność powstrzymywały mnie liczne sceny akcji i bogata galeria postaci. To właśnie umiejętności zbieraniny indywiduów towarzyszącej Batmanowi zapewniły powodzenie jego planu. Gacek okazał się naprawdę niezłym strategiem, wiedząc kto i co w danym momencie może zrobić. Czy taka kreacja scenarzysty pozwoli Wam zaakceptować tą historię, musicie już ocenić sami.

Jak to czasem bywa, diabeł tkwi w szczegółach. Dlatego chcę zwrócić uwagę na pewne elementy, które pomimo dobrego odbioru całości przeszkadzały mi podczas lektury.

Najbardziej uderzyły mnie słowa Batmana, które ten niejednokrotnie kierował pod adresem Bane'a. Czytałem wszystkie przygody Nietoperza w New 52 (których cykl Odrodzenia jest kontynuacją) i nigdzie nie znalazłem powodu, dla którego Batman miałby nawiązywać do złamania kręgosłupa Bane'owi (historię z filmu Powrót Mrocznego Rycerza z oczywistych względów odrzucam). Jest to prawdopodobnie metafora, której kilkakrotne wyrażenie mogłoby podnieść dramatyzm komiksu. Jeśli jednak identyczne zdanie pada w historii nieskończoną ilość razy, robi się to więcej niż męczące.

Drugą sporną kwestią jest dobór postaci w drużynie Nietoperza. Mam jednak zastrzeżenia wyłącznie do pewnej dwójki. Punch i Jewelee to zbyt marne kopie Jokera i Harley, a ich udział w misji nie był w ogóle konieczny. Mimo wszystko bardzo spodobał mi się absurdalny pomysł z gumami do żucia.

Przejdźmy teraz do scen akcji. Czy Batman naprawdę jest w stanie pokonać tak ogromną liczbę najemników? Skąd tylu mięśniaków wzięło się w ogóle na wyspie? Czy Bane był w stanie ich w ogóle wykarmić?... Jakkolwiek przyjemne było obserwowanie Gacka naparzającego się z tymi nieszczęśnikami, poczucie przekroczenia pewnych granic było zbyt zauważalne.

Za świetny pomysł uznaję wplecenie w całą historię Seliny Kyle. Wątek Batmana i Catwoman przybiera na sile, więc Tom King nie szczędzi okazji, aby ukazać go w odpowiednim świetle. Narracja akcji w całym komiksie rozpisana w formie listów była może dziwnym pomysłem, ale mi przypadł on do gustu.
Rozwinięciem romansu dwójki bohaterów jest też krótsza opowieść zaprezentowana na końcu wydania. Klimatyczna i nastrojowa, pokazuje głębszą, skrywaną stronę Nietoperza i Kotki.

Rysunki w Jestem samobójcą to klasa sama w sobie. Mikel Janin, Mitch Gerads i Hugo Petrus przedstawili losy Batmana w niezwykle dynamicznym stylu, prawie za każdym razem świetnie uchwytując ruch oraz dynamikę postaci. Wiele kadrów robi wrażenie graficznej fotografii, zrobionej w najbardziej ekscytującym momencie. Warto też zwrócić uwagę na większe, pomysłowo rozrysowane plansze, których także nie brakuje w tym tomie.

Druga część Batmana z Odrodzenia jest komiksem, który może dać wiele frajdy, jeśli tylko przymkniemy oko na niektóre rozwiązania scenarzysty. Jest to komiks z nieomylnym bohaterem, pełno w nim jednak dobrej akcji, zabawy i nie najgorzej wykreowanych postaci.
Jeśli nie czytaliście zbyt wielu klasycznych historii z Batmanem, ta z pewnością się Wam spodoba. Nie jest to komiks, który ma na celu stać się wielką klasyką DC, a jedynie zapewnić chwilę niezłej rozrywki. I w tym zadaniu sprawdza się zupełnie poprawnie.


Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękuję wydawnictwu Egmont


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz