poniedziałek, 5 lutego 2018

RECENZJA: Green Arrow, tom 2 - Wyspa Blizn

Uwielbiam Zieloną Strzałę. Tak po prawdzie to właśnie seriale Arrow i Flash sprawiły, że dwa lata temu sięgnąłem po komiksy DC Comics. Niestety, po trzech sezonach Arrowa i pierwszym Flasha poziom tych produkcji spadł tak nisko, że obecnie w ogóle nie da się ich oglądać... Na szczęście pozostały świetne historie obrazkowe, w których ci bohaterowie nadal błyszczą i bawią czytelników swymi świetnymi przygodami. To oczywiście stwierdzenie bardzo ogólne.
Sprawdźmy zatem, jak ma się Green Arrow w drugiej odsłonie z Odrodzenia w albumie Wyspa blizn...

Oliver Queen znów znalazł się na bezludnej wyspie gdzieś na Oceanie Spokojnym. Inferno zarządzane przez Dziewiąty Krąg zatonęło, zabierając ze sobą na dno otchłani wiele złowrogich tajemnic. Teraz jedyne co zostało Arrowowi to jego łuk i dobre chęci. No, może niezupełnie, bo wraz z nim na wyspę trafili też Dinah i Diggle. A towarzystwo Black Canary szczególnie cieszy samotnego Olivera. Jednak nie tylko radosne kąpiele w oceanie będą stanowiły ich główną rozrywkę. Wyspa skrywa bowiem tajemnicę mocno związaną z ostatnimi wydarzeniami w życiu Arrowa...
Tymczasem, jego przyrodnia siostra Emiko trafia do Japonii z nadzieją uwolnienia swej matki od wpływu Yakuzy. To tu przyjdzie jej stoczyć prawdziwą walkę na śmierć i życie w zamkniętym kręgu oprawców i morderców.

Przyznam Wam, że mam pewien problem z Wyspą blizn. Po pierwszym, bardzo zadowalającym tomie serii (Śmierć i życie Olivera Queena) spodziewałem się równie ekscytującej kontynuacji. I w zasadzie dostałem coś w tym stylu, tylko że... utrzymane w klimacie banalnej historyjki dla dzieci. Co ciekawe, w samej treści nie widać tej tendencji, leży ona zdecydowanie po stronie scenariusza i jakości prowadzonych pomiędzy bohaterami dialogów.

Poniższy tom dzieli się na trzy historie. Pierwsza opowiada o misji Emiko w Japonii, druga traktuje o pobycie Olivera i spółki na wyspie i odkryciu tajnego ośrodka naukowego, natomiast trzecia to jazda bez trzymanki superszybkim Empire Expressem, po którym krąży niebezpieczny zabójca pracujący dla Dziewiątego Kręgu. 

Akcja toczy się wartko, bohaterowie przeżywają przygodę za przygodą, ale niestety poziom opowiadanych historii jest skierowany docelowo raczej dla dwunastolatków. Szczególnie widać to w pierwszej i drugiej części, gdzie główną bohaterką jest Emiko, a my zgłębiamy tajemnice związane z laboratorium na wyspie. To wszystko wywołuje u mnie straszny niesmak, powodowany wysokim poziomem infantylności oraz nadmiaru uproszczeń. Dopiero trzecia część naprawia nieco błędy wstępu i rozwinięcia, ale pierwsze wrażenie pozostaje.
Jedynym plusem scenariusza jest wspomniana różnorodność wydarzeń oraz dobrze nakreślone postacie Olivera, Emiko i Dinah. Z pewnością bez słownych utarczek z siostrą i przekomarzania się z Black Canary ten tom straciłby jeszcze więcej ze swojego skromnego uroku.

O ile nie mogę zbytnio rozpływać się nad treścią Wyspy blizn, sfera ilustracyjna komiksu szczęśliwie nie pozostawia wiele do życzenia. Rysunki wykonane przez Stephena Byrne'a, Otto Schmidta i Juana Ferreyrę są wspaniałe. Choć artyści prezentują odmienny styl, łatwo przełknąć tą rozmaitość, podziwiając malowniczość, dynamiczną szkicowość czy zbliżoną do animacji kreskę każdego z nich.
Zauważyłem jednak jeden mocny zgrzyt w pracy Schmidta. Jego wersja postaci Any różni się kolorem włosów od wersji prezentowanej przez Byrne'a. I to bardzo, ponieważ ta bohaterka ma białe, a nie czarne włosy. Dostrzegłem też zupełnie inny ubiór kobiety, ale to jeszcze można jakoś artystom wybaczyć.

Jest więc Wyspa blizn albumem bardzo dziwnym. Z jednej strony dość niestrawnym dla dojrzałego czytelnika, z drugiej fajnie narysowanym i bardzo dynamicznym.
Nie polecam Wam zatem rozpoczynania przygody z Zieloną Strzałą od tej pozycji. Jeśli czytaliście tom pierwszy i zamierzacie dalej śledzić losy Arrowa, na pewno i tak go kupicie.
Zresztą, mogę w tajemnicy zapewnić Was, że w kolejnych odsłonach cyklu będzie już znacznie lepiej. I tak być powinno, bo przecież Oliver Queen to jedna z ciekawszych postaci panteonu sław DC Comics!


Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękuję wydawnictwu Egmont


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz